Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powołanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powołanie. Pokaż wszystkie posty

Najlepszy dzień życia

Dzisiaj może być i powinno najepszym dniem naszego życia. Dlaczego? Ponieważ to jest jedyny dzień, jaki mamy. Nie ma już wczoraj i nie ma jeszcze jutra. Jest tylko dzisiaj. Jeśli popatrzymy na życie z perspektywy „tu i teraz”, odkrywamy, że nie ma sensu żyć nierealnym wczoraj i jutro. Dzisiaj jest dzień, który Pan Bóg nam dał. To jest największy prezent, jaki mamy - ta chwila. Umiejetność docenienia chwili zmienia obraz całego życia.  

Każdy człowiek rodzi się z unikalnym przeznaczeniem.  
Celem życia jest rozpoznać kim jestem oraz rozwinąć to.   
Odkrycie tego, kim naprawdę jesteśmy sprawia, że zaczynamy żyć pełnią życia. Kiedy mamy to odkrywać? Właśnie dzisiaj. Naszym największym powołaniem jest rozwijać swoje autentyczne człowieczeństwo, dzień po dniu.  

Nie jest ważne, czy nasza autentyczność pasuje do jakichś utartych społecznie wyobrażeń, czy nie. Tak żyjąc, stajemy się ludźmi szczęśliwymi, którzy również uszczęśliwiają innych. Jeśli dzisiaj jesteśmy szczęśliwi, odkryjemy drogę służenia światu.  

Prawdziwe przeznaczenie łączy w sobie człowieka oraz jego służbę dla świata. To jest miejsce, w którym głęboka ludzka radość spotyka się z głęboką potrzebą świata.  
Zacznijmy od samych siebie, każdego dnia na nowo odkrywajmy swoje przeznaczenie. 

Zanim zapytasz czego potrzebuje świat, zadaj sobie pytanie, co dzisiaj sprawia, że chce ci się żyć? Co sprawia, że twoje serce zaczyna szybciej bić? Świat potrzebuje ludzi, którzy najpierw sami dla siebie ożyli. Potem mogą żyć dla świata. Dobrą praktyką, która pomaga cieszyć się dniem dzisiejszym jest regularne stosowanie modlitwy Jabesa. 

„A wzywał Jabes Boga Izraela mówiąc: 

„Obyś skutecznie mi błogosławił 
i rozszerzył granice moje, 
a ręka Twoja była ze mną, 
i obyś zachował mnie od złego, 
a utrapienie moje się skończyło!” 

I sprawił Bóg to, o co on prosił.” (1 Ks. Kronik 4.9-10).

Jeśli chcemy wypełnić swoją rolę w życiu, powinniśmy dzisiaj żyć pełnią życia. Ponieważ innego dnia nie mamy. Nie ma sensu myśleć tylko o czymś czego już nie będzie lub jeszcze nie ma. Zastosujmy tę modlitwę na dzisiaj. Módlmy się nią w następujący sposób:  

Obyś DZISIAJ skutecznie mi błogosławił 
i DZISIAJ rozszerzył granice moje, 
a ręka Twoja DZISIAJ była ze mną, 
i obyś DZISIAJ zachował mnie od złego, 
a utrapienie moje DZISIAJ się skończyło. 


Reformacja musi trwać cz.2

Dlaczego dziś potrzebujemy reformatorek i reformatorów? Jest kilka ogólnoświatowych powodów, które tutaj  wypunktujemy: 

  1. Przemoc i wojny
  2. Głód i ubóstwo 
  3. Chciwość i dominacja 
  4. Zniszczenie naturalnego środowiska 
  5. Religie nie spełniające oczekiwań 

Wszystkie pięć można odnieść do konkretnego przykładu z Indii. Tylko w ciągu jednego roku szesnaście tysięcy rolników popełniło samobójstwo w następstwie decyzji Światowej Organizacji Handlu o wprowadzeniu na rynki Azji modyfikowanego ziarna. Nie byli w stanie utrzymać się dłużej na rynku. Musieli się coraz więcej zadłużać i uzależnić od kredytów, których nie byli w stanie spłacić. 

Lokalnie i globalnie jest jeszcze wiele do zrobienia. Czy jesteśmy gotowi, by w jakimś obszarze publicznym dokonywać dobre przemiany? Być może na nowo potrzebujemy zdefiniować powołanie. Być może nasza praktyka wiary stała się sterylna, odizolowana od normalnego ludzkiego życia. Być może jest czas, by w świeży sposób popatrzeć na fundamenty naszej wiary. 

