Sercem i rozumem

Niedawno przeczytałem w internecie komentarz, który brzmiał mniej więcej w ten sposób. „Wyższą formą współczesnego człowieka jest człowiek niewierzący, będący kolejnym etapem ewolucji. Czary-mary to powoli przeszłość, jeszcze z 200 czy 300 lat i świat oraz ludzie będą wolni, szczęśliwi i zapanuje pokój. Wybitne jednostki dziś to ateiści”. Najwyraźniej autor tego wpisu chciał przekonać nas do wyższości rozumu nad sercem, wiedzy nad wiarą. 

Blaise Pascal, człowiek nauki i wiary twierdził, że wiara jest oparta na osobistym doświadczeniu Chrystusa. Potrafił też logicznie bronić racji wiary i mówił, że warto wierzyć, ponieważ jeśli wygrasz, zyskujesz wszystko. Jeśli przegrasz, nie tracisz nic. Zakładaj więc, że Bóg jest. 

Boga poznaje serce, a rozum to przeżycie opisuje. Serce ma swoje racje, których rozum nie zna. W efekcie spotkania ze Stwórcą, rozum próbuje nadać sens doświadczeniu wiary. Znaczenie rozumu pochodzi z filozofii greckiej, dla której poznanie było istotą zbawienia. Mesjasz powiedział,  „poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli, dalej zaprowadzi”. Poznanie jest więc środkiem, nie celem wiary.  

Duński filozof Soren Kierkegaard twierdził, że poznanie prawdy jest kwestią intensywnego życia wewnętrznego.  
Prawda musi być obiektywną niepewnością, uchwycona i zarazem poszukiwana. Prawda zdążająca do niej. 

Wiara jest skokiem w przepaść boskiej miłości. Jest żarliwą decyzją serca i rozumu. Ostatecznie na ziemi wiara nie ma dowodu. Kierkegaard uważał dowody za wroga wiary. Wymagamy dowodów, gdy tracimy wiarę, jak św. Tomasz. Dowody mogą wzmacniać niewiarę, domagają się bowiem kolejnych i temu poszukiwaniu może nie być końca.    

Wiara żyje wśród wątpliwości i niepewności rozumu. Tworzy 
się pozytywne napięcie w wyniku paradoksu tego, co duchowe i fizyczne. To napięcie jest pokarmem wzmacniającym wiarę i jednocześnie lekarstwem dla chorego na samouwielbienie rozumu. 

Kosube Koyama, japoński misjonarz w Tajlandii, twierdzi, że wiara nie może być ubrana w abstrakcyjne terminy. Potrzebuje prostoty i realności życiowej, mającej znaczenie dla wieśniaka na polu ryżowym i pracownika korporacji. 

C.S. Lewis z upodobaniem pisze o filozofii radości, owej  niewypowiedzianej tęsknocie, pragnieniu, nostalgii. Radość, której nie można w żaden sposób zaspokoić do końca na ziemi (nawet przez miłość), jest dla niego jednym z najwyraźniejszych dowodów na istnienie Boga. Wszystkie nasze pragnienia muszą mieć zatem to samo pochodzenie, jak pragnienia samego Boga. Ludzkie uczucia (wierzących i ateistów) są w Nim zakotwiczone. Można nie wierzyć w Boga, ale każdy wie, co to tęsknota, gniew, żal. 

Stwórca pragnie, abyśmy Go sercem poznawali, abyśmy wierzyli, i to nawet wtedy, gdy w naszym świecie na chwilę zabraknie wyraźnych znaków Jego obecności. Ostatecznie istnieją tylko dwa rodzaje ludzkich postaw. Albo mówimy Bogu: „bądź wola Twoja”, zgadzając się na życie w niepewnej pewności, albo chcemy, żeby przytakiwał ludzkiej arogancji i mówił: „niech ci będzie, że wiesz lepiej”. 


Przepis na życie

Życie jest największym darem jaki posiadamy. Jest naszym najcenniejszym kapitałem, bogactwem i przywilejem. Jest też jedyną okazją. Każdy dzień to niepowtarzalny prezent, którego drugi raz nie przeżyjemy. Kształt stopionej świeczki jest dzisiaj jedyny w ciągu milionów lat. Nasze rozmowy, posiłki, wydarzenia zastygają w przeszłości. 

