Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty

Ojcze nasz

Żydzi modlili się głównie Psalmami. Psalmy są jednymi z najpiękniejszych i najgłębszych modlitw. Żydzi modlą się z autorami Psalmów, a przede wszystkim z królem Dawidem.  
Oprócz Psalmów mamy coś jeszcze - modlitwy Jezusa. To są nasze drugie Psalmy. Żydzi modlą się z Dawidem, my natomiast z Dawidem i z Synem Dawida - Mesjaszem. 

Nasza modlitwa to spotykanie Jezusa w Jego modlitwach. To jest fundament naszej wiary. Modlitwa to rozmowa z Bogiem. Modlimy się do Ojca, do Syna i do Ducha Świętego. Ale nie tylko modlimy się „do” - również „z”. Modlimy się do Ducha Świętego oraz z Duchem Świętym. 
Jezus w niebiańskiej rzeczywistości wstawia się za nami ustawicznie. To znaczy, że spotykamy Jezusa modlącego się, który nas zaprasza do udziału w Jego modlitwach.   

Modlitwę „Ojcze nasz” Łukasz umieszcza w kontekście modlitwy Jezusa, której świadkami byli Jego uczniowie. 
W ten sposób Jezus czyni nas uczestnikami własnej modlitwy, wprowadza nas w swój wewnętrzny świat.  
Modlitwy Jezusa są dla nas źródłem, z którego rozwijamy dojrzałe życie modlitwy.   

Kiedy uczymy się jeździć samochodem, zaczynamy od jazdy z doświadczonym kierowcą. Podobnie Duch Święty wspiera nas kiedy nie wiemy jak się modlić, On modli się z nami. W Nowym Testamencie jest kilkanaście odniesień do modlitwy Jezusa. Należy je czytać, ale też modlić się razem z Nim. Jego modlitwy kształtują nas, uczą myśleć, jak Jezus. Musimy, na ile tylko możemy, poznać myśl Jezusa, którą nam chciał przekazać w tych słowach. 

Należy pamiętać, że modlitwa „Ojcze nasz” wypływa z rozmowy Syna z Ojcem. Znaczy to, że sięga ona w duchowe głębiny znajdujące się daleko poza samymi słowami. Jezus zawiera nas w swojej modlitwie. Nigdy nie jesteśmy sami w modlitwie. Modlimy się razem z Jezusem i wszystkimi, którzy też się modlą. 

Modlitwa Pańska posiada wyjątkową konstrukcję. Trzy pierwsze zwroty koncentrują się na Bogu, cztery dalsze na nas. Na początku modlitwy znajdujemy trzy odniesienia do Boga. Mamy tu trynitarny element modlitwy. W czterech następnych adresujemy nasze nadzieje, potrzeby i zagrożenia. Wzajemne relacje tych dwu rodzajów próśb można zestawić z Dekalogiem, który uczy miłości Boga najpierw i następnie do bliźniego.  


Tak samo w modlitwie „Ojcze nasz”, najpierw został podkreślony Bóg, a za tym w naturalny sposób idzie troska o człowieczeństwo. Na tym polega droga miłości. Najpierw należy wyjść poza siebie i otworzyć się na Boga. Nic nie może być dobre, jeśli nie jest dobra nasza relacja do Boga. Dlatego nasze pierwsze słowa i myśli wołają „Ojcze nasz”. 

Najpiekniejsze słowo

Kiedyś została przeprowadzona sonda, w której zadano pytanie: jakie jest najpiękniejsze słowo na świecie? Wśród odpowiedzi najczęściej były: miłość, przyjaźń, nadzieja, Bóg, życie, mama, dziecko, wolność, Ojczyzna. Mieczysław Fogg śpiewał, że najpiękniejszym słowem świata jest serce. 

Jest jedno słowo, które zawiera w sobie wszystkie najpiękniejsze słowa świata. Tym słowem jest miłosierdzie.
Jest połączeniem dwóch słów - miły oraz serce. W  języku  staropolskim mówiło się „miłosierdny”. W słynnym kazaniu na górze Jezus mówi, błogosławieni (szczęśliwi) miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. 

Bóg jest miłosierny - oto najbardziej trafny opis Jego natury.
To znaczy nieograniczenie dobry. Miłosierdzie jest sumą wszystkich boskich zamiarów. W Nim jest sprawiedliwość, gniew, świętość, mądrość. Ale do nas dociera to wszystko w postaci miłosierdzia.  

Słońce mogłoby spalić Ziemię, ale do nas dochodzi w odpowiedniej dawce, między innymi dzięki okołoziemskiej atmosferze. Tą atmosferą w duchowym wymiarze jest boskie miłosierdzie. Dlatego nasza wiara osadzona jest na pozytywnym fundamencie Bożej miłości. Miłosierdzie to nic innego jak miłość w praktyce.  

Bóg jest miłosierny i pragnie być z tego znanym. Jesteśmy odbiorcami i dawcami Bożego miłosierdzia. Przykładem Bożego miłosierdzia oraz jej braku u człowieka jest historia proroka Jonasza - tego, co poznał rybę od środka.  

Prorok Jonasz jest postacią mało sympatyczną. Nie jest rozmodlonym prorokiem, nie leczy chorych, nie tańczy w natchnieniu, jest małomówny, niegrzeczny, zbuntowany, a do tego lubi sobie pospać.  

