Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chrześcijaństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chrześcijaństwo. Pokaż wszystkie posty

Wiara i współczesność cz.4

Przeszłość pokazała, że człowiek ma silne tendencje do  nadużywania wiedzy, autorytetu, formowania ostatecznych tez i narzucania ich siłą innym. Współczesność zareagowała przeciwko temu, odrzucając wszelkiego rodzaju absolutyzmy. 

Dla coraz większej liczby naśladowców Mesjasza, dobrą alternatywą wobec modernizmu i postmodernizmu wydaje się postawa ekumenicznej jedności w różnorodności. Miłość Boża bierze w objęcia różnych od siebie ludzi. Chrystus swoim przykładem zachęca do umierania dla własnych racji, po to, by żyć dla innych. 

Totalny relatywizm pozostawia ludzi w stanie ciągłej niepewności, co prowadzi ostatecznie do zmęczenia i rozczarowania. Chrześcijańska teologia daje możliwość posiadania wewnętrznego pokoju, pochodzącego z prawdy obiektywnej w sobie Jezusa Chrystusa. Jednak w odróżnieniu od mentalności modernistycznej, jest w tej prawdzie wystarczająca przestrzeń na osobiste doświadczenie i rozumienie tej Prawdy. Do tego konieczna jest pokora wobec biblijnej interpretacji, która wyraża się słuchaniem chrześcijan innych wyznań. 

Postmodernizm podkreśla tajemnicę życia i świata. Bóg przecież działa w sposób dziwny i tajemniczy. Teologie systematyczne nie są aż tak systematyczne jak się kiedyś myślało. Z drugiej strony nie mamy powodu do frustracji, wierzymy przecież, że Bóg miłosierny i wszechmocny doprowadzi wszystko do końca. Z chrześcijańskiej perspektywy Bóg nas nigdy nie zawiedzie, nawet gdy nie widzimy wszystkiego jasno. 

Chrześcijanie ciągle wierzą w metanarrację o Bogu, ludziach i wszechświecie. Nie jesteśmy zagubieni w płynnym postmodernizmie, ale uświadomiliśmy sobie, że nie żyjemy już w absolutach minionej epoki. Mówiąc paradoksalnym i zarazem biblijnym językiem, „już mamy, ale ciągle jeszcze nie”. 

Ten paradoks zawiera szereg postaw, takich jak:  
  • Świadomość bycia w drodze 
  • Docenianie wyznaniowej różnorodności  
  • Życie w stanie przebaczenia  
  • Komunikowanie prawdy o Bogu w nowy sposób 
  • Bycie i równocześnie stawanie się 
  • Oczekiwanie odrodzonego chrześcijaństwa 
  • Odrzucenie modernistycznego absolutyzmu oraz postmodernistycznego relatywizmu 

Oznacza to, słowami B. McLarena, przy zachowaniu własnej wyznaniowej tożsamości, „stawać się bardziej misyjnym, postliberalnym, postkonserwatywnym, protestanckim, katolickim, prawosławnym, pentekostalnym, mesjańskim i ciągle nie dokończonym naśladowcą Pana Jezusa Chrystusa”. 


Postmodernizm, mimo wielu wad i zagrożeń, przynosi pozytywne wyzwanie dla Kościoła. Pomaga doceniać różnorodność i tajemniczość życia. Zachęca do zdrowego dystansu wobec samego siebie. Wszystko po to, by coraz częściej umywać nogi całemu światu. 

Wiara i współczesność cz.3

Postliberalni i postkonserwatywni chrześcijanie widzą poważne zagrożenia wynikające z współczesnego relatywizmu. Koncepcja wielkiej prawdy Bożej nie może zostać rozmyta do postaci nieprzypominającej Stwórcę. Nie można usunąć Mesjasza z historii tak, jak nie można usunąć Słońca z układu słonecznego. Nowoczesne myślenie stanie się zacofane i wręcz prymitywne, jeśli z projektu budowy usunie się fundament. Nikt nie chce przecież mieszkać w prowizorce. 

Z drugiej strony, równie groźna jest chęć powrotu do myślenia z minionej epoki, gdzie pod hasłem „misja” krył się kolonializm i prozelityzm (my jesteśmy tymi dobrymi chrześcijanami, a wszyscy inni chrześcijanie są w błędzie). 
Patrząc na własną historię, wszyscy chrześcijanie niezależnie od wyznania mają z czego pokutować i mają powody, by prosić innych o przebaczenie. 

Siłą chrześcijaństwa jest jego zdolność do odradzania się w różnych epokach. Wczesny Kościół ewoluował w procesie od bycia sektą w ramach judaizmu do skrystalizowanej tożsamości Kościoła chrześcijańskiego. Na początku swego istnienia Kościół był pod silnym wpływem żydowskim, gdyż naturalnie wywodził się z tego narodu. Ostatecznie stał się Kościołem wielu kultur i narodów. Coś, co na początku wyglądało dla Żydów bardzo znajomo, z czasem stało się zupełnie nową religijną ekspresją. 

Judeo-chrześcijańska wiara cechuje się ewolucyjną naturą. Jest ona w stanie wyłonić się w zupełnie nowej rzeczywistości kulturowej. Odradza się zawsze na jedynym i niezmiennym fundamencie, którym jest Chrystus. Chrześcijaństwo zatem ma wewnętrzną siłę zmartwychwstania. Powstaje w nowych warunkach, czasach, w obszarach religijnych i świeckich. Ruch zapoczątkowany kiedyś przez świętego Franciszka i protestancka Reformacja są dwoma z wielu przykładów tej siły odrodzenia. 

Kościół wyłania się na nowo z kilku powodów. Między innymi ponieważ jest organiczny. Wszystko, co żyje przechodzi procesy umierania i powrotu do życia w nowej formie. Innym powodem jest kultura. Kościół musi się na nowo wyłaniać ze względu na zmiany zachodzące wokół. Świat się ustawicznie zmienia, a my razem z nim. Nie podróżujemy już konno, ale samochodami i samolotami. 

Podczas gdy chrześcijaństwo przechowuje bezcenne i ponadczasowe wartości, jest równocześnie zobligowane, by karmić nimi świat w taki sposób, by było to strawne w każdym pokoleniu. Z tego powodu potrzebne są nowe ekspresje chrześcijaństwa. Nie chodzi o to, by wierzyć w nowe, ale wierzyć w stare w nowy sposób. 


Oznacza to potrzebę rozpoczęcia nowej konwersacji tak, jak kiedyś uczynił to św. Franciszek, Marcin Luter i wielu innych. Nowa konwersacja jest oparta na poszukiwaniu lepszej, wspólnej przyszłości. To, co kiedyś narodziło się w Jerozolimie ma siłę, by wyłonić się w erze zachodniego postmodernizmu oraz w innych kulturach naszych czasów. Kościół jako ciało Chrystusa na ziemi nie może być mumią minionej epoki. Nie może tkwić w mentalności religijnych podziałów i walki o swoją pozycję wyznaniową. Wyłania się w nowej odsłonie i zaczyna mówić językiem jedności i miłosierdzia do tych, którzy teraz żyją. I w tym jest całe piękno działania Ducha Świętego. 

Sercem i rozumem

Niedawno przeczytałem w internecie komentarz, który brzmiał mniej więcej w ten sposób. „Wyższą formą współczesnego człowieka jest człowiek niewierzący, będący kolejnym etapem ewolucji. Czary-mary to powoli przeszłość, jeszcze z 200 czy 300 lat i świat oraz ludzie będą wolni, szczęśliwi i zapanuje pokój. Wybitne jednostki dziś to ateiści”. Najwyraźniej autor tego wpisu chciał przekonać nas do wyższości rozumu nad sercem, wiedzy nad wiarą. 

Blaise Pascal, człowiek nauki i wiary twierdził, że wiara jest oparta na osobistym doświadczeniu Chrystusa. Potrafił też logicznie bronić racji wiary i mówił, że warto wierzyć, ponieważ jeśli wygrasz, zyskujesz wszystko. Jeśli przegrasz, nie tracisz nic. Zakładaj więc, że Bóg jest. 