Na Biblię, w której jest miejsce na łaskę i uczynki, która podkreśla niesienie dobrej nowiny ubogim. Na Jezusa, który występował przeciw systemom dominacji religijnej i świeckiej. Na Boga, który zawsze staje po stronie uciskanych. Na Ziemię, którą mamy obowiązek dobrze uprawiać, chronić i doceniać jej świętość. Na dobra materialne, którymi należy obdzielać potrzebujących.  
Na człowieka - bez segregacji na płeć, wiek, rasę i religię. 
Na zbawienie, które jest nie tylko naszą prywatną sprawą, a stało się takie przez amerykański protestantyzm (personal salvation, czyli osobiste zbawienie). 

Należy zacząć od własnego podwórka. Dlatego segregujemy śmieci i usuwamy dzikie wysypiska. Jest to mały wkład w troskę o naszą planetę. Potrzebujemy myśleć dalekosiężnie. Efekty Reformacji widać po pięciuset latach. Jak będzie wyglądał świat za kolejne pięćset lat? Wszystko zależy od tego, jak żyjemy teraz. Zajmijmy się własnym małym wycinkiem świata, przybijajmy „tezy” na swoich drzwiach. Bądźmy tu i teraz rzecznikami pokoju, obrońcami uciśnionych, orędownikami przebaczenia i jedności. 

Codziennie świętujmy małe zwycięstwa. Każdy gest i krok się liczy i z perspektywy czasu ma znaczenie. Działajmy  zespołowo, ponieważ odwaga jest cechą zbiorczą. Szukajmy nowych rozwiązań, pamiętając, że przemoc nigdy nie wygrywa. Trwajmy w wierze, gdy większość wątpi. Zachowajmy przy tym zdrowy dystans do życia. Poczucie humoru jest oznaką zdrowia. Nigdy nie straćmy nadziei w ostateczne zwycięstwo dobra.  


Na koniec dwa cytaty. „Kto chce iść za mną, niech weźmie swój krzyż i mnie naśladuje”. To zachęta, by nie bać się iść trudniejszą drogą. „Aby Bóg był wszystkim we wszystkim”! Taka jest nasza nadzieja. Taka jest nasza przyszłość.  

Reformacja musi trwać

Słowo reforma w słowniku znaczy szereg zmian w jakiejś dziedzinie życia, w strukturze organizacji lub sposobie funkcjonowania jakiegoś systemu, mające na celu ulepszenie istniejącego stanu rzeczy. Chodzi o poprawienie jakości, naprawę, dobro. Ponowne pozytywne formowanie. 

Kto nie chciałby, żeby w życiu było lepiej? Większość ludzi jest prywatnymi reformatorami (szczególnie żony - twierdzą, że salon wymaga malowania, trzeba zmienić meble w kuchni...). Wszystko z czasem pokrywa się kurzem, pajęczyną czasu. Życie wymaga ciągłego odświeżania.   

Zauważam trzy podstawowe cechy reformy. 
Po pierwsze, reforma wymaga zapłacenia ceny.  
Jeśli mówisz, kochanie, latem zrobimy malowanie, to wiesz, że poświecisz na to pieniądze, czas i wysiłek. Każda zmiana na lepsze wymaga poniesienia kosztów.  

Przykładem tego jest życie apostoła Mateusza, byłego poborcy podatków. Miał udane życie. jak na tamte czasy bardzo dochodową pracę. Codziennie rozkładał stolik, papiery, listę mieszkańców i zbierał podatki. Aż do pewnego dnia. Jezus go zauważył i powiedział, choć ze mną. Ta propozycja zmieniła całe jego życie, ale też dużo kosztowała. Mateusz zbiera swoje rzeczy, wstaje i odchodzi. Co robi ze swoim biznesem? Przekazuje  koledze? Nie tylko pozostawił dobry finansowy interes. Historia mówi, że ostatecznie został misjonarzem w Etiopii i tam zginął śmiercią męczeńską. 

Marcin Luter też poniósł cenę odnowy Kościoła. Jezus zapłacił tę najwyższą. Nie tylko umarł za nasze grzechy, 
ale też za własną radykalną dobroć i miłość. Poniósł cenę proroka, wywrotowca i reformatora. Zło się samo rozsiewa. Kurz i pajęczyny nic nie kosztują. Dobro wymaga i kosztuje.  