Jonasz zbuntował się z powodu ogromu Bożego miłosierdzia. Jego ludzkie poczucie sprawiedliwości było silniejsze od nakazu Boga, by iść na misję do Asyrii. Nie chciał być głosem Bożego miłosierdzia. Wolałby ogłaszać  sprawiedliwość. Jak Bóg reaguje na jego bunt? Oczywiście miłosierdziem. Sztorm i ryba to symbole Jego miłosierdzia. 

Jonasz jest przykładem człowieka, który nie chciał zbawienia pogańskiego narodu, bo ich nienawidził i życzył im jak najgorzej. Dlaczego Jonasz tak nienawidził Asyryjczyków? Asyryjczycy najechali Izrael i zniszczyli go doszczętnie a ludzi uprowadzili w niewolę i w rezultacie północne państwo Izraela przestało istnieć. 

Asyryjczycy należeli do najokrutniejszych ludów, jakie kiedykolwiek żyły na obliczu ziemi. Dla Hebrajczyka mieszkańcy Niniwy byli kimś więcej niż tylko poganami.
Niniwa symbolizowała wszystko to, co było najbardziej nieprawe i okrutne. Trudno się zatem dziwić Jonaszowi.  
Zamiast ofiarować im drogę ku życiu poprzez wezwanie do nawrócenia, należałoby ich zniszczyć. Sprawiedliwość domagała się kary, a nie przebaczenia. Być może chodziło również o personalne krzywdy, o bliskich Jonasza. 

Księga Jonasza należy do najbardziej zaskakujących ksiąg całej Biblii. Pokazuje człowieka, który nie chce zaakceptować faktu, że Bóg obdarza człowieka łaską. Bóg szokuje tak daleko idącym miłosierdziem. Nie zniechęca się niewiernością i buntem ludzi, ale ciągle na nowo podejmuje z każdym dialog. Jest Bogiem nieustającej łaski i odnowy. Gniew Boga trwa tylko chwilę, a tajemnicą gniewu jest troska o człowieka. Jedyną nadzieją dla nas i dla całej ludzkości jest ta prawda, że Jego miłosierdzie jest większe niż sprawiedliwość. 


Ważne i ważniejsze

W życiu jest w sumie niewiele rzeczy, które mają prawdziwą wartość. Każdy się w końcu przekonuje, że to, za czym goni większość ludzi nie jest w stanie dać głębokiej radości i spełnienia. Nowa fryzura, pełne konto, nawet zdrowie - są to rzeczy pozytywne, ale krótkotrwałe i zewnętrzne. Wszyscy je w końcu stracimy. 

Największą wartością życia są trwałe więzi miłości - z ludźmi i z Bogiem. Więzi rodzinne należą do tych, których najbardziej potrzebujemy. Relacje małżeńskie, rodzicielskie, między rodzeństwem są wyjątkowe. Reprezentujemy różne pokolenia, ale nie byłoby nas gdyby nie oni. Nie byłoby tożsamości rodzica, gdyby nie urodziło się dziecko - piękna córeczka czy synuś. Jesteśmy z sobą powiązani nicią natury, historią pokoleń. 

Życie nie tylko skazuje nas na siebie wzajemnie, ale zachęca, by tę naturalną, biologiczną i społeczną więź wzmacniać świadomymi decyzjami miłości. Ktoś będzie  mamą, tatą, dziadkiem i babcią a ktoś córką, synem, wnuczką i wnukiem. To jest fakt, którego nic nie zmieni. Jednak oprócz suchego faktu jakim jest łańcuch pokoleń może rodzić się między pokoleniami wspólna przyszłość, wypełniona wzajemnym szacunkiem, miłością i troską. 

Przed nami są co najmniej dwa rodzaje przyszłości - możemy żyć obok siebie i zamykać się w różnych światach swoich pokoleń, albo żyć dla siebie nie tracąc przy tym wolności i swojej pokoleniowej tożsamości. W pierwszym wypadku nie trzeba wiele z siebie dawać. W drugim, potrzebna jest odwaga i decyzja, by otwierać swoje życie na drugą osobę, dzielić się miłością oraz tę miłość przyjmować. Pierwsza droga jest łatwa, ale smutna. Druga jest trudna jednak dająca wielkie spełnienie. 

Aby iść lepszą drogą, trzeba podejmować dobre decyzje: 

  • Być dla innych na dobre i złe 
  • Tworzyć nowe i lepsze wzorce dla kolejnych pokoleń 
  • Być dla innych z wyboru, nie z obowiązku 
  • Pokonywać trudności w oparciu o prawość i integralność  
  • Polegać na wsparciu Ducha Świętego 
  • Szukać źródła miłości w Bogu 
  • Zawsze innym okazywać łaskę 

Do naszych życiowych ról niech dojdzie jeszcze jedna bardzo ważna rola - stawajmy się przyjaciółmi. Dopiero ta ostatnia rola nadaje prawdziwy sens tym pierwotnym. 


Życie składa się z rzeczy ważnych i ważniejszych. Sztuką i sukcesem jest umieć je odróżniać. 