Boga poznaje serce, a rozum to przeżycie opisuje. Serce ma swoje racje, których rozum nie zna. W efekcie spotkania ze Stwórcą, rozum próbuje nadać sens doświadczeniu wiary. Znaczenie rozumu pochodzi z filozofii greckiej, dla której poznanie było istotą zbawienia. Mesjasz powiedział,  „poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli, dalej zaprowadzi”. Poznanie jest więc środkiem, nie celem wiary.  

Duński filozof Soren Kierkegaard twierdził, że poznanie prawdy jest kwestią intensywnego życia wewnętrznego.  
Prawda musi być obiektywną niepewnością, uchwycona i zarazem poszukiwana. Prawda zdążająca do niej. 

Wiara jest skokiem w przepaść boskiej miłości. Jest żarliwą decyzją serca i rozumu. Ostatecznie na ziemi wiara nie ma dowodu. Kierkegaard uważał dowody za wroga wiary. Wymagamy dowodów, gdy tracimy wiarę, jak św. Tomasz. Dowody mogą wzmacniać niewiarę, domagają się bowiem kolejnych i temu poszukiwaniu może nie być końca.    

Wiara żyje wśród wątpliwości i niepewności rozumu. Tworzy 
się pozytywne napięcie w wyniku paradoksu tego, co duchowe i fizyczne. To napięcie jest pokarmem wzmacniającym wiarę i jednocześnie lekarstwem dla chorego na samouwielbienie rozumu. 

Kosube Koyama, japoński misjonarz w Tajlandii, twierdzi, że wiara nie może być ubrana w abstrakcyjne terminy. Potrzebuje prostoty i realności życiowej, mającej znaczenie dla wieśniaka na polu ryżowym i pracownika korporacji. 

C.S. Lewis z upodobaniem pisze o filozofii radości, owej  niewypowiedzianej tęsknocie, pragnieniu, nostalgii. Radość, której nie można w żaden sposób zaspokoić do końca na ziemi (nawet przez miłość), jest dla niego jednym z najwyraźniejszych dowodów na istnienie Boga. Wszystkie nasze pragnienia muszą mieć zatem to samo pochodzenie, jak pragnienia samego Boga. Ludzkie uczucia (wierzących i ateistów) są w Nim zakotwiczone. Można nie wierzyć w Boga, ale każdy wie, co to tęsknota, gniew, żal. 

Stwórca pragnie, abyśmy Go sercem poznawali, abyśmy wierzyli, i to nawet wtedy, gdy w naszym świecie na chwilę zabraknie wyraźnych znaków Jego obecności. Ostatecznie istnieją tylko dwa rodzaje ludzkich postaw. Albo mówimy Bogu: „bądź wola Twoja”, zgadzając się na życie w niepewnej pewności, albo chcemy, żeby przytakiwał ludzkiej arogancji i mówił: „niech ci będzie, że wiesz lepiej”. 


Zmieniać świat na lepsze

Są dwa sposoby, jakimi ludzkość pozbywa się wpływu Jezusa na świat. Pierwszym jest ukrzyżowanie. Jest ono próbą zaprzeczenia Jego siły. Chęcią pokazania supremacji człowieka. Ukrzyżowanie jest manifestacją niewiary w boskość i bliskość Mesjasza. Ateizm jest formą ukrzyżowana, ogłasza niemoc i nieobecność Boga.


Jak widać z opisów ewangelii, próba zabicia Jezusa zakończyła się skutkiem wręcz odwrotnym. Im bardziej człowiek chce się Boga pozbyć, tym więcej będzie mieć z Nim do czynienia. Każde ukrzyżowanie rodzi zmartwychwstanie. Każda próba wymazania Boga z historii kończy się jeszcze większą religijnym odnową. 


Skoro nie da się Go zabić, włożyć do niszczarki i na zawsze o Nim zapomnieć, ludzkość znalazła inny sposób ograniczania wpływu Jezusa. Tym sposobem jest oddawanie Mu czci. Jezus ubrany w złote szaty, spoglądający wśród dymu kadzideł z ołtarzy, wyśpiewywany w rytmicznych piosenkach stał się tak cudowny, że przestał intrygować i oddziaływać na życie. 


Jeśli nie można Go było usunąć z ludzkiej egzystencji, to może da się zrobić z Niego kogoś innego, niż naprawdę jest? Kogoś nieszkodliwego dla ludzkich ideologii? Może da się odwrócić ludzką uwagę od tego, co w Nim najważniejsze? Oddawanie Mu czci może wyciszyć sumienia wiernych i odciągnąć Kościół od właściwego celu. 


Ciekawe, że Jezus nigdy nie powiedział, by oddawać Mu cześć, a czasem wręcz się od tej idei odcinał. Gdy ktoś nazwał Go dobrym, powiedział, że dobry jest tylko sam Bóg. Czy to oznacza, że nie mamy o Nim śpiewać, opowiadać i wyznawać Jego wielkość? Oczywiście, że powinniśmy to czynić. Nie jest to jednak główny powód, dla którego Mesjasz pojawił się na ziemi i powołał Kościół. 


Jezus nie zachęcał by oddawać Mu cześć, ale by iść za Nim. To oznacza uczenie się poświęcenia i miłosierdzia, jakie On posiadał. Samo oddawanie Mu czci może stać się tanim zastępnikiem stawania się Jego naśladowcami. 


Jezusowi dużo bardziej zależało na praktycznym życiu niż na formie religijnej. Niestety można Go czcić i równocześnie nie mieć nic wspólnego z Jego życiem. Historia zna ludzi, którzy pisali piękne hymny o Jezusie, a równocześnie wspierali niewolnictwo, dyskryminowali osoby czarnoskóre i kobiety. Kościół to przede wszystkim wpływ, nie ceremonia.


Być może właśnie to Mesjasz miał na myśli, gdy powiedział, że nie robi na Bogu wrażenia ten, kto woła Panie, Panie, ale ten, kto pełni Jego wolę. Dzisiaj stoimy przed tym samym wyzwaniem. Nie musimy Go krzyżować. Wystarczy, że zamieni się praktyczne naśladowanie na nabożne religijne praktyki. 


Jakie znaczenie mają pieśni, kazania i ceremonie, jeśli nie zmienia się świata ludzi ubogich, odrzuconych, chorych i wykluczonych? Jezus jest nie tylko godny czci, ale naśladowania. Przyszedł, by zmienić świat. Ostatecznym miernikiem naszej wiary nie są piękne nabożeństwa, ale zmienianie na lepsze swojego kawałka świata. 

Życie wieczne

Jedna z najbardziej popularnych biblijnych złotych myśli pochodzi z ewangelii świętego Jana. "Bóg bowiem tak bardzo ukochał świat, że dał swego Jedynego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne".


Chrześcijanie wierzą w życie wieczne, czyli w jakąś formę świadomej egzystencji po śmierci i zmartwychwstaniu. Wierzą, ponieważ tak obiecuje Jezus, po drugie dlatego, że sam Mesjasz po śmierci wrócił do życia, co jest ważnym symbolem i zapowiedzią powszechnego zmartwychwstania. 

 

Słowo wieczność jest poza ludzkim zrozumieniem. Można próbować to sobie wyobrazić, jednak trudno jest myśleć w kategoriach nieistnienia czasu. Bóg jest wieczny, czyli niewarunkowany czasem. W tym sensie On nas nie wysłuchuje dzisiaj, ponieważ piątek, 2 czerwca 2017 przynależy do ludzkości, nie do boskości. To znaczy, że Bóg nas pokochał, wybrał, wysłuchał i przebaczył w wieczności (a po naszemu, przed zaistnieniem świata). Na tym jednym przykładzie widać jak trudno jest to ogarnąć umysłem. 


