Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pokora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pokora. Pokaż wszystkie posty

Siła modlitwy

Istnieje kilka podstawowych funkcji życiowych, bez których życie nie byłoby możliwe. Oddychanie (spróbuj nie oddychać, zobaczysz jakie to ważne). Picie i jedzenie, sen - tracimy na to tyle czasu, ale nie da się inaczej. 

Jest jeszcze jedna funkcja, bez której nie ma życia i nie chodzi o aktywność na fb. Jest nią modlitwa. Kiedy zanika modlitwa, zanika życie. Kiedy modlitwa trwa, trwa życie. Przestać się modlić to przestać oddychać.  

W Biblii jest dużo na temat modlitwy. W „kazaniu na górze” Jezus porusza wątek modlitwy. Naucza czego w tej dziedzinie nie robić i co robić. Zaczyna od pokazania złych postaw - od tego, co wygląda jak modlitwa, ale modlitwą nie jest. Mówi, by w modlitwie nie zwracać na siebie uwagi.   

Zamiast tego mamy modlić się w ukryciu, w zaciszu, za zamkniętymi drzwiami. W Jerozolimie pod ścianą płaczu, pobożni Żydzi modlą się przykryci szalem modlitewnym. To jest ich zaciszne miejsce, komora modlitwy. 

Komentarz Jezusa został generalnie źle zrozumiany. W rezultacie modlitwa stała się prywatną sprawą każdego.   
Skoro mam się schować, zamknąć drzwi, to znaczy, że modlitwa jest czymś bardzo osobistym. Jednak nie o to chodzi. Nie ma czegoś takiego jak prywatna modlitwa.  Privatus z łaciny to zamknięcie się, niezależność, osobista własność. Oznaczało kiedyś latrynę. 

Prywatna modlitwa to zawłaszczanie czegoś, co należy do wszystkich. To pewien rodzaj kradzieży. Jeśli w modlitwie skupiamy się wyłącznie na sobie i nie bierzemy pod uwagę królestwa Bożego, okradamy siebie i innych. Zamiast prywatyzowania modlitwy, Biblia zachęca do modlitwy włączającej. Modlitwa skupiona tylko na sobie jest kolejną odsłoną ludzkiego ego. 

Modlitwa w odosobnieniu nie oznacza, że jest prywatna. 
Wyraża raczej troskę o świat do tego stopnia, że człowiek  potrzebuje się oderwać, by potem lepiej służyć, bardziej kochać. Modlitwa ma na celu połączenie nas z Bogiem i wszystkimi ludźmi.  

Biblia pokazuje ważność wspólnej i osobistej modlitwy. 
Żydzi mieli nakaz chodzenia do świątyni w czasie przeznaczonym na modlitwę. Czynili to przed Chrystusem i po Jego wniebowstąpieniu. Piotr i Jan szli do świątyni, by się modlić. Co by się stało, gdyby postanowili, że będą „obecni tylko duchem”? Prosta odpowiedź - nic. Nie było by cudu uzdrowienia chromego przy bramie świątyni. 

Modlitwa jest przede wszystkim aktem publicznym. Jest to dla nas tajemnicą, ale ona „działa” gdy robimy to razem,   
gdy uzgodnimy swoje prośby w modlitwie. 

Ojcze NASZ, który jesteś w niebie...
Chleba NASZEGO daj NAM na każdy dzień...
odpuść NAM NASZE winy... 


Modlitwa Pańska jest modlitwą wspólną, zapisaną w liczbie mnogiej. Jest coś wyjątkowego we wspólnym spożywaniu posiłków. Jest też coś wyjątkowego we wspólnych modlitwach. Dlatego spotykamy się w każdą niedzielę na modlitwie i na specjalnych spotkaniach modlitewnych. Z modlitwy wypływa życiodajna siła, zmieniająca modlącego się, jak też jakiś skrawek naszego świata.    

Droga pokory

Wszyscy jesteśmy tacy sami - ludzcy, zawodni, z krótkim terminem ważności, nieskorzy do ujawnienia swoich słabości, gotowi, by rzucić kamień w drugiego człowieka, takiego samego jak my. W książce Siła w słabości napisałem, że problemem superbohaterów jest to, że nie istnieją. Każdy, kto się na takiego kreuje lub zostaje wykreowany przez tłumy, zostanie w końcu strącony w otchłań krytyki i pretensji. Podium chwały zamienia się w podwyższenie skazańca. 