Od śmierci do miłości

Postanowiłem zamieścić rozważania o śmierci z dwóch powodów. Po pierwsze, w minionym tygodniu oglądałem relacje z pożegnania dwóch ludzi, którzy niedawno odeszli, pastora Pawła Godawy oraz ewangelisty Billy Grahama. W obu przypadkach wyraźnie wyczuwało się wyjątkową atmosferę nadziei i ostatecznego zwycięstwa Mesjasza nad śmiercią, pomimo oczywistego smutku z powodu rozstania tu na ziemi. Jest w śmierci coś boskiego, czego w innych okolicznościach nie doświadczamy. Dlatego lepiej iść do domu żałoby niż do domu wesela. 

Po drugie, jesteśmy w okresie pasyjnym, w którym rozmyślamy nad śmiercią Syna Bożego. Śmierć z perspektywy wiary jest pogłębioną kontynuacją życia z Bogiem. Billy Graham mawiał, „jeśli usłyszycie kiedyś informację, że umarłem, uznajcie to za największe kłamstwo. Będę żywy bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej”. 

Wyszliśmy z miłości i w chwili śmierci do miłości wracamy. Jeżeli żyjemy w miłości, nie będzie w nas strachu przed śmiercią. Zbudowaliśmy z miłości most pomiędzy dwoma  światami. Miłość nigdy nie ustaje, jest więc pomostem między nieistnieniem, życiem i ponownym istnieniem po życiu.

Miłość nigdy nie zawodzi, dlatego nawet największa tragedia życia i umierania ma swój finał w miłości, do której dochodzimy częściowo w tym życiu, a w pełni dopiero po śmierci. Śmierć jest objawieniem miłości, tym najbardziej tajemniczym, jest największą miłosną niespodzianką. 

Umieramy w pierwszym życiu po to, by awansować na wyższy poziom kochania i bycia kochanymi. W tym życiu uczymy się kochać na poziomie podstawowym, a potem uczymy się rezygnować z tej podstawowej miłości, by ostatecznie oddać ją, umrzeć i wejść w wieczność z depozytem miłości, który dopiero wtedy może się w pełni rozwinąć. 

Ważne jest kochać teraz, ponieważ miłość jest jedną z niewielu rzeczy, które możemy spakować i wziąć ze sobą do grobu. Fakt, że obudzimy się po drugiej stronie zawdzięczamy Bożej miłości. Praktyka codziennego umierania dla własnego ego uczy nas jak budzić się do głębszych doznań miłości, wielkości i poznania. To ćwiczenie jest przedsmakiem prawdziwej śmierci i prawdziwego zmartwychwstania. 

W ten sposób zaczynamy rozumieć, że fizyczna śmierć jest naszym finalnym darem dla Boga i dla świata. To nie Bóg zabiera nam życie, ale poprzez miłość my ofiarujemy Mu siebie w śmierci, w sposób doskonały i pełny. Już sama śmierć czyni niektórych ludzi bohaterami. 


Wraz z akceptacją śmierci przychodzi przedsmak nieba i wieczności. Nie ma możliwości bać się o przyszłość. Nadzieja w Bogu nie jest ubezpieczeniem od ognia piekielnego, ale polisą na cudowne życie wieczne. Niebo w przyszłości oznacza życie w niebie dzisiaj. Kto jak kto, ale chrześcijanie nie mają powodu do paniki w obliczu śmierci. 

Dawno, dawno temu...

Mesjasz jest ucieleśnieniem miłości. Bóg zakochany w grzeszniku. Stwórca zdecydował się na zbawczą relację z ludzkością. To jest kwintesencja tak zwanej predestynacji. Nie chodzi o to kto będzie zbawiony, a kto nie. Raczej o to, jaką decyzję podjął Stwórca przed wiekami wobec samego siebie. Tak więc kluczem nie jest to, co Bóg zdecydował zrobić z nami, ale z samym sobą. Postanowił, zanim powstał świat, być Bogiem pojednania. 

Bóg zdecydował się na miłość. Jeśli tak, to nasze życie nie podlega zwykłemu losowi, fatum, nie jest z góry ustawione, jak to bywa z meczami. Miłość daje przestrzeń, ale równocześnie prowadzi do najlepszego finału. Nie skupiamy się więc wyłącznie na tym co będzie (eschatologia), ale fundamentem jest to, co już się stało - zbawienie i pojednanie w Mesjaszu. Stwórca wybrał, by kochać. Oto esencja życia. 

Dlaczego Jezus pytał upokorzonego Piotra o miłość? Nie powiedział niczego w stylu dzisiejszych porad duszpasterskich: 
...Piotrze, przyrzekarz, że nigdy więcej tak nie postąpisz...? 
...Piotrze, jeszcze wierzysz we mnie...? 
...Piotrze, wyznałeś już swój grzech...? 

Tam, gdzie miłość, tam jest szansa na pojednanie. Nie obstawiałbym Piotra na lidera Kościoła. Miłość wychodzi na przeciw - nastąpiło tam, nad jeziorem, ważne spotkanie. 
Jezus znalazł Piotra, a Piotr popłynął na brzeg do Jezusa.  
Tam, gdzie miłość, tam jest siła, by się podnieść. Kościół nie może być armią, dobijającą swoich rannych! Boskie wybranie oznacza kulturę miłości ponad kulturą sprawiedliwości. 
Miłość jest niezbędna, ponieważ człowiek zawodzi. Musi być pozwolenie na błędy i łaska po błędach. Miłosierdzie i przebaczenie są fundamentem wiary. 