Wieczność już trwa. Życie wieczne jest darem przyszłości, jednak zaczęło się realizować w człowieku w chwili jego narodzenia. Każdy z nas kształtuje swoją wieczność poprzez to w jaki sposób postępuje dzisiaj. Jak kamień rzucony do wody porusza wiele cząsteczek i na zawsze zmienia wygląd dna. W ciągu całego życia tworzymy swoją wieczność. Każda decyzja miłości lub nienawiści, dobra lub zła, na zawsze wpisuje się w osobisty krajobraz przyszłości. Ludzie źli nie mogą uciec od swoich czynów. Tak samo dobrzy. Nieżyjący już dyktatorzy, oszuści, tyrani własnych rodzin, są związani pamięcią (taka niewidzialna karta pamięci). 


Wieczne potępienie może oznaczać pamięć, która po śmieci nie wygasa, ale idzie z człowiekiem do wieczności. Dzieje człowieka mogą pozostać w jakimś stopniu niezniszczoną przez śmierć częścią jego sposobu przeżywania wieczności. 


Wieczność nie zawsze musi oznaczać nieograniczone trwanie. Może ilustrować również intensywność przeżywania czegoś - coś, co się z jakiegoś powodu wydłuża. Dla dziecka przesiedzenie czterdziestu pięciu minut na lekcji matematyki może być wiecznością (pamiętam, że właśnie tak się czułem). Gdy się spieszymy na spotkanie, czerwone światło staje się wiecznością. Pobyt w szpitalu jest wiecznością nie ze względu na okres czasu, ale na intensywność przeżywania bólu i choroby. 


Gdy mówimy o wiecznym życiu, to mamy na myśli pozytywną nieskończoność. Jeśli Bóg jest Bogiem również w tym znaczeniu, że różni się od wszystkiego innego, to znaczy, że wieczność (nieograniczone trwanie) przysługuje tylko Jemu. Jeśli cokolwiek miałoby być tak samo wieczne, musiałoby też być Bogiem. Tylko On, będąc wiecznym (Wiekuistym), jest Panem ponad czasem. 


Dar życia wiecznego jest dla człowieka przywilejem wejścia w świat Boga. Jest zaproszeniem na ucztę, która się nie kończy. Jest relacją wiecznej miłości, w której nigdy nie nastąpi znudzenie i rutyna. Inne rzeczy przeminą, choć wydają się wiecznością. Pozostaje Bóg i Jego zaproszenie. 

Bóg niepojęty

Jak pogodzić ludzką wolność z boskim przeznaczeniem? Bożą miłość z Jego sprawiedliwością? Boskie miłosierdzie z sądem? Jego dobroć z cierpieniem człowieka? Jak zrozumieć Boże objawienie w Ojcu, Synu i Duchu Świętym? Te i inne teologiczne pytania od wieków zaprzątają wybitne umysły i stają się czasami powodem niesympatycznych podziałów między chrześcijanami. 


Wszędzie tam, gdzie zaczynamy dyskusję o Bogu, chcielibyśmy dojść do prostych konkluzji, przy których moglibyśmy powiedzieć: "Teraz wiem, jak to w rzeczywistości jest!". Taka odpowiedź jest jednak niemożliwa z tego powodu, że ludzkim umysłem zaatakowaliśmy niepojmowalność Stwórcy. 


Nie tylko w ten sposób dopuszczamy się ataku na boskość Boga, ale w dodatku zaczynamy atakować innych wierzących, którzy nie podzielają naszego zdania. Takie definitywne diagnozowanie Boga i drugiego człowieka zawsze kończy się uwstecznieniem. Mimo tego, że dawno minęły czasy inkwizycji, współczesna ostateczna diagnoza prowadzi do tych samych rezultatów, za wyjątkiem publicznego palenia na stosach. 


Niezbędna jest w tym obszarze intelektualna i teologiczna pokora, która polega na powściągliwości w formowaniu ostatecznych wniosków. Ludzki umysł stanowi źródło pokus w takim stopniu jak ciało i emocje. Pokusa ta polega na usilnym pragnieniu zrozumienia Boga i narzuceniu swoich opinii innym. Z jednej strony jesteśmy zobowiązani do intelektualnego wysiłku, a z drugiej strony uczymy się powściągliwości i respektu wobec tajemnicy Stwórcy. 


Wracając do początkowych pytań, musimy z pokorą uznać współistnienie na pozór sprzecznych myśli, obecnych w biblijnej narracji. Na przykład, mogę powiedzieć, że jestem człowiekiem w pełni wolnym, a równocześnie totalnie zależnym od Stwórcy. W tej pozornej sprzeczności kryje się głęboka harmonia życia. Innym przykładem jest nasza monoteistyczna wiara. Bóg jest jeden, a równocześnie jest potrójną relacją. Z perspektywy Boga takie paradoksy nie stanowią problemu.


Pokora umysłu polega na uznaniu pozytywnej zgodności tego, co sprzeczne. Będąc człowiekiem myślącym i chrześcijaninem, wyznaję, że nie mogę i nie muszę zrozumieć zgodności tych sprzeczności. Powinienem uznać obie przeciwne sobie myśli jako równie prawdziwe i w ten sposób oddać cześć niepojętemu Stwórcy. Tylko Mesjasz, Jezus z Nazaretu potrafi zrozumieć Boga, równocześnie nosząc w sobie człowieczeństwo. 


Pychą byłoby uzurpowanie sobie prawa do tworzenia z tych sprzecznych myśli ostatecznych definicji. Chrześcijanie potrafią się zagalopować, przekraczając granicę w pogoni za tym, by stać się takimi jak Bóg. Pragnąć wiedzieć za dużo, to jak wracać do pierwszego pokuszenia z raju. 


Zamiast chcieć Boga zrozumieć powinniśmy Go po prostu kochać. Jeśli kocham żonę na tyle, na ile ją rozumiem, moja miłość będzie znikoma. Należy kochać Stwórcę i ludzi ponad ludzkie poznanie. Chęć zrozumienia Boga jest niszczącą pokusą. Miłość wobec Boga jest akceptacją Jego tajemnicy i drogą do życia w harmonii. Teraźniejsze sprzeczności staną się kiedyś wiecznym obrazem piękna. 

Tak, wierzę! Cz.4


Jednym z zarzutów nowego ateizmu wobec wiary, jest nieokreśloność przekonań religijnych. Jeśli osoba wierząca mówi ateiście: "Wierzę, gdyż mam rację. Bóg mi to pokazał. Mam coś, czego ty nie masz" - to są to argumenty nie do obalenia, ale też uniemożliwiające rzetelną komunikację. 

Troska o ludzkość motywuje więc nas do prezentowania postawy poszukiwania zamiast posiadania prawdy. Człowiek wiary to człowiek w drodze. Prawdę odkrywamy cały czas, dzień po dniu, uczymy się przez całe życie. Jeśli ktoś chce posiąść całą prawdę na raz - znajdzie ją w pierwszej lepszej sekcie. Wiara w Stwórcę wymaga pokory, by móc wyznać "wiem, że nie wiem". W tym zawarta jest nie tyle ślepa ignorancja, co raczej zaufanie do Stwórcy, który jest ukryty, tylko częściowo odkodowany w stworzeniu, fizycznie objawiony w Mesjaszu, a zarazem tak wielki i wszechobecny, że stoimy zbyt blisko, by Go zobaczyć. Augustyn powiedział: "Jeśli rozumiesz, to znaczy, że nie jest to Bóg" (Si comprehenderis, non est Deus). Przesłanie wiary nie może być prezentacją arogancji, że wiemy wszystko. Tak więc, pomiędzy relatywizmem (nie istnieje najwyższa prawda), a absolutyzmem (moja prawda jest najwyższa), istnieje pokorne podążanie za prawdą, która jest zawarta nie w jednej religii, ale jednej osobie - w Chrystusie.  