Dlatego tak ważna jest zasada pełnego życia. To oznacza, abyśmy na obecnym etapie dali to, co najlepsze i żyli jak najbardziej pozytywnie. Dajmy z siebie wszystko, co w naszej mocy, aby to, co teraz, było pełne satysfakcji. 

Kiedy idę na basen, nie chcę by interesowało mnie nic innego. Moim celem jest jak najlepiej wykorzystać tę godzinę pływania. Ponieważ jestem mężem, ojcem, teologiem, pisarzem, pastorem, chcę to robić jak najlepiej.  
Jeśli mam wolny dzień, swój osobisty „szabat”, chcę go w pełni wykorzystać. Dlaczego nie zawsze mi to wychodzi? Ponieważ daję się złapać w pułapkę złego myślenia. 

Najgorsza rzecz to żyć w osaczeniu złymi myślami. Kiedy mówimy o tak zwanym pozytywnym myśleniu zwykle kojarzy się to z czymś sentymentalnym lub ze sztucznym uśmiechem sprzedawcy ubezpieczeń. Nie do końca zdajemy sobie sprawę jak ważna i poważna to sprawa.  

Okazuje się, że nasz sposób myślenia jest ważniejszy, niż może się to wydawać. Wyobraźmy sobie śmieszą sytuację, że nagle w parku spotykamy na swojej drodze niedźwiedzia. W tym momencie ponieważ jesteśmy przerażeni, włącza się w naszej głowie instynkt przetrwania i robimy jedną rzecz, czyli uciekamy. Badania potwierdzają, że człowiek w sytuacji stresu przestaje myśleć perspektywicznie. Negatywne impulsy redukują myślenie do podstawowych odruchów. 

To oznacza, że choć nie spotykamy się z niedźwiedziem, w sytuacjach gdy pozwalamy, by dominowały w nas negatywne myśli i uczucia, następuje selektywne ograniczenie zdolności i możliwości. Negatywne myślenie oznacza życie w bardzo zawężonym świecie, opartym na podstawowych instynktach przetrwania. Wtedy ma miejsce degradacja naszej kreatywności i zmniejszenie potencjału. 

Oczywiście w przypadku dobrego, optymistycznego myślenia, proces przebiega dokładnie odwrotnie. Ludzie myślący pozytywnie spotykając swojego „niedźwiedzia” będą mieć do wyboru szereg opcji, których nie bierze pod uwagę człowiek przestraszony.  

Kiedyś uczono, że droga do efektywności jest trudna i bolesna. Okazuje się, że nie jest to uniwersalną prawdą. Cele osiągają ci, którzy są szczęśliwi, zanim je osiągnęli. Dobre wewnętrze nastawienie jest zarówno drogą jaki i celem. Bycie pozytywnym przynosi dobre efekty, a w rezultacie stajemy się jeszcze bardziej pozytywni. Kto już ma szczęście, temu będzie dane więcej. 


Życie jest tym momentem. Jeśli nie korzystamy z tej chwili, to nie korzystamy z życia. Istnieje tylko teraz. Jak stać się człowiekiem bardziej pozytywnym? Szukaj sposobów na podnoszenie poziomu szczęścia - napisz wiersz, zagraj na gitarze, wyśpij się, wyjdź na spacer, wyjedź na weekend, zjedz coś smacznego, wycisz serce przed Bogiem, namaluj obraz, wyjdź do teatru. Twoje serce to nie tylko zwykła pompa. Dawaj jej regularnie coś więcej, a się odwdzięczy. 

Pasterz, owczarnia i jedność

Nie żyjemy na bezludnej wyspie. Ziemia została skutecznie zaludniona, doprowadzając nas do konieczności spotkania z drugim człowiekiem. Długotrwała izolacja jest jedną z najbardziej bolesnych kar, jakich więzień doświadcza. 