Darmo wzięliście, darmo dawajcie, nakazał nam Mesjasz.  
W słynnej przypowieści o narodach (Mateusza 25), liczy się tylko to, co robimy wobec innych ludzi. Kazanie na górze to najbardziej radykalna forma miłości. Kochać nieprzyjaciół i przebaczać winnym. Przebaczanie ma tylko wtedy sens, kiedy jest po ludzku niemożliwe. 

Wiek XXI zaczął się od nowego rodzaju wojny - ogólnoświatowego terroryzmu. Nie mamy linii frontu, nieprzyjaciela w określonym mundurze. Tragedia może się wydarzyć wszędzie w każdej chwili. Powstają zatem pytania natury moralnej i biblijnej. Dokąd dojdziemy, jeśli będziemy odpuszczać i wybaczać przemoc? Nastawiać drugi policzek? Z drugiej strony, dokąd dojdziemy, jeśli na przemoc będziemy odpowiadać przemocą? 

Judaizm i chrześcijaństwo mają swoją historię przemocy. Minęły wieki zanim wyznawcy Biblii (choć jeszcze nie wszyscy) nabrali zrozumienia jak dobrym i pełnym miłości jest Stwórca. Ile musi jeszcze popłynąć niewinnej krwi, ile wieków minąć, zanim wyznawcy innych religii dojdą do świadomości Boga miłosiernego? Być może swoją postawą możemy ten proces przyśpieszyć. 

Przykładem tego są komisje prawdy i pojednania w RPA, Irlandii, pojednanie żydowsko - chrześcijańskie. Co by nie mówić, w tym zagmatwanym i pełnym bólu świecie, jest potężny, ożywczy nurt miłości. Ponieważ Stwórca przed milionami lat tak zdecydował i nigdy zdania nie zmieni. 

Postanowienie miłości

Każdy lekarz wypowiada przysięgę. Tak samo żołnierz i świadek w sądzie. Dopiero, gdy jest złożona obietnica, można mówić o moralnej odpowiedzialności. 

Wcześniej złożona obietnica pomaga w późniejszym podejmowaniu decyzji. Jeśli zobowiążemy się do miłości, to w trudnych okresach życia będzie nam łatwiej podejmować słuszne decyzje. Nie musimy się aż tak zastanawiać, czy lepiej się kłócić, ranić i poniżać, czy przebaczać, zachęcać i kochać. Ponieważ dużo wcześniej postanawiamy kochać, w chwilach kryzysów łatwiej kierować się w stronę miłości. 

Ta zasada odnosi się do każdej sfery naszego życia. Jeśli kierowca zawczasu postanowił, że nie prowadzi po spożyciu alkoholu, będzie miał mniejszy dylemat podczas wesela, czy imprezy urodzinowej. Nawet jeśli będzie do tego kuszony, ma silny fundament wcześniejszego postanowienia, na którym może się opierać. 

Jest to bardzo ważne, ponieważ decyzje oparte wyłącznie na podstawie chwili są pod silnym wpływem emocji. W tym momencie nietrzeźwemu kierowcy może się wydawać, że ma wszystko pod kontrolą. W chwili kryzysu małżeńskiego może się wydawać, że już nic z tego nie będzie. W dużej mierze decydują jednak emocje. Myślenie obiektywne jest czymś niesamowicie trudnym i rzadkim. 

Emocje odgrywają tak dużą rolę w podejmowaniu decyzji, że każdy dobry sprzedawca właśnie na nich opiera swoją strategię. Dlatego lepiej unikać domowych prezentacji, wyjątkowych wyprzedaży i ofert połączonych z prezentami. To wszystko jest po to, by emocje podjęły decyzję za nas. Aby relacje było trwałe i dobre, należy uczyć się sztuki podtrzymywania zobowiązań bez względu na szalejące w nas od czasu do czasu przeciwne emocje.                                                  
                                                            
Miłość jest fundamentem wszechświata, naszego istnienia. Miłość Stwórcy - doskonała, która nie dozna ukojenia w tym zagmatwanym świecie, nie spocznie, dopóki nie zwycięży nad złem, aż zapanuje na zawsze dobro. Miłość jest w stanie przetrwać wiele trudności. Jest silna nie dlatego, że polega na pozytywnych uczuciach, ale dlatego, że jest decyzją. 

Przechodzimy różne pory roku. Nie zawsze jest słodko i kolorowo. Niekiedy grzęźniemy w "Epoce Lodowcowej". Kluczem jest regularne powracanie do pory wiosennej. Dzieje się tak przez świadome szukanie porozumienia. Przez zdobywanie serca od nowa. Przez uśmiech i pocałunek. Przez rozładowanie ciężkiej atmosfery lekkim humorem. Przez przytulenie, przeproszenie. Jakże ważne są powroty po trudnych momentach. To one umacniają naderwane więzi, odbudowują delikatne połączenia miłości. 

Nie mamy wielkiego wpływu na długość naszego życia, mamy za to wpływ na jego szerokość i głębokość. Czy matka kocha dziecko dlatego, że jest piękne, czy raczej jest piękne dlatego, że je kocha?

Można z wiekiem stawać się coraz słodszym lub coraz bardziej zgorzkniałym. Gdy wszystko inne zniknie, pozostanie miłość lub żal. Serce pełne lub puste. Boska miłość, oparta na Jego suwerennej decyzji, nie pozwoli nam przepaść - poczeka, aż ten, kto jest kochany, dojdzie do doskonałości.