Na koniec, warto pamiętać, że wiara w Boga nie jest ustanowionym raz na zawsze zbiorem zasad. Droga wiary nie jest sztywnym kodeksem, ale opowiadaniem, które trwa i jeszcze się nie skończyło. Dopiero kiedyś nadejdzie ostatni rozdział i zostanie powiedziane ostatnie słowo tego opowiadania. W ciągu ostatnich dwóch tysięcy lat zrobiono z opowiadania wiary zbiory paragrafów, przeciwnych sobie, które podzieliły naśladowców Chrystusa na tysiące frakcji. Każda oczywiście uważa, że kodeks ich "plemienia" jest jedynie słuszny. W rezultacie chrześcijaństwo stało się platformą ścierania się różnych od siebie kodeksów, powodując zamieszanie, zamiast być światłem w świecie. Czy zdołamy powrócić do prostego opowiadania o Jezusie?  

Wiara w Stwórcę jest najbardziej logicznym wytłumaczeniem sensu życia i istnienia świata. Takie cechy jak miłość, kreatywność, rozwój intelektualny, sumienie, wskazują na Inteligentną Osobę. Według nauk fizyki mamy kilkanaście stałych, dzięki którym istnieje życie. Wystarczyłoby bardzo małe odchylenie jednej z nich, by wszystko runęło. Zbieg okoliczności? Bycie ateistą też wymaga wiary, ponieważ nie można udowodnić, że Boga nie ma. Można zdecydować, że Go nie ma, ale tego nie da się potwierdzić. To nie jest kwestia obliczeń, jak na przykład czy ziemia jest płaska czy okrągła. Ateizm jest tak samo formą wiary, jak każda religia, (która jest określonym zestawem wierzeń, wyjaśniającym sens życia). Dlatego ateista też jest na swój sposób osobą religijną. Ateizm, tak samo jak teizm, jest wyborem serca, niepodlegającym naukowej weryfikacji.

W poszukiwaniu sensu życia warto zastanowić się nad wiarą w niewidzialnego Stwórcę, który uchyla rąbek swojej Istoty w otaczającym nas świecie. W końcu wiara to pewnego rodzaju loteria. Jednak, jak powiedział Blaise Pascal: "Lepiej wierzyć w coś, czego nie ma, niż nie wierzyć w coś, co jest". Ostatecznie, jeśliby się kiedyś okazało, że Stwórca nie istnieje, nic nie tracimy. Jeśli jednak okaże się, że On istnieje? 

Tak, wierzę! Cz.2

W jaki sposób chrześcijanie mogą praktycznie bronić i promować wiarę w obliczu współczesnej fali nowego ateizmu? Między innymi poprzez inwestowanie w obszary tworzące kulturę. Europejskie chrześcijaństwo funkcjonuje coraz bardziej na marginesie kultury świata. Można przejść bliżej centrum, nie wstydząc się swojej wiary, ale potrafiąc komunikować się w środowiskach świeckich. Według Jamesa Davisona Huntera, autora książki To change the world - The Irony, Tragedy, and Possibility of Christianity in the Late Modern World  (Zmienić świat - ironia, tragedia i możliwość chrześcijaństwa w dalece nowoczesnym świecie), istnieją trzy główne obszary tworzenia kultury. 

Pierwszy, to obszar prawdy. Oznacza to, co jest teraz, czyli wiedza, edukacja, informacja, media. Można się bardziej zaangażować w ten obszar na poziomie akademickim, globalnie oraz lokalnie, w mediach społecznościowych, lokalnej prasie, telewizji. Istnieją dzisiaj wpływowe stacje telewizyjne i radiowe, wpływowe blogi, które kształtują kulturę. Chrześcijanie nie powinni się wstydzić swojej prawdy. Istnieje na przykład bogata literatura, która potwierdza historyczną autentyczność Ewangelii. Naukowe artykuły, książki, programy telewizyjne, portale internetowe są dobrymi kanałami promowania wiary. 

Podobnie ma się rzecz z dowodami na istnienie Jezusa, co próbują podważyć ateiści. Żydowski historyk Józef Flawiusz oraz inni kronikarze tamtych czasów opisują postać Jezusa. Żyli oni w czasach Jezusa, albo wkrótce po Nim. Nikt z nich nie był chrześcijaninem. Nie mieli więc żadnego interesu, by informować ludzkość o Jezusie. Robili to z prostej przyczyny - opisywali zaistniałe fakty. Skoro nikt z nas wtedy nie żył, aby osobiście sprawdzić istnienie Jezusa, musimy w tej sprawie polegać na świadectwach historycznych, które są aż nadto przekonujące. Również fakt, że nie istnieje żaden spisany dokument z tamtych czasów, który negowałby życie Jezusa, stanowi dowód historyczny, że On na prawdę żył na ziemi. Pierwsi chrześcijanie byli gotowi za tę prawdę męczeńsko umierać.  

Drugi, to obszar dobra. Oznacza, co powinno być, czyli moralność, prawo, psychologia, filozofia, aktywność społeczna. W tym obszarze również można być aktywnym zarówno na uczelniach, w środowiskach wymiaru sprawiedliwości, ale też oddolnie pomagając ludziom poszkodowanym, poprzez profilaktykę społeczną, tworząc inicjatywy charytatywne, działania wolontariatu. Co by nie mówić o Jurku Owsiaku, bezsprzecznie stworzył coś wspaniałego w obszarze dobra społecznego. Chrześcijanie są i nadal powinni być takim głosem w świecie. Czy nie jest to wypełnieniem zadania, by być solą i światłością świata?

Jednym z argumentów nowego ateizmu jest powszechna szkodliwość społeczna religii. Rozumiemy oczywiście, że ani Bóg, ani religia nie mogą być pretekstem do usprawiedliwiania przemocy, czy powodowania krzywdy. Tak jak jest prawdziwa wiara, tak też jest pseudowiara, fałszywa forma religijna, toksyczna w praktyce. Nie zmienia to jednak faktu, że prawdziwa wiara jest społecznie pożyteczna. Ludzie wierzący czynią wiele dobra, ponieważ są umotywowani religijnie. Można być moralnym i odpowiedzialnym człowiekiem nie będąc osobą wierzącą, jednak znacznie częściej akty miłosierdzia na świecie mają podłoże wiary. Współcześni ateiści nie chcą zauważyć, jak wiele dobra ludzkość zawdzięcza religii. Szpitale, domy opieki, jadłodajnie, sierocińce, szkoły. To tylko przykład ogromnego wkładu, jaki chrześcijanie i ludzie innych religii włożyli w społeczeństwa. 

Trzeci, to obszar piękna. Oznacza to, co można sobie wyobrazić, czyli sztuka, literatura, poezja, teatr, taniec, muzyka, muzea, galerie. To niesamowita przestrzeń, w którą mogą wejść ludzie wierzący, oddani innym, praktykujący swoją wiarę w piękny sposób. Takie zespoły muzyczne na polskiej scenie jak Arka Noego, TGD są przykładem wspaniałych działań w obszarze piękna. Wiara w wieczność nie sprawia, że chrześcijanie przestają się interesować życiem na ziemi. Właśnie z powodu wiary w życie wieczne, tym bardziej się interesujemy losem i pomyślnością człowieka. Prawdziwa wiara nie ma nic wspólnego z eskapizmem, ale cechuje się tym, by "oddać cesarzowi to, co cesarskie, a Bogu to, co boskie" (Mt 22,21). W przypadku podejścia materialistycznego, moralność, empatia i piękno nie mają takiego znaczenia, gdyż i tak za chwilę umrzemy i znikniemy na zawsze. Jednak dzięki wierze postrzeganie życia i piękna ma wymiar dużo szerszy - chcemy żyć dobrze, ponieważ nasze uczynki idą z nami do wieczności. W ten sposób wiara tworzy więcej piękna na ziemi. Mimo porażek, wiara chrześcijańska wciąż jest siłą, prowadzącą świat ku dobru. 