Droga, która pnie się wzwyż jest z reguły ryzykowna. Ludzka arogancka natura domaga się uznania, wybicia ponad przeciętność, osiągnięcia czegoś o własnych siłach. Jesteśmy jak alpiniści, gotowi ryzykować życiem, byleby zrobić coś nieprzeciętnego. To jest suma ludzkiego ego. 

Stwórca poprzez życie Mesjasza pokazuje nam, że prawdziwa wartość jest w postawie kontrkulturowej, wyrażonej we wcieleniu. Autentyczne życie to droga w dół. Wysoka poprzeczka prowadzi do kontuzji duszy - złych  zachowań, obłudy oraz arogancji. Nie można myśleć, że się stoi, gdyż zaraz po tym będzie upadek. Jedynie schodzenie w dół jest prawdziwe. Pokora nie jest ostatecznością,  przykrym incydentem, ale normą chrześcijańskiego życia. 


Tylko ten, kto świadomie schodzi w dół będzie wolny, spełniony i uświęcony. Można to nazwać „spadaniem w górę”. Jest droga przekory i droga pokory. Kto myśli, że jest kimś, jeszcze nie odkrył sedna swojego istnienia. Kto stał się nikim przez porażki, błędy i upokorzenia, powinien się cieszyć, ponieważ wszedł na drogę Mesjasza, która jest jedyną właściwą, dającą życie. 

Ukryty sens cierpienia

Teolog Lesslie Newbigin pisał o obecności „ukrytego Królestwa” przenikającego historię. Sens wiary chrześcijańskiej, często ukryty, z czasem objawia się w życiu społecznym. Dzieje się to za sprawą zmartwychwstałego Chrystusa. Możemy powiedzieć, że ostatecznie wszystko kiedyś będzie mieć sens i znaczenie, nawet jeśli dzisiaj jeszcze tego nie widzimy.

Jedną z kwestii, będącą jak dotąd głęboką tajemnicą jest cierpienie. Należy podejść do problemu cierpienia z dużą pokorą, ponieważ otacza go jakiś sekret. Ukryty sens cierpienia pozostaje w dużej mierze ukryty. 

Prędzej czy później przychodzi w życiu każdego z nas jakieś wydarzenie, spotkanie, osoba, relacja, okoliczność, tragedia, śmierć, z którymi nie umiemy sobie poradzić. 
Dochodzimy do miejsca, w którym kończą się nasze siły, pomysły, ludzkie możliwości. Gdy wiemy, że nic nie wiemy.  

Jesteśmy jak Titanic zderzający się niespodziewanie ze skałą i czujemy, że idziemy na samo dno. Dla ludzi wiary tą „podwodną skałą” może być dorosłe dziecko poza kościołem, separacja, rozwód, przewlekła choroba, trudne relacje, utrata pracy, wypadki losowe.  

Z drugiej strony nie muszą to być aż takie tragedie. Każdy dzień niesie z sobą „własne troski”, jakąś dozę cierpienia.  
Dlaczego tak jest i czy to ma jakiś głębszy sens? 

Na podstawie życia wielu biblijnych i poza biblijnych postaci możemy wywnioskować, że dobrze przyjęte cierpienie jest sposobem pokonywania buntowniczego „ja”, ludzkiego egocentryzmu. Dobra postawa wobec cierpienia prowadzi do zmiany naszego życia i umożliwia przejście do głębszej duchowości. 

To oczywiste, że gdy wszystko idzie po naszej myśli, utwierdzamy się w przekonaniu o własnej świetności.  
Nikt z nas nie decyduje się na trudne zmiany, jeśli nie jesteśmy do tego zmuszeni. Szukamy raczej azylu, pod kocem, przy kominku (piszę akurat późną jesienią). 

Nikt, kto odnosi sukcesy nie ma ochoty zmieniać swojego życia. Jest nam wtedy ze sobą bardzo dobrze. Czujemy się pewnie, pod kontrolą. Gdyby nie bardzo trudne wydarzenia, sami z siebie nie stalibyśmy się innymi ludźmi.  

Człowiek naturalnie dąży do celów na własnych warunkach, a w ten sposób rozrasta się egoizm pod przykrywką duchowości, bohaterstwa, hojności, służby w kościele. 
Wszyscy lubimy mieć pełną kontrolę nad życiem. Jedynie Bóg wie, jak pokonać nasze ego. Niestety nigdy nie odbywa się to bezboleśnie. 