Nie bój się

Boimy się głównie dzięki filmom i kościołom. Pamiętam aż za dobrze Frankensteina i strach, kiedy gasiłem wieczorem światło. W filmach strach dotyczy niebezpieczeństw ze strony mordercy, wampira, psychopaty. W kościele strach powoduje Bóg, diabeł i jego demony, grasujące w ciemności. Tak, jakby w świetle dnia ich nie było! Ale szatan to nie nocne zwierzę, może równie skutecznie zatruwać nam życie w samo południe. 

Kiedy byłem mały, nie lubiłem chodzić na nabożeństwa w tygodniu, szczególnie w okresie zimy, gdy szybko było ciemno. A ponieważ nasz budynek kościelny znajdował się na starym, nieczynnym cmentarzu, musiałem często sam tamtędy iść. Był tam jeden nagrobek, którego się panicznie bałem. Gdzieś w połowie cmentarza, po prawej. Starałem się nie patrzeć i przebiec ten odcinek, by jak najprędzej dopaść drzwi kościoła. Sam Bóg wie ile mnie to zdrowia kosztowało. Poświęcenie godne męczennika!   

Strach przed diabłem i demonami można jeszcze zrozumieć, ale dlaczego lękamy się Boga? Ponieważ takie mamy o Nim wyobrażenie. Dla niektórych jest starożytnym bóstwem, które jest wiecznie niezadowolone, jak nauczyciel matematyki z większości uczniów. Istota obrażona ze względu na grzechy (a jest ich na ziemi całkiem sporo), Bóg, którego trudno uszczęśliwić, ponieważ ciągle coś knocimy. Wyobrażenie o boskim niezadowoleniu spowodowało, że powstała cała gałąź teologii, na temat uspokojenia Bożego gniewu śmiercią własnego Syna. (Czy taka ilustracja popycha nas w ramiona Istoty, której poprawił się humor dopiero po śmierci swojego dziecka?)

Bardziej współczesnym i popularnym wyobrażeniem jest Bóg na wzór Mikołaja, który dobrym daje prezenty, a złych smaga rózgą. Oczywiście jest wielu ekspertów od tego, kto dostanie prezent, a kto rózgę. Jest w tym odniesienie do naszej niskiej świadomości, dogmatycznego podziału na dobro i zło, na sprawiedliwość i jej przeciwieństwo. Słusznie jednak wydaje się stwierdzenie, że sama sprawiedliwość jest okrucieństwem. Któż mógłby żyć na ziemi, gdyby wszystkich sądzono sprawiedliwie? 

Dlatego Bóg łaski jest tak skandaliczny, niepasujący do naszych kościołów i naszych teologii. Mesjasz przyszedł i powiedział, nie bójcie się. Nie jestem taki, jak sobie mnie wyobrażaliście. Jestem dużo lepszy. Boga nie trzeba się lękać, On jest z nami i dla nas bardziej realnie niż to widać i czuć. 

Kiedyś podczas wyjazdu do Anglii grupy dzieci i młodzieży, której byłem organizatorem, Joel, jeden z chłopców złamał rękę. Ponieważ złamanie wymagało zabiegu operacyjnego, a ja byłem opiekunem grupy, lekarz w szpitalu zobowiązał mnie, bym cały czas był przy nim, miałem wręcz obowiązek trzymać go za rękę do momentu uśpienia, nocowałem z nim w szpitalu na łożku obok. Byliśmy razem, ze względu na jego poczucie bezpieczeństwa. Dzięki temu mniej się bał tej całej sytuacji. Tak i jeszcze bardziej Stwórca jest z nami połamańcami. 

Jednym z owoców duchowego dojrzewania jest coraz większa świadomość łaski. Nasze zrozumienie Stwórcy do końca pozostanie cząstkowe, jednak możemy i powinniśmy się w życiu przesuwać w stronę niebiańskiej rzeczywistości. Od strachu do miłości, która go unicestwia. Bo w prawdziwej miłości nie ma strachu, jak to pięknie napisał nam apostoł Jan. 

Bliżej ciemności

David Livingstone to taki groźnie wyglądający na zdjęciach pan, który w czasie trwających 15 lat podróży po Afryce głosił Chrystusa, ale nie tylko - opisywał przemierzane tereny i tworzył mapy. Walczył o zniesienie niewolnictwa. Eksperymentował z chininą w walce z malarią. Po co to wszystko? Po co cały ten trud i poświęcenie? Bo między innymi na tym polega bycie światłem w ciemności.    

Mesjasz przyszedł, by każdego oświecić. Prawdziwa światłość, która oświeca każdego człowieka przyszła na świat (Jan1:1-11). Skupiamy się za bardzo na historycznym odrzuceniu Mesjasza, a za mało na uniwersalnej mocy światłości. Rozpaczamy nad grzesznym światem, zamiast świętować ustawiczne przenikanie światła. 

Biblijne prawdy można podzielić na historyczne i ponadczasowe.  
Prawda historyczna - Mesjasz nie został rozpoznany. 
Prawda ponadczasowa - On oświeca każde serce.  

Mesjasz nie jest lampą punktową, ale ogólnoświatowym halogenem. Czy odkrycie penicyliny przez Aleksandra Fleminga nie było działaniem światłości? Czy nie były cichym działaniem światłości kompozycje Jana Sebastiana Bacha? Chopina? Dzieła Matejki? Wiersze Tuwima, Staffa, Miłosza, Różewicza? 