Historia pokazuje wiele inspirujących przykładów zaangażowania w tworzenie kultury. Święty Paweł - przemawiał w Atenach na wzgórzu Marsa, w samym centrum produkcji kultury. Mikołaj Kopernik - łączył wiarę i naukę, współtworzył kulturę. Wpływ takich postaci nie spowodował szybkiej zmiany świata, ale przyczynił się do zapoczątkowania przemian oraz powstania ruchów, które w końcu doprowadziły do nowej społecznej rzeczywistości. Dzisiaj Grecja jest krajem chrześcijańskim, a dzieła Kopernika okazały się bezcenne. 

Harmonia

Biblijna historia ludzkości zaczyna się od opisu harmonii.
Nie istotne są detale - ile Ewa ważyła, ale fakt bliskości, jedności, zrozumienia, poczucia bezpieczeństwa. W boskiej rzeczywistości (nazwanej rajem) panowała harmonia ze Stwórcą, drugim człowiekiem i przyrodą. Dzisiaj mamy problem w każdej z tych dziedzin. Człowiek nie uznaje Stwórcy, zabija brata i niszczy świat.  

Podziały chrześcijańskiego kościoła pojawiły się już na początku jego istnienia. Czy wierzący z pogan powinni przestrzegać prawa Mojżesza? Wobec liberalnego podejścia Pawła, Barnaby i Jakuba stworzyła się silna konserwatywna opozycja. 

Od początku drugiego wieku narastał podział na wierzących, którzy zachowali naukę Mesjasza sługi, pozbawionego agresji i dominacji, i na tych, którzy włączyli do wiary walkę i przemoc.

W drugim wieku pojawili się chrześcijańscy gnostycy, 
którzy negowali znaczenie ciała i materialnego świata. Przesiąknięci filozofią grecką, nauką Platona, głosili potępienie złego ciała i wieczność w niematerialnej postaci. 

Sprzeciwili się im inni chrześcijanie, twierdzący, że stworzony świat jest dobry (sam Stwórca tak powiedział) oraz że naszym przeznaczeniem są odnowione ciała. Chociaż gnostycyzm został odrzucony, do dziś widać jego wpływy, choćby w niektórych starych pieśniach. 

W 1054 roku nastąpił wielki rozłam kościoła - na wschodni, ze stolicą w Konstantynopolu i zachodni, ze stolicą w Rzymie. Obie strony ekskomunikowały się wzajemnie. W 1204 roku, w imię Boże, ci z zachodu najechali tych ze wschodu i w Konstantynopolu dokonali wielkiej rzezi. 

W XVI wieku nastąpił podział kościoła zachodniego na katolików i protestantów, gdy reformatorzy nie znaleźli zrozumienia u swoich zwierzchników. Od tego czasu protestanci podzielili się wiele razy - na Luteran, Kalwinistów, Metodystów, Baptystów, Charyzmatyków - mamy obecnie ponad 30 tysięcy protestanckich denominacji! 

Jakie to ma dla nas znaczenie? Ogromne. Historyczne podziały ukształtowały twoje i moje życie, wpłynęły na nasze poglądy i zachowanie. 

Jeśli jesteś katolikiem, to być może uważasz, że wszyscy inni są w błędzie (zgodnie z dogmatem, że nie ma zbawienia poza KK). Jeśli jesteś protestantem, to prawdopodobnie uważasz, że katolicy i prawosławni nie będą zbawieni. Jeśli jesteś zielonoświątkowcem, to może masz jakieś zastrzeżenia do baptystów, metodystów, prezbiterian, mennonitów i innych protestantów. 

Podziałom i kłótniom teologicznym nie ma końca, a chrześcijaństwo przypomina amerykański western, 
gdzie w knajpie wszyscy strzelają do wszystkich! To kim jesteśmy definiujemy przez to kim nie jesteśmy, z kim się nie utożsamiamy, nie przyjaźnimy, z kim wspólnie nie wielbimy Boga. Odwrócenie tego myślenia jest bardzo trudne. 

Niektórzy uważają, że jedność będzie wtedy, gdy wszyscy będą myśleć i żyć tak jak oni! Inni twierdzą, że dialog między kościołami jest od diabła (jakby diabłu bardzo zależało na naszej jedności).  

To pokazuje jak dużo jest agresji, prymitywnego sekciarstwa. Czy można być dumnym (np. protestantem) nie poniżając innych? Tak właśnie postanowiłem. Jestem dumny z mojej zielonoświątkowej tradycji, nie zamierzam jej porzucić, ale równocześnie zamierzam coraz bardziej kochać i szanować innych - w ten sposób praktykując królestwo Boże - powrót do harmonii raju.

Prorok cz.3

Kolejna ważna różnica dotyczy tego, że w moim przekonaniu, prorocy to zwyczajnie określenie dzisiejszych przywódców lokalnego kościoła, a nie wyjątkowych jasnowidzów. 

Apostoł Paweł mówi o tak zwanych pięciu urzędach (przywódczych) kościoła. Jest wśród nich między innymi prorok. Duch Święty zarządza Kościołem. Tak więc każde lokalne przywództwo inspirowane Duchem, jest też prorocze. Przykładem tego jest opis przywództwa w kościele w Antiochii (są tam wymienieni prorocy i nauczyciele - czyli po prostu przywódcy). 

Dlatego Paweł mógł asertywnie odpowiadać Agabusowi (jednemu z przywódców jerozolimskich), ponieważ też był przywódcą kościoła (prorokiem). Tymoteusz pełnił służbę przywódczą, czyli był pastorem, trochę apostołem, ewangelistą, na pewno nauczycielem i wnioskuję, że również prorokiem. 

Wydaje się zatem logiczne, że jeśli byłbym wtedy pastorem to nazywaliby mnie prorokiem. Ale jeśli byłbym tak zwanym zwykłym wiernym, to również mógłbym być głosem proroczym. Mógłbyś mówić dobre rzeczy do mojego życia tak samo jak ja do twojego. Różniła nas jedynie funkcja przywódcza, stopień odpowiedzialności. Reasumując różnica w pierwszym kościele między prorokowaniem a prorokiem mogła polegać na tym, że ten drugi był przywódcą (pastorem, biskupem, starszym) danego lokalnego kościoła. 

A teraz spróbujmy złapać perspektywę historyczną - pierwszy kościół był pod silnym wpływem kultury żydowskiej. Określenie "prorok" było zapożyczone ze Starego Testamentu. W ten sposób łatwiej było nazwać przywódców. Dzisiaj nie ma takiej potrzeby. Jeśli jestem duchownym, pastorem, biskupem, liderem kościoła, nikt nie musi mnie tytułować "per prorok". Zmieniły się czasy i język jakim się posługujemy. A ponieważ już nie potrzebujemy starotestamentowych jasnowidzów (słowami Jana: "mamy namaszczenie i wiemy wszystko"), termin "prorok" schowajmy do szuflady. Choć na przykład w chrześcijańskiej kulturze Afryki jest on wyjątkowo popularny. Całe zamieszanie ze współczesnymi prorokami wzięło się ze zbyt dosłownego odczytywania tekstów Biblii oraz z egoistycznego dążenia do władzy i kontroli nad innymi (o czym napiszę więcej innym razem). 

Tak więc na koniec prosta rada. 
Jeśli potrzebujesz usłyszeć o sobie dobre rzeczy, nie szukaj gdzieś super proroka, ale wypowiadaj je nad swoim życiem! 
Jeśli widzisz, że kościół potrzebuje dobrego słowa, sam je wypowiedz (w kazaniu, modlitwie, rozmowie). 
Widzisz, że twoja rodzina, sąsiedzi, miasto potrzebuje przemian społecznych - wypowiadaj to do nich i nad nimi. 
Jeśli spotkasz kogoś, kto jest uważany za proroka, to albo masz do czynienia z normalnym przywódcą kościoła (niepotrzebnie nazywanym prorokiem), albo z pseudo jasnowidzem, który chce się wcielić w postać sprzed trzech tysięcy lat.  