Harde „ja” musi być upokorzone, złamane, rozłożone na łopatki, musi poczuć, że dostaje baty, że umiera. Nikt nie lubi być upokorzonym. Dlatego fizyczna śmierć ma głęboki sens, ponieważ jest największą szansą dla człowieka, by się w końcu poddać i przegrać. 

Nasze życie jest zbyt cenne, by Bóg pozostawił je na pastwę twojego i mojego egoizmu. On coś w nas rozpoczął i obiecał, że doprowadzi to do końca. Efekt kiedyś będzie cudowny. Obecnie dopiero się stajemy. Nie wiemy jeszcze kim będziemy, gdy przejdziemy całą drogę. Nie wiemy kim byśmy byli, gdyby nie droga, którą On nas prowadzi.  

W ukryciu

Człowiek, szczególnie w pierwszej połowie życia,  naturalnie dąży do tego, co spektakularne, godne chwały, wzniosłe w oczach świata. W świecie biznesu, sportu, rozrywki, liczy się prestiż, wielkie osiągnięcia, sława, podziw, popularność. Niejeden chce się wypromować, jak paw na wybiegu. Już małe dzieci mają swoje kanały na YouTube.  

Jak w kulturze rozgłosu zdefiniować służbę Bogu? Na jakich wartościach opiera się życie naśladowcy Jezusa? 
Co praktycznie dla nas znaczy zmieniać świat na lepsze? 
Jakimi metodami powinniśmy to czynić? 

Jezus swoim życiem i nauczaniem pokazuje ważność niezauważalnej codziennej dobroci (Mat.6:1-6). Trzy razy w tym kontekście mówi, że Ojciec w niebie zwraca uwagę na to, co ukryte i wyróżnia to. Wynika z tego, że to, co ukryte jest ważniejsze od tego, co widoczne. 

Ukryte nie znaczy anonimowe, ale z wypływające z dobrych motywacji, bez szukania przy tym poklasku i uznania innych. Ukryta hojność i modlitwa oznaczają służbę nie dla pokazania się, ale dla dobra innych.  

Co Jezus robił przez pierwszych trzydzieści lat swojego życia? Czy przesiedział całą młodość przed komputerem, a potem nagle zaczął głosić i uzdrawiać? Z Jego postawy i słów możemy wywnioskować, że przez wiele lat służył w ukryciu - tak zwyczajnie. Pomagał rodzicom, produkował wyroby najlepiej jak potrafił, pocieszał, rozmawiał, modlił się o innych, zachęcał. Dlaczego tak mało o tym okresie wiemy? Ponieważ na tym polega codzienna służba, która nie jest widowiskowa.  

Gdy Jezus został ochrzczony w Jordanie, Ojciec z nieba przemówił słowami miłości i pełnej akceptacji. Zwykle zwracamy w tym uwagę na bezinteresowną miłość - Syn jeszcze nic nie uczynił, a Ojciec już Go aprobuje, docenia, miłuje. To prawda. Jednak jest w tym coś więcej. Ojciec również widział to, co Jezus do tej pory czynił w ukryciu, docenił trzydzieści lat Jego codziennej, cichej dobroci.   

Jestem dzisiaj dumny z muzycznych osiągnięć moich dzieci, ale najbardziej doceniam lata ich ćwiczeń w domu. 
To było w ukryciu, ale rodzice słyszeli.   

Kiedy Jezus nauczył się modlić całe noce? 
Kiedy nauczył się brać dzieci w ramiona? 
Kiedy nauczył się troski o chorych i biednych? 
Kiedy nauczył się opowiadać ciekawe historie? 
Kiedy zaczął kochać grzeszników? 
Kiedy stał się hojnym? 

To wszystko miało miejsce podczas pierwszych trzydziestu  lat życia. Pewnie nie raz oddał biedakowi kieszonkowe.  
Okres publicznej służby to jedynie dziesięć procent Jego życia. Ostatnie trzy lata były bez wątpienia wyjątkowe. Ale nie mogą być oderwane od Jego wcześniejszego życia.  
Jezus nie pojawił się znikąd na trzy lata. Jego publiczna służba była oparta na fundamencie służby w codzienności, z pokorą i zwyczajnie. 

To jest ważna biblijna zasada - droga w górę prowadzi w dół. Trzeba umieć „nie być”. Nie żyje się na scenie.  