Prolog ewangelii Jana pokazuje coś wyjątkowego na temat światłości, daje zupełnie nowe spojrzenie na biblijny opis stworzenia świata. Księga Genesis napisana została prawdopodobnie w trakcie lub po niewoli babilońskiej, ok 500 lat przez naszą erą. Biblijna opowieść o stworzeniu trochę przypomina starożytne wersje babilońskie - co udowodniły odkrycia archeologiczne. W wersjach babilońskich jest opis walki boga Marduka ze swoją praprababką, boginią Tiamat. Marduk rozcina staruchę na pół, z jednej połowy tworzy niebo, z drugiej ziemię. 

Żydzi skorygowali te historie i pokazali, że jest jeden Stworzyciel, który sobie dobrze radzi bez agresji. Jednak podobnie jak w mezopotamskich legendach, opisali radykalne oddzielenie światłości od ciemności (okazuje się, że nawet Żydzi wszystkiego nie wiedzą).  

I oto przychodzi apostoł Jan i pokazuje nam coś ciekawego, wręcz rewolucyjnego - światłość nie oddziela się, ale świeci w ciemności (Jan 1:5). Ustawicznie dąży do kontaktu z ciemnością. Tak, jakby nie było podziału. Nawet fizycznie w tym momencie jest na ziemi równocześnie dzień i noc. Jan mówi, że światłość nie oddziela się od ciemności, ale ją przenika, wprasza się i skutecznie usuwa mroki. 

Dlatego Mesjasz był tak inny, szokujący. Utożsamiał się ze słabymi, chorymi, biednymi, grzesznymi. Przyjaźnił się z niereligijnymi, kochał, przebaczał, ratował. Sprzeciwiał się religijnej sztywności, dyskryminacji, oddzielaniu światła od ciemności. Kochał przebywać w ciemnych zaułkach świata.

Religia zbyt często zajmuje się oddzielaniem, a Mesjasz przeciwnie - przenikaniem. Pismo podaje, że nawet do piekieł zstąpił i się nie bał. Gdzie nas światłość poprowadzi, jeśli pozwolimy? Skoro Mesjasz ustawicznie oświeca każdego człowieka, to my nigdy nie jesteśmy pierwsi w niesieniu dobra i miłości. Byleby nie popsuć tego, co On już czyni. 

Harmonia cz.2

Ostatnio pisałem o tym, jak odeszliśmy od harmonii przez podziały historyczne i teologiczne. Jednak mogą nas również dzielić rzeczy zwyczajne, drobne, codzienne. To takie myszki, niszczące zapasy. Złożoność życia, brak sprawiedliwości, bezradność, mogą nas odpychać, jak odwracamy oczy od brzydoty.  

W "Nędznikach" Wiktora Hugo widzimy losy bohatera Jean Valjean, który za kradzież chleba dla głodującej rodziny, zostaje skazany na 5 lat więzienia na galerach. Złe przeżycia mogą rodzić cynizm - okrutnego wroga harmonii. Efektem cynizmu są fałszywe przypuszczenia, mroczne nastroje, chęć zemsty, nieufność.  

Historia o Kainie i Ablu to obraz tragedii całej ludzkości.  W miejsce harmonii pojawiło się rozbicie, podział. Na scenę wkroczył inny duch (nie wiecie jakiego ducha jesteście, powiedział Mesjasz), inny niż boski, antymesjański. To siła zła. Każdy ma swoje własne historie Kaina i Abla. Czasem jesteśmy Ablem, innym razem Kainem. Wszyscy doświadczamy dysharmonii na poziomie relacji. Zawsze będziemy się różnić, zawsze będą powody do niezadowolenia. Życie zwykle nie jest sprawiedliwe - dlaczego jego ofiara jest lepsza od mojej? Agresja, przemoc, nie są dobrym rozwiązaniem. Jednak Stwórca cały czas okazuje łaskę, mimo naszych błędów (ochronił życie Kaina). Złe postawy wobec innych zawsze wracają i niszczą nas samych - widać to po strachu Kaina. Dysharmonia jest partnerem grzechu, który tylko czeka na okazję, by włączyć się do procesu destrukcji. Konsekwencje dysharmonii są bolesne dla wszystkich.  

14-letnia Hanna zapytała na portalu w internecie, jak najlepiej leczyć egzemę. Została zasypana gradem odpowiedzi typu: "Jesteś tak brzydka, że powinnaś wypić wybielacz!", "Idź zdychać, żałosna emo!". "Zrób nam przysługę i się zabij!". Ostatni wpis, jaki dziewczynka zamieściła na Facebooku, zanim popełniła samobójstwo brzmiał: "Myślisz, że chcesz umrzeć, ale tak naprawdę pragniesz, by ktoś cię ocalił". 

Czy jednak raj został utracony na zawsze? Czy jesteśmy codziennie skazani na kolejną trującą dawkę cynizmu? Warto posłuchać słów Mesjasza: wypełnił się czas... Nadeszło królestwo Boże... Powrót do harmonii raju zaczął się wraz z przyjściem Mesjasza. Nastał nowy system władzy i relacji, przeciwny systemowi Rzymu i świata generalnie. Królestwo Boże to rzeczywistość kontrastująca z 
politycznym imperializmem naszych czasów. Zaczął się nowy ustrój polityczno - duchowy, gdzie zamiast dysharmonii - każdy miłuje. Po tym poznają, że jesteście moimi uczniami, gdy będziecie się wzajemnie miłować - mówi Mesjasz. 