Czasy jasnowidzów takich jak Izajasz i Jeremiasz dawno przeminęły. 
Ciąg dalszy nastąpi :) 

Między wiarą, a zwątpieniem

Umysł zawsze chce panować nad sercem. Miał zawsze tę przewagę, że jest wyżej położony. Swą siłę i wpływ rozwinął w kulturze greckiej. Potem w wyniku wpływu judaizmu, narodzin chrześcijaństwa i islamu na pewien czas stracił swój blask. Odzyskał powszechne uznanie w czasach Oświecenia i od tego okresu toczy dość wyrównaną walkę z wiarą i raczej nie zamierza ustąpić. Używając słów Biblii, duch walczy przeciwko ciału, a ciało przeciwko duchowi. 

Dominacja umysłu w praktyce oznacza kwestionowanie wszystkiego, co związane z duchowością, religią, wiarą. Wszystkie przekonania dzielimy obecnie na fakty i dogmaty. W rezultacie rozwoju techniki, edukacji i aktywnej krytyki wiary, żyjemy w świecie, w którym istnienie Boga przestało być faktem. 

Fakt, to pewien stan rzeczy, potwierdzony i zaakceptowany, z którym się nie dyskutuje. Jeśli chodzi o wiarę, to jest wręcz przeciwnie, wiara stała się jedną z kwestii najbardziej poddawanych w wątpliwość. Zwątpienie stało się przejawem inteligencji, postawy człowieka światłego, wykształconego. Wiara stała się cechą ludzi nieuczonych, zabobonnych i zacofanych. 

Kiedy odkryto teleskop nastąpił przełom w myśleniu, ludzie stwierdzili, że nie wszystko jest tak jak im mówiono i kazano wierzyć. Popularna jest dzisiaj mentalność, że najpierw należy we wszystko zwątpić, by dopiero potem w coś uwierzyć. Pierwszym odruchem współczesnego, nowoczesnego człowieka stało się zwątpienie. 
Jest w tym pewnego rodzaju paradoks, ponieważ ludzie, którzy tak mocno atakują i wyśmiewają wiarę, muszą się na niej opierać. 

Na przykład nauki ścisłe opierają się na pewnych założeniach, z którymi się nie dyskutuje. Jest tak z tego prostego powodu, że gdybyśmy wszystko cały czas poddawali w wątpliwość, to doprowadziłoby do absurdu zanegowania wszystkiego, a tym samym do ogólnego regresu i samodestrukcji. 
Musimy w końcu zaakceptować pewne tezy, stanowiące punkt wyjścia dla nauki i rozwoju życia. 

Jeśli ktoś akceptuje teorię ewolucji i teorię wielkiego wybuchu przy definiowaniu sensu życia, to też opiera się na wierze w coś, czego nie można do końca obiektywnie sprawdzić. Tak więc ci sami ludzie, którzy odrzucają wiarę na rzecz rozumu, opierają na niej własne tezy. 

Zamiast podejścia, w którym najpierw wątpimy, zupełnie inaczej wygląda odwrotne - najpierw wierzymy. 

Uznaję, że przekonania oparte na wierze potrzebują dozy zwątpienia. Wiara zawsze mierzy się z jakąś wątpliwością. Wątpliwości oczyszczają i umacniają wiarę. 
Jeśli jednak zwątpienie jest punktem wyjścia, wtedy człowiek ograbia się możliwości poznania nowych doświadczeń, opartych na wierze i zaufaniu. 

Gdybyśmy tak podeszli do jedzenia, być może nigdy w życiu nie spróbowalibyśmy jak smakują lody! (Przykładem są też dzieci, które nie potrafią zaufać, że obiadek jest smaczny). 

W przypadku, gdy wiara jest punktem wyjścia, pojawia się okazja otwarcia się na nowe przeżycia i nowe możliwości. 
Jak to działa w naszym codziennym życiu? 
Weźmy dla przykładu relacje międzyludzkie. Podejście typu "najpierw zwątpienie - potem zaufanie" powoduje, że coraz mniej par decyduje się na małżeństwo, coraz więcej małżeństw się rozpada, coraz więcej młodych wybiera życie singla. Nie można zbudować trwałych i szczęśliwych relacji na fundamencie zwątpienia. Ta zasada dotyczy praktycznie każdego elementu życia, wspomniałem już jedzenie, ale można by wymieniać dalej: podróżowanie, zatrudnienie, sen, koszenie trawy, pływanie... Wszystko jest oparte na zaufaniu. 

Ostatecznie każdy z nas potrzebuje najpierw uwierzyć i zaufać, by potem móc analizować i logicznie postępować. Bo przecież wiara nie może egzystować bez zwątpienia, jak serce bez umysłu. 

Podsumowując, mamy dwie przeciwne życiowe postawy: przede wszystkim zwątpienie lub przede wszystkim zaufanie. 
Pierwsza postawa gasi życie, zamraża miłość, dusi kreatywność. Druga rozbudza i pozwala dotknąć czegoś, co pochodzi z innej rzeczywistości. 
Tę rzeczywistość nazywamy Bogiem, niebem, uciszeniem duszy, wieczną miłością. 

Może jednak warto zaufać, mimo wątpliwości? 
Otworzyć serce, mając przy tym otwarty umysł? 

Życie jest darem




Na wiele rzeczy w życiu nie mamy wpływu. Nie wybieramy czasów, rodziców, koloru skóry, płci. Równie dobrze mogliśmy się urodzić w Azji lub na Syberii. Nie mieliśmy wyboru w co nas ubierano w dzieciństwie. Ale ostatecznie to od nas zależy jak przeżyjemy życie. 
Mamy czasy fotoshopu, świat chce mieć obraz idealny, bez zmarszczek, cellulitu, z bialutkimi zębami. Biblia w tym względzie rozczarowuje, nie ma w niej postaci idealnych, żadnych super bohaterów. Nawet Jezus jest zwykłym człowiekiem ze zwykłej rodziny. 
Biblia opisuje ludzi ulepionych z tej samej gliny, co my. Król Dawid, który nie radzi sobie ze swoimi dziećmi, Mojżesz, który nie radzi sobie z przywództwem. Pocieszające i pouczające. Życie nie polega na stawaniu się super bohaterami. Okazuje się, że mamy większe doświadczenie w porażkach niż w zwyciężaniu. 
Jeremiasz jest nazywany najbardziej ludzkim prorokiem. Już pierwsza strona księgi Jeremiasza otwarcie opisuje jego emocje, słabości, wątpliwości, zmagania. Ta zwyczajność jest pięknem. Świat potrzebuje normalnych ludzi, którzy są radośni mimo swych ułomności. Nasza ziemskość jest niezwykła, duchowa. Niebo zawiera w sobie ziemię. To jest piękno i tajemnica wcielenia. Nie można więc oddzielić tego co święte od tego, co powszednie. Całe nasze życie jest powszednie, a zarazem święte.

UTWORZYŁEM CIĘ WE WNĘTRZU MATKI

Wyjątkowe piękno, niepowtarzalna chemia. Jesteś z limitowanej edycji. Zamiast pytać kiedy stajemy się poetami, powinniśmy zapytać kiedy przestajemy nimi być? Każdy rodzi się poetą, artystą. Człowiek albo się staje albo przestaje być. Niszczeje lub się rozwija. Największym zagrożeniem życia jest śmierć zanim naprawdę umrzemy, przedwczesna śmierć, po której żyjemy jeszcze wiele lat.

Czego w życiu szukamy? Tańszego kurczaka? Czy głębszej mądrości, bycia szlachetniejszymi? Kim się stajemy? Coraz bardziej żywymi, czy martwymi? Jesteśmy istotami twórczymi. To, co twórcze pochodzi z połączenia z tym, co odwieczne, a nie jedynie z chęci zaprezentowania się. Albo wykorzystamy życie, albo roztrwonimy. Życie jest darem dla nas i dla innych. Nie chodzi jedynie o nasze zdolności i możliwości przebicia. Najpiękniejsza twórczość ma źródło w Twórcy, w kontakcie z duchowością, z tym, co niewyrażalne. 