W wymiarze wiary i podążania za Mesjaszem, kwestia wspólnotowości jest mocno zaakcentowana. Chrześcijaństwo jest ruchem prospołecznym, nacechowanym boską i międzyludzką integracją. Sam Bóg w obrębie swojej istoty stanowi źródło doskonałych więzi społecznych. Trójca to, mówiąc obrazowo, idealna wspólnota mieszkaniowa. Więzi pomiędzy Ojcem, Synem i Duchem Świętym są przykładem w najwyższym stopniu dojrzałej ekumenii. Bóg jest największym ekumenistą. 

W Ewangeliach kilkukrotnie zostaje przywołany obraz owczarni. Naśladowcy Mesjasza przyrównani są do owiec, a Jezus jest dobrym pasterzem. Owca jest umiejscowiona w stadzie. Nie powinna żyć w oddzieleniu od stada, z dała od owczarni. Zgubiona owca to ta, która jest poza stadem, która nie korzysta ze skutków wspólnotowości. 

Obraz owczarni dotyczy zbiorowości na kilku płaszczyznach. Pierwsza z nich to z pewnością płaszczyzna małżeństwa i rodziny, która stanowi pierwszą ekumeniczną wspólnotę. Rodzina to inaczej Kościół domowy, tworzący potrzebne środowisko duchowego rozwoju rodziców i dzieci oraz innych bliskich. To również najbardziej praktyczna ekumenia (od greckiego oikos, czyli domostwo). 

Drugą owczarnią, a zarazem płaszczyzną ekumenii jest lokalna wspólnota kościoła. Każda „owca” powinna być częścią grupy wierzących, celebrującej wartości Ewangelii oraz dającej przestrzeń duchowego rozwoju. Bycie poza wspólnotą oznacza zagubienie. Bycie we wspólnocie nie oznacza, że owce pozbawione są możliwości błądzenia, jednak znajdują się w zasięgu dynamicznej łaski - nikt nie wydrze ich z ręki mojej, zapewnia Mesjasz. Pocieszającym jest fakt boskiego zaangażowania w szukanie owiec zgubionych, o których Bóg nie zapomniał. 

Trzecim równie ważnym aspektem owczarni jest globalna wspólnota dzieci Bożych, mieszcząca w sobie naśladowców Mesjasza z różnych wyznań i denominacji. Nie bez przyczyny teksty o Pasterzu trzymającym nas w swej ręce występują w liczbie mnogiej. Żyjemy w epoce indywidualizmu oraz wielu podziałów wynikających z interpretacji Biblii. Mamy swojego „osobistego Zbawiciela” i „osobiste zbawienie”, które my, ewangelikalni chrześcijanie,  wynieśliśmy z protestanckiego kapitalizmu Ameryki Północnej, z czasów osadnictwa Metodystów.  

Doga Chrystusowa jest drogą wspólną. Zamiast palić flagi innych kościołów i wspólnot, uczmy się je prać i prasować. Nie chodzi o porzucenie i zatracenie własnej tożsamości, ale o okazywanie autentycznego szacunku wobec odmienności na każdym poziomie życia, w małżeństwie, rodzinie, lokalnej i ostatecznie globalnej wspólnocie.  


Pielęgnowanie w sobie „kultury podziału” jest sprzeczne z wolą Pasterza i osłabia autorytet Ewangelii. Pewnie nigdy nie stworzymy tak idealnej wspólnoty mieszkaniowej jaką jest Trójjedyny. Możemy jednak dojść do miejsca, w którym jest „dobrze i miło, ponieważ siostry i bracia w zgodzie mieszkają” na tej małej planecie, jaką jest Ziemia. 

Potępienie

Istnieją teologiczne powody dla których Bóg widzi nas inaczej niż my siebie widzimy. W Ewangelii mamy historię przyłapanej kobiety (Jan 8,1-11). Wydaje się, że stał za tym jakiś spisek. Ktoś musiał się natrudzić, śledzić, a może nawet zaaranżować okoliczności. Z jakiegoś powodu grupa grzeszników odczuwała pewien rodzaj satysfakcji potępiając grzesznika. 