Najlepsze jest to, że na tę rzeczywistość nie musimy czekać. Możemy ją przeżywać już teraz. Harmonia królestwa Bożego nie jest obietnicą po śmierci. Dotyczy naszego życia tu i teraz. 
Byłbym bardzo naiwny, gdybym powiedział, że takie życie jest proste i łatwe. Jesteśmy codziennie kuszeni, by wcielać się w Kaina. Życie nikogo nie głaszcze. Jednak na tym polega zwycięstwo miłości, kiedy dokonujemy dobrych wyborów w świecie dalekim od harmonii.

Pocieszyciel cz.2

Podczas rodzinnych spotkań i przyjacielskich wizyt często jednym ze stałych punktów programu jest publiczne zaprezentowanie umiejętności swoich dzieci. Niektórzy rodzice każą dzieciom śpiewać, recytować wiersze, tańczyć, odpowiadać na trudne pytania. Dla zachęty mówią: "Nie wstydź się". Czyli nie czuj tego, co czujesz!  Ja w dzieciństwie musiałem gościom śpiewać po niemiecku - w duecie z moją siostrą! To było dość upokarzające. 

Podobno potrafimy się wstydzić wcześniej nim mówić. Wstydzimy się błędów, niewiedzy, wstydzimy się pytać, pożyczać i prosić. Wstyd to obawa przed pokazaniem swoich defektów. Jedna z definicji mówi, że wstyd jest bolesnym przeświadczeniem o własnej zasadniczej ułomności jako istoty ludzkiej. To uczucie towarzyszy nam od upadku w raju - kiedy pojawił się pierwszy wstyd naszych prarodziców. Od tego czasu bardzo dobrze nauczyliśmy się chować go pod maskami siły, złości, krytyki, poczucia humoru, fajnych ciuchów. 

Duch Święty - Pocieszyciel jest gotowy pomóc człowiekowi żyć godnie i twórczo mimo powracającego uczucia wstydu. Pocieszyciel zachęca nas do odsłaniania słabości, by pokazać skrywaną niedoskonałość, pryszczyk pod pudrem, nawet gdy to powoduje dyskomfort. Jeśli chcemy przezwyciężyć  wstyd, powinniśmy świadomie odsłaniać przed innymi nasze błędy, uczyć się śmiać z samych siebie i nawet być dumnymi z własnej niedoskonałości. Paradoksalnie publiczne obnażenie swojej słabości może wzmocnić w człowieku poczucie wartości. 

W ten sposób uczymy się żyć w akceptacji Stwórcy, mimo oczywistych defektów. Pocieszyciel kocha nas z wszystkimi ułomnościami. On nas zna najlepiej, a mimo to szepcze do serc, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Miłość polega na kochaniu pryszczyków, blizn, zmarszczek, wypukłości. Stwórca kocha nie tylko nasze modlitwy, ale podjadanie słodyczy, długie spanie jeśli trzeba się wyspać, kocha nasze pomyłki i przejęzyczenia. Kocha to wszystko, czego my się zwykle wstydzimy. 

Wstyd jest częścią życia i nigdy się od niego nie uwolnimy, jednak dzięki Pocieszycielowi możemy na to uczucie patrzeć z innej perspektywy - każdy nasz błąd znika w morzu boskiej akceptacji. Codziennie dostajemy od Stwórcy mnóstwo lajków, buziek i całusów. 

Żyjemy obecnie w kulturze handlu wstydem - gazety, TV i portale społecznościowe z przyjemnością publikują wpadki celebrytów, zawstydzające zdjęcia, niechcący odsłonięte części ciała. Wstyd się świetnie sprzedaje. Im większy obciach tym lepiej! Ludzkość maskuje własny wstyd cudzym. Nie musimy nic maskować. Wstyd nie może pozbawić nas ludzkiej godności i przynależności do Mesjasza. 

Dylematy miłości - miłość jest prosta tylko w Walentynki

Jak wyglądał by świat bez miłości? Być może jak Narnia - kraina wiecznej zimy, w której nigdy nie nadchodzi Boże Narodzenie. Tak jak słońce topi śnieg, tak miłość pokonuje zło, a nawet śmierć. 

Kapitan William Swenson został uhonorowany orderem za zasługi na wojnie. W Afganistanie 8 września 2009 Amerykańscy żołnierze wpadli w zasadzkę z trzech stron. Kapitan Swenson odznaczył się odwagą wbiegając na linię ognia i wyciągając rannych i zabitych. Jeden z sanitariuszy akurat tego dnia miał na hełmie kamerę. Na filmie widać kapitana niosącego do helikoptera rannego w szyję żołnierza. Kapitan nachyla się nad rannym żołnierzem, całuje go, potem biegnie po następnych. 
Dlaczego to zrobił? Pocałunek to coś więcej niż obowiązek. To siła miłości w obliczu niemocy i zła. 