Dziewięćdziesiąt procent życia to służenie w ukryciu. Gdy nikt nie wie i nie widzi, Ojciec docenia i w odpowiedni sposób wynagradza. 

Pokora


Mojżesz był bardzo pokorny, a ludzie i tak marudzili. 
Ale to nie problem Mojżesza. Ludziom się czasem wydaje, że pokorny człowiek jest wszystkim dla wszystkich, że się na wszystko zgodzi, wszystkim przytaknie, wszystkim ustąpi. Pokora nie oznacza braku pewności siebie. To raczej pewność siebie osadzona w Bożej łasce. Przekonanie o swojej małości i zarazem wielkości wypływające z naszej tożsamości w Bogu. Z łaski jestem tym kim jestem. Chodzi o uznanie Bożej łaski i zaakceptowanie otrzymanych zdolności. Paradoks pokory: jestem nikim, a równocześnie jestem kimś. Pycha mówi patrzcie na mnie, jestem kimś, albo patrzcie na mnie, jestem nikim. Pokora nie przesadza ani w jedną, ani w drugą stronę. To równowaga pomiędzy świadomością, że jestem pękniętym naczyniem jak i faktem obecnej we mnie mocy Bożej.
Jest w pokorze coś tajemniczego, wyjątkowego. 
Znika w momencie, gdy wydaje się, że ją w sobie widzę. Jest nieuchwytna dla oka, nie można jej samemu w sobie dostrzec. Pojawia się dopiero, gdy jej nie widzimy, gdy nie zdajemy sobie sprawy, że jest. Jak nocne zwierzątko, które słyszymy, ale nie możemy go złapać. Dlatego nie powinno się o niej zbyt dużo myśleć, mówić, a już na pewno nie przyczepiać sobie do marynarki. Można być dumnym z własnej pokory! 
Pokorni są mądrzy w prosty sposób. Tak życiowo, normalnie, bez wymądrzania się. Potrafią być cisi, choć wiedzą więcej. Im człowiek wie więcej, tym głębszą staje się studnią, z której woda się sama nie wylewa. Są z szczęśliwi z tego kim są i co mają. Pokora nie jest wartością stałą, więc każdemu zdarzają się na tym polu porażki. Ktoś słusznie zauważył, że lepiej być uniżonym niż poniżonym. 
Jeśli sami nie potrafimy się ugiąć, wtedy Pan Bóg czasem musi nas łamać. Poniżenie jest zawsze trudniejsze i bardziej bolesne. Jeśli się sami uniżamy, nie będzie potrzeby poniżania. O tym właśnie mówił Jezus w ilustracji o uczcie. Jeśli ktoś od razu zajmuje miejsce w pierwszym rzędzie, może zostać poniżony, gdy będzie się musiał przesiąść. I odwrotnie, ktoś skromny dostąpi zaszczytu zasiadania wyżej. 
Jezus powiedział, uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca. Widać w tym stwierdzeniu powiązanie pomiędzy słowami, a postawą serca. Zarówno pokorę jak i pychę można usłyszeć. Z obfitosci serca mówią usta. Cichy nie oznacza mówiący słabym głosem, szeptem. Oznacza rodzaj słów i ich ilość. Jezus potrafił głośno wołać. Ale potrafił rówież milczeć w obliczu cierpienia, własnej krzywdy, realizowania woli Ojca. 
Dobrych postaw w życiu trzeba się uczyć. Postawa pokory nie jest dana z automatu każdemu, kto uwierzył. Uczymy się od Mistrza całe życie. 
Pokorni mają swoją godność. Jezus powiedział do uczniów, wy nazywacie mnie Nauczycielem i Panem, i słusznie, bo jestem nim. Nasz pokorny Mistrz wiedział kim jest. Nie można pozwolić na manipulację, przemoc, złe traktowanie pod hasłem, "masz być pokorny". 
To dotyczy małżeństwa, relacji rodzice - dzieci, kościoła, pracy zawodowej. Pokora jest dobrowolnym przyjęciem postawy uniżenia, nie ma jednak nic wspólnego z gwałtem.  
Bóg pomaga nam być bardziej pokornymi. Biblia mówi, że Bóg daje łaskę pokornym. Daje łaskę, byśmy się nie zapędzili w przesadną, fałszywą skromność ani w wybujałą pewność siebie.