Po drugie, reforma jest zwykle naglącą koniecznością z powodu historycznej dynamiki. Życie nie stoi w miejscu. 
Niektóre firmy nie zareagowały wystarczająco szybko na zmianę technologii z analogowej na cyfrową. Duże korporacje jak Motorola czy Kodak straciły z tego powodu pozycję liderów na rynku. Nie podjęły na czas reformy. 

Mateusz dobrze zareagował na nowe wydarzenia swoich czasów. Przybliżyło się Królestwo Boże. Przyszedł Mesjasz. 
To był doskonały moment, by wstać zza stołu i przyłączyć się do tego, co czynił Bóg.  

Duchowa reforma staje się odpowiedzią człowieka na kierunek, w jakim Duch Święty prowadzi jednostki i wspólnoty. Duch Święty to nurt życia. Woda na pustyni.   
Można wejść w Jego nurt, albo próbować płynąć pod prąd. On chce nas porwać na nowe obszary życia.  

Po trzecie, każda reforma wywiera dwojaki wpływ -  negatywny i pozytywny. Niesie opór i nowe możliwości.  
„On zmienił świat na zawsze” – taki tytuł nosi amerykański film o Marcinie Lutrze z 2002 roku.


Mamy wzór Mesjasza - stał się ubogi i zwyczajny. Miłowany i znienawidzony. Podziwiany i opuszczony. Wskrzeszający, zabity i na nowo żyjący. Nie wiemy jakie sprzeczności i błogosławieństwa może przynieść nasze dążenie do dobra. Ale kto zastanawia się nad ceną wobec obowiązku spełnienia swojej życiowej misji? 

Sztuka życia

Stanley Hauerwas, który przez magazyn "Time" został uznany w 2001 roku za najlepszego teologa Ameryki, powiedział, że powinniśmy tak żyć i tak umierać, by nie było widać w tym sensu, jeśli Jezus nie zmartwychwstał. 

Podobnie ponad sto lat temu wyraził się duński myśliciel, Soren Kierkegaard: "Czyż jest coś bardziej niepraktycznego, niż śmierć za prawdę? Czyż jest coś bardziej głupiego niż rezygnacja z własnych korzyści? Czyż jest coś bardziej ośmieszającego niż utrudnianie sobie życia i bycie wynagradzanym cierpieniem? Oszukujemy siebie mówiąc, że bierność jest skromnością. Nie, nie! Nie iść na przód to robić z Boga głupca - ponieważ to, na co czeka Bóg, to twoje kroki do przodu."

Tak więc życie wiary, to misyjny artyzm, totalna awangarda, życie nie tyle pod prąd, co wręcz tworzenie nowego koryta rzeki. Naśladowanie Mesjasza wymaga od nas nieprzywiązywania się do dotychczasowego stylu życia, a w zamian kreowania własnego świata, nienaśladowania religijno - kościelnej rzeczywistości, ale szukania odrębnego języka wyrazu naszej wiary (I Piotra 2:9-12).  

Każdy chrześcijanin jest powołany do artystycznego życia wiary. Nie chodzi jedynie o smak, estetykę, piękno. To też ważne. Ale ważniejsze jest odważne i twórcze tworzenie nowej rzeczywistości. Dzięki Mesjaszowi otrzymaliśmy, nowy status - Lud Boży. To oznacza, że zostaliśmy przyłączeni do wspólnoty Izraela, by być razem z Żydami boskim neonem - reklamą nieba na ziemi. Staliśmy się dla zagubionego świata specjalną jednostką informacyjno - ratunkową. Nie mówimy więc ludziom jak mają żyć, ale pokazujemy, jak my żyjemy - nie jesteśmy wykładowcami, ale modelami.  

Zbyt często Kościół zapominał o swoim przeznaczeniu i bardziej chciał pouczać niż prezentować. Chciał zbawiać i potępiać, zamiast kierować w stronę Zbawiciela. Naszą odpowiedzialnością jest świadectwo, a nie jego efekt.  

Jesteśmy powołani do innego standardu pracy, małżeństwa, wychowania dzieci, miłosierdzia. Dlatego argumentem wierzących nie tyle są wersety z Biblii, co sztuka życia. Żyjemy w czasach, w których ludzie coraz bardziej szukają duchowości, a równocześnie odwracają się od instytucji kościelnych. Nie chcą moralizowania, ale spotkania z niebiem na ziemi. 

Boga ani świata interesuje tak bardzo nasza interpretacja Apokalipsy - czy wierzymy dosłownie lub symbolicznie. Dzisiaj ważne jest co pokazujemy swoim życiem. Czy ogłaszamy pojednanie zamiast potępienia? Czy współpracujemy z Bogiem w dziele ratowania świata? 