Są oczywiście sytuacje wymagające pociągnięcia kogoś do odpowiedzialności za zbrodnie, kradzieże, morderstwa.  
Jednak w codziennym życiu, wielu czuje się ciut lepszymi od tych, których akurat świat się zawalił przez rozwód, depresję, skrywany lub jawny grzech, nieszczęśliwy wypadek. 

Istnieją trzy źródła potępienia. Pierwszym jest własne serce. Każdy z nas czasem siebie potępia za błędy, poświąteczną  nadwagę, za życie poniżej własnych oczekiwań. 

Drugim źródłem są ludzie - potępiamy innych i jesteśmy potępiani. Nie mam na myśli potępienia Eichmanna, czy Stalina. Bywamy potępiani za to, jacy zwyczajnie jesteśmy. To tak, jakbyśmy potępiali kaczkę za to, że jest kaczką. Generalnie wkurza nas ten jeden różniący nas promil DNA. 

Do tego dochodzi trzecie źródło - szatan, co znaczy oskarżyciel. Apokalipsa św. Jana 12 mówi, że szatan robi dwie rzeczy, zwodzi świat i oskarża wierzących. Każdy wierzący jest narażony na trzecie źródło potępienia,
w tym przywódcy Kościoła (to nasze ryzyko zawodowe - 
elektryk ma swoje ryzyko, jeszcze inne ma górnik. Czy powinno zatem dziwić, że połowa pastorów rezygnuje w ciągu pierwszych pięciu lat?).
Popełniamy błędy, jednak Bóg nikogo nie potępia. To oznacza, że Bóg już rozwiązał problem grzechu. Nie ma żadnych podstaw, by żyć w lęku przed groźnym Bogiem. W tej historii widzimy podejście Boga do całej ludzkości. Jezus nie potępił kobiety, ani tych, którzy ją przyprowadzili. 

Dlaczego? Ponieważ był ktoś jeden kogo Bóg potępił. Ten jeden potępiony to sam Bóg - w Chrystusie. Bóg rozwiązał problem zła w obrębie Trójcy. Potem przyszedł, by to światu uświadomić. Sam stał się grzechem i przekleństwem. Bóg w Jezusie potępił samego siebie. Wziął winę na siebie nie z braku wyjścia, ale z miłości. 

Bóg nie może być inny niż Jezus, może być tylko większy i lepszy. Bóg nie może potępić ludzi, ponieważ już zanim powstał świat, potępił zło w Sobie. Krzyż był tego uwieńczeniem. Bóg siebie potępił i następnie siebie usprawiedliwił w zmartwychwstaniu Jezusa. Nie można mówić o grzechu w oderwaniu od zwycięstwa łaski. 

Skutkiem tego jest pokój i bezpieczeństwo. Nie ma już żadnego potępienia dla tych, którzy są w Jezusie, ponieważ nowe Prawo życia zastąpiło stare Prawo grzechu i śmierci (Rz.8). To nie jest kwestia uczuć, ale prawa - boskiego aktu notarialnego. Bóg w Jezusie pokazał nam absolutną niemożliwość potępienia człowieka. Człowiek odrzucający Bożą łaskę może jedynie sam siebie skazać na potępienie. Bóg w Jezusie pojednał świat z sobą. 


Jezus powiedział do kobiety, nie potępiam cię, idź i nie grzesz więcej. Myślimy, że jest odwrotnie - przestań grzeszyć, a wtedy nie będziesz potępiona. Zakładamy, że Bóg zdecyduje o naszym potępieniu, czy niepotępieniu dopiero w rezultacie naszego postępowania. Myślimy w kategoriach ludzkich. Miłosierdzie działa odwrotnie. Najpierw trzeba przyjąć, że nigdy nie byliśmy i nie będziemy przez Boga potępieni. Z tej prawdy rodzi się życie wolne od ułudy grzechu - przez wiarę i łaskę, a nie przez ludzki wysiłek bycia ciut lepszym. To jest doprawdy dobra nowina! 

Miłosierdzie

Szukanie Boga jest rzeczą właściwą dla ludzkiego serca. 
Jakąś formę pokuty znajdziemy w każdej kulturze. Ludzie mają poznanie dobra w naturze i w sumieniu, ale nikt nie potrafi żyć zgodnie z własnym standardem.  