Jezus kiedyś podał zasadę drugiej mili. Jeśli ktoś cię przymusza, byś szedł z nim jedną milę, idź z nim dwie. Rzymskie prawo jednej mili polegało na tym, że rzymski żołnierz mógł w każdej chwili zarządać, by Żyd niósł jego bagaż jedną milę. Żydzi tego nieznosili, wszędzie były oznaczenia milowe, byle by nie nieść dalej. Pierwsza mila to niewola i niemoc. Druga to siła i zwycięstwo. Pierwsza mila to złość i nienawiść, druga to miłość i przebaczenie. 

Miłość nie jest czymś łatwym. Przeżywamy dylematy miłości. Kto decyduje się na miłość, wybiera cierpienie. Kto odrzuca miłość, wybiera pustkę. Biblia jest pełna miłosnych dylematów.  
Abraham i Izaak - miłość wystawiona na największą próbę. 
Izaak i synowie - jednego syna łatwiej kochać niż drugiego. 
Jakub i Lea - mąż uczy się kochać i szanować żonę.
Historia o synu marnotrawnym - Ojcowska miłość wobec obydwu zgubionych synów. 

Jeszcze trudniej jest okazać miłość wrogom. Corrie ten Boom, była więźniarka obozu koncentracyjnego, która w Monachium spotyka byłego strażnika obozu Ravensbruck. Mężczyzna podszedł do Corrie i powiedział, Bóg mi wybaczył, a Ty mi wybaczysz? Wyciągnęła rękę jak z drewna. Wybaczam ci bracie, z całego serca! 
Nigdy wcześniej nie doznałam tak intensywnej miłości Bożej! Corrie potem napisała: "Kiedy Bóg mówi, że mamy miłować nieprzyjaciół, daje nam miłość wraz z przykazaniem". 
Miłość wobec nieprzyjaciół jest skandalem logiki. 
Bo jak miłować oprawcę z obozu? Kogoś, kto okradł twoje mieszkanie? Skrzywdził twoje dziecko? 
Biblia wprowadza nowy światopogląd - kochaj Boga z całego serca, myśli, siły, a bliźniego jak siebie samego. Przebaczenie i dobroć wobec wrogów to miłość skandaliczna. 

Miłość sięga ponad śmierć, jest nie przemijająca.   
Wiktor Frankl napisał, że w obozie zagłady po raz pierwszy zrozumiał prawdę śpiewaną i pisaną przez poetów: że najwyższym celem, do którego człowiek może dążyć jest miłość. Miał przed oczami ukochaną żonę, jej uśmiechniętą twarz. Rozmawiał z nią. Przez rozmyślanie o miłości można być spełnionym, nawet w tak strasznych okolicznościach, gdyż miłość jest mocna jak śmierć.
Freud twierdził, że miłość to fikcja, z którą łatwiej żyć, zwłaszcza kobietom, że to burza feromonów, miłosne ekstazy i późniejsze uczucie pustki. 
Biblia pokazuje, że miłość to fakt. Bóg jest miłością. Miłością  twórczą i zbawczą. Boża miłość jest tak realna jak fotel, na którym teraz siedzę. 

Ludzka miłość ma różne oblicza. Mogę kochać sport, książkę, mogę kochać makaron. Mogę kochać żonę... Jest jednak różnica między kochaniem makaronu, a kochaniem żony. Jeśli cenię makaron, to w odpowiedzi makaron mnie nie ceni. Natomiast moja żona jest we mnie wpatrzona! Ludzka miłość to pragnienie bycia czyimś pragnieniem. Problem polega na tym jak stać się i pozostać obiektem pragnienia. To jest obsesja współczesnego człowieka, czy jestem obiektem pragnienia? Jak bardzo? Na jak długo? Jak człowiek reaguje na tę obsesję? Gromadząc symbole miłości i nienawiści. Mamy w swoim życiu pojemniki (taka emocjonalna segregacja). W jednym trzymamy symbole miłości - miłe wspomnienia, zdjęcia ślubne, karteczki miłosne, lajki na fb, ciuchy, czasem też  moralne kompromisy, byle by tylko poczuć się obiektem czyjejś miłości. W drugim pojemniku (czarnym) trzymamy hejty, podejrzenia, teorie spisku, domysły, wstyd, rezygnację. Wspominamy złe słowa, oskarżenia, niestety często nie potrafimy się od tego uwolnić. 

Czy można wyleczyć się z tej obsesji? Można, pod warunkiem, że będziemy mieć zdrowy dystans do siebie - jesteśmy jak zadbane auta rocznik 2000. Z daleka wygląda całkiem dobrze, ale bliska można się doszukać wad. Wszyscy tacy jesteśmy, dlatego powinniśmy być wobec siebie i innych wyrozumiali, miłosierni i traktujący życie z lekką dozą ironii i humoru. Można się wyleczyć pod warunkiem, że odwrócimy uwagę od siebie i skupimy ją na innych. Na tym polega miłość AGAPE. Największe przykazanie pokazuje prawidłową kolejność: Bóg, bliźni, ja. Nie odwrotnie. Patrzeć trzeba więcej w okno niż w lustro. Myśleć o innych, nie tylko o sobie. Kochajmy, gdyż Bóg nas ukochał. Można zacząć kochać, nawet jeśli jest to trudne. Im więcej miłości, tym lepiej. Dajesz napiwek nie dlatego, że musisz, ale robiąc to czujesz się lepiej i stajesz się lepszym człowiekiem. Miłości nigdy nie za dużo. Im więcej jej dasz, tym łatwiej ją dawać. Kochajmy, póki serce bije i ręcę są ciepłe.