Żyć tak, by nie było widać w tym sensu, jeśli Jezus nie zmartwychwstał. Żyć niepoprawnie politycznie. Żyć na przekór ludzkiej zachłanności. Umieć umierać, by żyć pełniej. Umieć dawać, by przy zmartwychwstaniu coś wziąć. 

Wiara jest sztuką narysowania Boga barwami swojego życia. Jest tańcem niebiańskiej radości, odgrywaniem swojej roli na scenie świata. Wierzę w zmartwychwstania - Jezusa i nasze. Dlatego chyba warto zainwestować wszystko co się ma i kim się jest. 

Weź i bądź

Ostatnie spotkania Mesjasza ze swoimi uczniami były bardzo celowe. Przypominają mi poranne wyprawianie naszych dzieci do szkoły - codziennie jestem na granicy zabicia własnego dziecka, które za długo wstaje z łóżka, nie chce się ubrać, uczesać lub nagle sobie przypomina, że trzeba wziąć do szkoły coś, czego akurat w domu nie ma! 

Jezus spotyka się z przyjaciółmi po zmartwychwstaniu i bardzo pewnie mówi o tym, co się stanie. Nie pyta o zgodę, o zdanie. Nie interesuje Go, czy to czują, czy mają na to ochotę. Po prostu mówi: weźmiecie moc Ducha Świętego i będziecie moimi reprezentantami. Spodziewajcie się. 

Dzisiaj w dobie indywidualizmu, ludzkiej potęgi, wolności, to my chcemy decydować co weźmiemy i kim będziemy. Nawet w relacji z Bogiem. Tak więc po raz kolejny stajemy przed wyzwaniem - kto ma władzę? Kto decyduje? Na ile się poddamy? 

Wydaje się, że Mesjasz nie dał apostołom dużego wyboru. Weźmiecie moc i będziecie. Może jednak Bóg kocha świat? Zbawia? Zależy Mu? Jaka jest więc nasza rola? Być do dyspozycji i z radością współpracować.   

Zesłanie Ducha Świętego było boską inicjatywą miłości. Tego nie wymyślili apostołowie ani charyzmatycy. Nasza misyjność wypływa z boskiej miłości. Kościół jest misyjny lokalnie i globalnie. Są tylko te dwie opcje. Jeśli nie jesteśmy powołani lokalnie, to pakujmy walizki! 

Co oznaczają dyrektywy - weźmiecie i będziecie? 
"Weźmiecie moc" oznacza, że mamy wspólne źródło. Wszyscy czerpiemy z tego samego Ducha Świętego. Nie ważne do jakiego kościoła należymy. Mamy otwarty dostęp. Możemy w każdej chwili korzystać z tej mocy. Nie ma w tym nic skomplikowanego. Czy trzeba uczyć niemowlę obsługi źródła mleka? 

"Będziecie" oznacza, że każdy z nas staje się wyjątkowym głosem. Jesteś cennym, niepowtarzalnym boskim przekazem miłości. To jest twój kolor i blask! Będziecie oznacza nową świadomość. Kim byłem, a kim jestem teraz? Apostoł Paweł był prześladowcą. Stał się posłańcem Mesjasza. Abraham był bezdzietnym staruszkiem. Stał się ojcem narodów. Bez względu na to kim byliśmy kiedyś, teraz mamy nową tożsamość. Jesteśmy jedynym swojego rodzaju głosem miłości. 

Mamy to samo źródło, ale zupełnie inne powołania. Ten sam początek, ale inne drogi. Problem polega na odwróceniu tych zasad. Bywa, że religia straszy, zamiast zachęcać - doszukuje się różnych źródeł i narzuca szablonowe życie. 

"Wszystko, co jest dobre i doskonałe pochodzi z nieba - od Boga, Stwórcy wszystkich gwiazd" - pisze św. Jakub. Mamy dobre źródło, nie ma się czego bać. Gdy prosimy o chleb, nie dostaniemy kamieniem po głowie. Pańska jest ziemia i niebo! Z drugiej strony każde dziecko jest inne, choć karmi je ta sama matka tym samym mlekiem. Dlatego bądź w pełni sobą, nawet jeśli to dużo kosztuje i nie podoba się sąsiadom. Nie zatrać swojego unikalnego głosu miłości. 

Na zakończenie proponuję modlitwę: Panie Jezu, dziękuję za Twoje źródło mocy, dla mnie dostępne, dzięki któremu staję się coraz bardziej sobą - tym, kim mam być. Amen.