Biblijni autorzy zgodnie z otaczającą ich kulturą, odwołują się do boskiego sądu nad ludzkością, w imię Jego  sprawiedliwości. Luter podobno powiedział, że gdy myśli o wieczności, to wolałby się nigdy nie narodzić.  

Z jednej strony, gdyby nie było sądu, moralność straciłaby swoje znaczenie. Z drugiej, zwycięstwo łaski Chrystusa jest zwycięstwem całkowitym. Ogarnie cały stworzony porządek. 
Tego zwycięstwa nie umniejsza możliwość dokonywania przez człowieka wyboru. Jaka jest zatem Boża odpowiedź na Bożą sprawiedliwość? Miłosierdzie ukazane w Jezusie.  

Bez tego klucza nie sposób poznawać Boga i rozumieć chrześcijaństwa. Miłosierdzie jest fundamentem Ewangelii. 
Pojęcie Bożego miłosierdzia staje się zasadniczą kwestią teologii. Kultura miłosierdzia domaga się docenienia w kręgach Kościoła i szerzej, całego stworzenia. 

Miłosierdzie jest najwyższą formą Bożej sprawiedliwości. 
Bóg w swoim miłosierdziu nie pasuje do żadnego schematu. 
Miłosierdzie jest objawieniem Jego transcendencji, przekraczającej wszystko, co ludzkie, i wszystko, co dla ludzi obliczalne. 

Nie można mówić o Bogu sprawiedliwym i miłosiernym w sposób oczywisty i banalny. Potrzebna jest głęboka refleksja, zachwyt i poczucie ludzkiej bezsilności wobec próby zrozumienia Boga. W swoim miłosierdziu Bóg objawia się jako zupełnie inny. Jest nieskończonością, a równocześnie Jego relacja z człowiekiem jest bliskością. 

Ta bliskość miłosierdzia nie jest jednak koleżeństwem. Miłosierny Bóg nie jest „kochaną bozią”. Miłosierdzie nie jest zobojętniałym przyzwoleniem na ludzkie zaniedbania. Boga cechuje całkowita niepojętość, która jest wyrażana poprzez łaskę i miłość. Gniew Boży to nie emocje wściekłości, ale opór wobec grzechu i nieprawości. Gniew (nie będący uczuciem) jest aktywnym wyrazem Jego świętej istoty.

Dlatego przesłanie o miłosierdziu nie jest przesłaniem o taniej łasce. Miłosierdzie jest twórczym gniewem. Stoi ponad logiką winy i kary, ale nie jest zaprzeczeniem sprawiedliwości. Miłosierdzia nie wolno traktować jako dodatku do przymiotów Boga. Trzeba je uczynić punktem centralnym, organizującym, i wokół niego skupić pozostałe boskie przymioty. Z tego też powodu miłosierdzie nie może być jednym z wielu przypadków Bożej sprawiedliwości. 

To raczej na sprawiedliwość należy patrzeć przez pryzmat Bożego miłosierdzia. Miłosierdzie Boże jest zatem właściwą Bogu sprawiedliwością. Oto trudna dla ludzkiego umysłu paradoksalność. Bóg wyraża sprawiedliwość miłosierdziem. Wyraża potępienie łaską, gniew - miłością. 

Z tego wynikają praktyczne dla nas wnioski. Przesłanie o Bożym miłosierdziu jest nie tylko teorią. Nie ogranicza się również do sentymentalnego okazywania współczucia. Uczy nas, abyśmy byli miłosierni wobec złych na wzór Boga. 


Przesłanie o miłosierdziu ma konsekwencje dla duszpasterskiej praktyki Kościoła. Osobista więź z Mesjaszem oznacza uczestnictwo w Jego życiu, stąd chrześcijańskie miłosierdzie staje się wyróżnikiem naszego życia. Bóg jest skandalicznie miłosierny. Właśnie o to Jonasz miał do Boga żal. Do dziś Kościół nie potrafi w pełni tej prawdy przyjąć, mimo woli odsłaniając swój godny wstydu syndrom Jonasza. 