NA PROROKA NARODÓW PRZEZNACZYŁEM CIĘ

Hebrajskie słowo "Natan" znaczy dawać. Bóg mówi, dałem cię narodom w postaci proroka! To już się stało, zanim się urodziłeś. Boża Ekonomia to dawanie. Bóg dał Jezusa. Dał zbawienie. Dał łaskę. Daje nas światu. Jeżeli żyjemy by brać, to żyjemy wbrew naszemu przeznaczeniu, pod włos. Jak długo można jechać samochodem pod prąd? Dawanie siebie to nasza podstawowa natura. Ptaki potrafią śpiewać, siedzieć, skakać, chodzić. Ale ich nadrzędną cechą jest latanie. Dawanie siebie jest nadrzędną cechą człowieczeństwa.

ALE JESTEM JESZCZE CHŁOPCEM...

Zawsze będziemy się czuć nieodpowiedni, jeśli jesteśmy szczerzy. Ale nie zawsze jesteśmy szczerzy. Chcemy się nadawać. Świat jest dość przerażający. Jeśli się troszkę nie obawiamy, to jesteśmy naiwni i zbyt pewni siebie. Pasuje tu pewien mądry wywód: Nie bój się, jeśli się boisz. Bo jeśli się nie boisz, to się bój. Nie chodzi o nasze emocje, ani nasze wyobrażenie o życiu. Chodzi o to jak Bóg nas ukształtował: nadajemy się mimo naszej zwyczajności. 
Grace Nichols była pierwszą czarnoskórą aktorką, która w 1967 roku wystąpiła w tv w innej roli niż służąca. Nie doceniała jednak swego wpływu na tysiące Afro Amerykanów. To, co dla ciebie zwyczajne, może być cudowne dla innych. To, co dla nas monotonne, nudne, może okazać się dla kogoś przełomowe. Czyny i postawy tworzą fale, nawet, jeśli nie widzisz jak docierają do brzegu. Teraz jest twój moment historii więc go wykorzystaj. Każda praca i działanie wykonane ze współczuciem i entuzjazmem może zmienić czyjeś życie. 

Wielu ludzi czyni z życia sztukę. Nauczycielki, które pieką dzieciom ciasteczka, pracownicy zakładu komunalnego, którzy z uśmiechem opróżniają nasze pojemniki, różnego rodzaju pasjonaci, jak choćby hodowcy gołębi. Tolkien napisał, "Gdyby więcej z nas ceniło bardziej jedzenie, uśmiech i pieśń niż ciułanie złota, świat byłby weselszy".
Życie jest pięknym darem. Biadolenie i marudzenie po prostu nie ma sensu.



Na cały świat


Chrześcijanie mają bardzo różne podejście do świata. Niektórzy panicznie się boją, dla nich świat jest zły i zdemonizowany, więc trzeba się trzymać od niego jak najdalej. Tego typu postawę przyjmuje ogólnie chrześcijańska konserwatywna prawica. Najważniejszym motorem dla ludzi tak myślących jest sprzeciw. Budują swoją chrześcijańską tożsamość w oparciu o kwestie, z którymi się nie zgadzają - aborcja, homoseksualizm, eutanazja i wiele innych, a w skrajnych przypadkach sprzeciw wobec biżuterii, dżinsów w kościele, celebrowania Bożego Narodzenia. Istnieje tu wyraźny podział na dobrych i złych, na kościół i świat. Wszystko, co jest związane z daną tradycją kościelną jest dobre, reszta jest czymś złym. Główną wizją jest walka ze złem, kontakt ze światem poprzez pracę i edukację jest postrzegany jak zło konieczne. Takie postawy naturalnie prowadzą do izolacji, a z czasem do zachowań sekciarskich. Misja polega w takim wypadku na czymś w rodzaju polowania. Wychodzi się na chwilę ze swojej bezpiecznej kryjówki (kościół) i próbuje się zdobyć łup (ludzie ze świata), by szybko z powrotem wrócić do miejsca bezpieczeństwa. Innym sposobem może być głośna negacja zła. Bycie światłością oznacza zwyczajnie oślepianie złych i grzesznych ludzi prawdą. Należy wyrazić głośno i zdecydowanie swój sprzeciw wobec grzechów świata. Niektóre grupy w tym celu organizują pikiety pod klinikami aborcji, marsze protestacyjne lub po prostu krytykują inaczej wierzących lub tych niewierzących. Pobożność polega na negacji, walce i krytyce, a przybiera jedynie inne formy i metody. 

Zupełnie inne podejście do świata reprezentuje chrześcijańska liberalna lewica. Dla nich problemem nie jest tyle świat co kościół. To kościół jest zbyt wyizolowany, zbyt obojętny, zbyt tradycyjny i oderwany od rzeczywistości. Nie toczą walki ze światem, ale z instytucją kościoła. Utożsamiają się z problemami społecznymi, z ubóstwem, dyskryminacją rasową, płciową, wspierają grupy, które są napiętnowane i poszkodowane. W swojej afirmacji świata mogą czasem zatracić chrześcijańską inność, wyrazistość. W niektórych przypadkach wspierają kontrowersyjne inicjatywy. To może prowadzić do zatarcia granic między dobrem i złem. Ich tożsamość budowana jest nie na walce i negacji, ale na akceptacji i tolerancji kultury świata. Są progresywni, współcześni i globalni. Świat dla nich nie stanowi zagrożenia, ale raczej wyzwanie do zaangażowania, które w wielu przypadkach jest bardzo pozytywne i właściwe. Misja dla nich oznacza przede wszystkim działania społeczne i dialog międzyreligijny. 

Pomiędzy nurtem konserwatywnym i liberalnym jest jeszcze mniej wyraźny, ale też zauważalny nurt uświęceniowy. W odniesieniu do omawianej kwestii cechuje się najmniejszym zainteresowaniem światem zewnętrznym. Większość uwagi poświęcona jest na osobisty rozwój duchowy, osobistą modlitwę, post, pogłębianie swojego duchowego życia. Świat, tak naprawdę mógłby nie istnieć. Wystarczyłby kościół i osobista relacja z Bogiem. Głównym celem jest czystość, uświęcenie, zachowanie siebie nieskalanymi przez świat. Taka tożsamość nie jest budowana na negacji, ani akceptacji, ale raczej na pewnej obojętności i ignorancji wobec świata. Kościół jest wystarczającym środowiskiem życia i osobistego rozwoju. Świat jest innym wymiarem, z którym im nie po drodze, korzystają z jego dobrodziejstw i unikają świadomego zaangażowania. Przejawem takich postaw jest odradzający się współczesny monastycyzm oraz kościelno - konferencyjny styl życia wielu charyzmatyków i zielonoświątkowców. W tym wypadku misja to przede wszystkim działania w strefie kościoła. Misja jest jedynie skromnym dodatkiem, a świadome przenikanie do świata jest raczej nie rozumiane i przyjmowane bez entuzjazmu. 

Podsumowując tę część rozważania chcę zauważyć, że każda z trzech postaw zawiera pewne właściwe elementy, ale sama w sobie pokazuje niepełny i nie raz zdeformowany obraz wiary. Kościół powinien popatrzeć szerzej na relację my - świat. 

Mamy w Ewangelii wyraźne polecenie Chrystusa, by iść na cały świat. Nie tylko w sensie geograficznym, ale również społecznym. Poprzez wartości Królestwa Bożego powinniśmy przenikać wszystkie sfery społeczeństwa - w sąsiedztwie, w świecie edukacji, biznesu, kultury, sztuki, wśród najbiedniejszych i rządzących, imigrantów i więźniów. 

Taka misja jest możliwa jedynie wtedy, gdy nasz stosunek do świata nie będzie ani agresywny, ani obojętny. 

Zamiast krytyki, podobieństwa lub obojętności, można przyjąć wobec świata postawę zdrowej, konstruktywnej pochwały. To widzę w Pawle, przemawiającym do Ateńczyków, widzę ją w Jezusie wobec zagubionych ludzi. 
Świata nie trzeba się bać, bezkrytycznie akceptować, ani udawać, że nie istnieje. Należy w nim być. O tym więcej innym razem. 