Anty anty-intelektualizm

Isaac Asimov, pisarz i naukowiec, napisał, „W Stanach Zjednoczonych zawsze był i jest kult ignorancji. Anty-intelektualizm jest nicią, torującą sobie drogę w polityce i kulturze, opartą na fałszywym przypuszczeniu, że moja ignorancja jest tak samo dobra, jak twoja wiedza.” 

Mam wrażenie, że myśl Asimova nie ogranicza się jedynie do obszaru USA, ani sfery polityki i kultury. Dochodzę do tego samego wniosku co autor, obserwując polskie środowisko zielonoświątkowe i jego podejście do teologii. 

Widzę ludzi, którzy teologiczny anty-intelektualizm uważają za błogosławieństwo, wyższe dobro, przejaw głębokiej duchowości. Przytacza się przy tym przykład pierwszych apostołów, że byli to ludzie prości, pozbawieni edukacji. Cytuje się tekst Pawła, który mówi do Koryntian, że mało wśród was ludzi mądrych, wysokiego rodu. Taka retoryka nadaje wysoki status anty-intelektualizmowi, tworzy religijny kult ignorancji. 

Należy zauważyć, że nie wszyscy z pierwszych uczniów Jezusa byli prostymi rybakami. Poza tym, godnym podziwu jest fakt, że spośród czterech rybaków, dwóch stało się autorami ważnych chrześcijańskich pism, które weszły w skład kanonu Nowego Testamentu (ewangelia św Jana, Apokalipsa Jana, dwa listy Piotra). To oznacza nic innego, jak to, że przynajmniej ci dwaj ex-rybacy nie chcieli pozostać na poziomie edukacji, który posiadali w chwili swojego powołania. Rozwijali się, pracowali nad sobą, aż do momentu, w którym stali się autorami, wpływowymi pisarzami. 

Również przytoczony wyżej tekst z listu do Koryntian nie jest zachętą do życia w teologicznej ignorancji, ale stwierdza zastały przez Pawła w Koryncie stan rzeczy. Sam Paweł był przecież człowiekiem gruntownie wykształconym. Tam, gdzie jest wiedza, Bóg może wykorzystać zarówno prostotę jak i uczoność (jak w przypadku Pawła). Tam, gdzie wiedzy nie ma, może posłużyć się jedynie prostotą. 

Nie każdy chrześcijanin ma zostać teologiem w sensie zawodowym, każdy jednak uprawia teologię, czyli ma swoją  potrzebę poznawania prawd na temat Boga. W tym celu słuchamy kazań, wykładów, czytamy książki i artykuły. W miarę jak rośnie nasza odpowiedzialność we wspólnocie wierzących, powinna iść za tym większa dyscyplina w zakresie zgłębiania myśli teologicznej. 

Serce balansujemy umysłem, a umysł sercem. Potrzebujemy rozwoju w sferze ducha i intelektu. Cytując Alberta Einsteina, „Wiara bez rozumu jest ślepa, a rozum bez wiary, chromy.” 

Wiedza teologiczna jest niezbędna do perspektywicznego patrzenia na życie. Osoby ignorujące teologię są z reguły szybciej skłonne do krytyki inaczej wierzących, mają poczucie bycia jedynymi sprawiedliwymi na tym świecie, łatwo wydają wyroki i skazują innych na wieczne potępienie. Sekty działają na zasadzie trzymania ludzi w izolacji, z dala od wiedzy. 

Na drodze do Emaus sam Jezus udziela teologicznej lekcji dwóm spośród uczniów, którzy przez swoją ignorancję żyją w bardzo smutnej i ograniczonej rzeczywistości. Boża rzeczywistość jest zawsze dużo głębsza, szersza i wyższa niż nasza. Teologia nie może zastąpić samego Boga, ale z drugiej strony wiara i modlitwa nie zastąpią teologii. 

Wszystkim początkującym teologom polecam dzieła takich autorów jak C.S. Lewis, Dietrich Bonhoeffer, Abraham Heschel, Józef Tischner. Ci oraz inni myśliciele otworzą nam drzwi do szerszego świata niż ten, w którym byliśmy do tej pory. Okazuje się, że ignorancja nie jest tak samo dobra, jak wiedza. 


Top trzy 2017

Woodrow Wilson, amerykański prezydent i laureat Nobla, powiedział, „Nie tylko używam całego swojego mózgu, ale wszystkie, które mogę pożyczyć, a pożyczyłem ich wiele”. Czytanie książek, to właśnie pożyczanie cudzych mózgów. 

Spośród kilkudziesięciu książek, które w tym roku przeczytałem (nie licząc swojej, którą podczas edycji czyta się na okrągło), postanowiłem wybrać własne „top trzy”, z książek polskojęzycznych oraz anglojęzycznych. Moje top trzy są oczywiście wybrane subiektywnie, były książkami dla mnie, w tym czasie. Mogę jednak spokojnie powiedzieć, że stanowią wartość uniwersalną i z pewnością nie tylko ja miałem możliwość wiele z nich wyciągnąć. 

„Top trzy” z książek polskojęzycznych (tak się składa, że akurat autorów zagranicznych, w tłumaczeniu). 

 1 Spadać w górę - duchowość na obie połowy życia. Autor Richard Rohr, wydawnictwo WAM. Dla mnie to nie tylko jedna z najlepszych książek tego roku, ale mogę powiedzieć, ostatnich kilku lat. Bardzo głębokie studium chrześcijańskiej duchowości, zawierajace mnóstwo myśli - perełek. Są w niej wątki miłości, wiary, nieba i piekła, przywództwa. Przede wszystkim jednak pokazuje jaką wielką wartość ma pokora i cierpienie. Rohr, który ma ponad siedemdziesiąt lat pisze pięknie, ale również w wyjątkowo mądry sposób potrafi ukazać całe życie, od młodości do dojrzałej starości. Książka niesie też zachętę dla osób w drugiej piołowie życia, pokazując piękno dojrzewania, a nie popularną w naszym społeczeństwie grozę starości, na której prosperują apteki.  
 2 Milczenie, autor Shusaku Endo, wydawnictwo Znak. Powieść, na podstawie której powstał film Martina Scorsese po tym samym tytułem. Jedna z najlepszych powieści, jakie czytałem. Intrygująca, szokująca, pozostawiająca czytelnika z pytaniami bez odpowiedzi. Piękny styl japońskiego pisarza. Ciekawa tematyka, bo dotycząca wiary, chrześcijaństwa, cierpienia, Boga, który wydaje się milczeć. Więcej nie będę zdradzać. Obejrzałem film i przeczytałem książkę. Polecam obie wersje, ale jak zawsze, książka wprowadza głębiej. 
 3 W imię Jezusa, autor Henri Nouwen, wydawnictwo Salwator. Niewielka objętościowo, ale poruszająca refleksja nad chrześcijańskim przywództwem. W moim odczuciu jedna z najlepszych książek w tym temacie. Autor był teologiem, myślicielem oraz praktykiem. Nie da się przejść obok tej książki obojętnie. Lektura obowiązkowa dla każdego chrześcijańskiego lidera. 

„Top trzy” w kategorii anglojęzycznych. 
 1. Karl Barth in plain English, autor Stephen D. Morrison, eBook na Amazon. Każdy, kto się amatorsko zajmuje teologią, będzie mile zaskoczony. Dla teologów i oduchownych, ta pozycja jest świetnym wprowadzeniem w teologię Bartha. Po przeczytaniu chce się więcej. 
 2. Courage to think differently, edytor George S. Johnson. Zbiór myśli wielu znanych autorów w tematyce troski o świat. Praktyczny podręcznik jak misyjnie kochać i jak kochając, stajemy się wrogami systemów politycznych oraz religijnych. Szokująco szczera i praktyczna. 
 3. Threat of life: sermons on pain, power and weakness. Autor Walter Brueggemann, eBook dostępny na Amazon. Zbiór kazań znanego teologa. Brueggemanna nie czyta się łatwo, ale to, co pisze jest głębokie i warte wysiłku. 

Nikt nie wie wszystkiego, ale każdy wie coś. Dlatego pożyczajmy od innych i od siebie nawzajem.