Cud nowego życia


Byłem przy narodzinach czwórki moich dzieci, zemdlałem tylko raz, kiedy rodziła się nasza druga córa (nie, że była brzydka i że nie był to chłopiec:). Narodziny to cud pod każdym względem, cudem jest matka, dzidziuś i to, że ojciec jest w stanie jakoś to przeżyć! 
Jezus powiedział pewnemu człowiekowi, że jeśli się na nowo nie narodzi, nie wejdzie do Królestwa Bożego (Jezus nie mówił o niebie, ale o Królestwie, które obejmuje ziemię i wszechświat). Synonimy duchowego narodzenia to 
nawrócenie
wiara
poznanie prawdy
nowe stworzenie
bycie dzieckiem Bożym
pójście za Jezusem
otrzymanie żywej wody
życie w światłości 
przyjęcie łaski 
posiadanie życia 
Duchowe narodziny to proces, podczas którego przechodzimy od minus do plus. Od niewiary do wiary, od zwątpienia do zaufania, od obojętności do miłości, od duchowej śmierci do duchowego życia. W latach siedemdziesiątych powstała tzw Skala Engela (nazwa wzięła się od nazwiska misjologa). Skala pokazuje czternaście etapów, przez które możemy przechodzić w naszym poszukiwaniu Boga, od całkowitej niewiary aż do dojrzałego naśladowania Jezusa. Przykładem jest historia Apostoła Pawła. W uproszczeniu można ją przedstawić następująco: 

Paweł faryzeusz - wykształcony, gorliwy
Paweł prześladowca - dumny, pewny siebie
Paweł na kolanach - zszokowany, złamany, oślepiony  
Paweł prowadzony za rękę - gotowy się uczyć 
Paweł prowadzący innych - dojrzały naśladowca Jezusa

Zacznijmy od początku. Od miejsca totalnej niewiary, od braku zainteresowania Bogiem. Dzisiaj spotykamy się z nowym ateizmem, reprezentowanym przez autorów piszących antyreligijne książki i winą za większość współczesnych kłopotów świata obarczających religijne systemy. Systemy religijne są rzeczywiście chore i zwykle  przeczące naturze Boga, ale to nie znaczy, że powinniśmy odrzucić wiarę w Boga. Jeden z powszechnie przez nich używanych sloganów brzmi: wiara w Boga jest dla zacofanych i nieoświeconych ludzi. Jakieś sześćdziesiąt lat temu popularna była teoria sekularyzacji, czyli przekonanie, że wiara w Boga osłabnie i całkowicie zaniknie w miarę rozwoju technologicznego. Według tej teorii dzisiaj nie powinno już być religii w krajach wysoko rozwiniętych. Fakty są jednak zupełnie inne, główne religie świata rosną. Chrześcijaństwo eksploduje, w samych tylko Chinach będzie niebawem 500 milionów chrześcijan! Poza tym, coraz większa liczba naukowców uważa się za osoby wierzące w Boga. To znaczy, że nauka i wiara nie muszą się wykluczać, wręcz przeciwnie, mogą się uzupełniać. Uznany naukowiec i teolog Lee Strobel, napisał, kiedyś dzięki nauce stałem się ateistą, a później, paradoksalnie dzięki niej odnalazłem Boga. 
To prawda, że nikt nie udowodnił istnienia Boga, ale nikt też nie udowodnił, że Bóg nie istnieje. Boga nie można przecież dotknąć, powąchać, zmierzyć, nagrać filmik, zrobić Mu zdjęcie. Kiedyś sowiecki astronauta powiedział, byłem w kosmosie i nie ma tam Boga! Jeśli Bóg nie pokazuje się na około ziemskich bilboardach, czy to oznacza, że nie istnieje?
Czy możesz zmierzyć i zważyć miłość? Możesz pokazać swoje myśli? Może lepiej nie... Możesz sfotografować sumienie? A jednak istnieje miłość, myśl, sumienie. Można je wyrazić słowami, zachowaniem, czynem. Wierzymy w sferę niewidzialną, ponieważ jest częścią nas i manifestujemy ją za pomocą zewnętrznych, widzialnych gestów i czynów.  Niektórzy swoje myśli wyrażają za mało, inni za dużo, ale to nie ten temat. Wracając do głównej myśli  - Bóg jest niewidzialny i empirycznie nie podlega badaniu i weryfikacji, ale manifestuje się przez trzy podstawowe źródła: słowa, czyny i osobę. 

Na początku było Słowo... 
Bóg jest doskonale komunikatywny. W obrębie swej boskiej istoty komunikuje się w doskonałej miłości. Ojciec, Syn i Duch Święty trwają w idealnej komunikacji. Również od czasu stworzenia, Bóg komunikował się z człowiekiem. Biblia podaje, że rozmawiał z Adamem i Ewą, z Kainem, z prorokami. Na przykład kiedyś Bóg przemówił do proroka o imieniu Micheasz (lub Micha). 

Słowo WIEKUISTEGO, które doszło do Michy, Morastejczyka, za dni Jotama, Achaza i Chiskjasza, królów Judy, a które zwiastował o Szomronie oraz Jeruszalaim. 
(Księga Micheasza 1:1 NBG)

Doszło, to hebrajskie słowo hajah, które nie oznacza, że Micheasz otrzymał od Boga wiadomość, jak otrzymujemy przez sms, email czy gdy ktoś telefonuje. Raczej oznacza, że to słowo w proroku powstało, zrodziło się w jakiś cudowny, mistyczny sposób. Stało się częścią jego życia (to taka uwaga do tych, którzy twierdzą, że słyszą Boga).  
Biblia jest efektem takiej komunikacji. Jest natchnionym Słowem Bożym, skierowanym do ludzkości. Dlatego możemy powiedzieć, że 
Słowo Boże jest żywe, skuteczne w działaniu i ostrzejsze niż obosieczny miecz. Przenika ono naszą duszę, ducha, myśli i uczucia oraz odsłania nasze prawdziwe motywy oraz pragnienia serca. 
(List do Hebrajczyków 4:12 PSZ)

Bóg manifestuje się poprzez czyny.  
Wszechświat, świat i człowiek są dziełami Boga. 

Bóg okazuje jednak również swój gniew z powodu wszelkiego grzechu i nieprawości ludzi, którzy poprzez swoje złe czyny zaciemniają prawdę. Wiedzą oni, jak można poznać Boga, bo On sam im to pokazał. Od czasów stworzenia bowiem niewidzialne cechy Boga – Jego odwieczną moc i boskość – można dostrzec w Jego dziełach. Nikt więc nie może się wykręcać, mówiąc, że Go nie poznał. Zatem ludzie poznali Boga, ale nie chcieli oddawać Mu czci ani dziękować. Popadli w bezsensowne rozmyślania i pogrążyli swoje serca w ciemnościach. 
(List do Rzymian 1:18-21 PSZ)
Bóg jest najbardziej logicznym wytłumaczeniem sensu życia i istnienia świata. Takie cechy jak miłość, kreatywność, sumienie wskazują na Boga. 
Według praw fizyki istnieje na ziemi kilkanaście stałych, dzięki którym istnieje życie. Wystarczyło by bardzo małe odchylenie jednej z nich, by wszystko runęło. Zbieg okoliczności? A może jest tak, jak pisze Paweł, że ludzie widzą w stworzeniu Boga, ale niektórzy nie chcą się do tego przyznać? Ponieważ przyznanie się wymagałoby wielu praktycznych zmian we własnym życiu. 

Bóg zamanifestował się ostatecznie przez osobę. Słowo stało się ciałem. 
Boga nikt nigdy nie widział, a pokazał Go nam Jedyny Syn – Bóg, który stanowi jedno z Ojcem. 
(Ewangelia Jana 1:18 PSZ)
Bóg przyszedł do nas osobiście. Jezus powiedział, kto widział mnie, widział Boga Ojca. Bóg przyjął ludzkie ciało i pokazał nam jakim Bogiem jest - praktycznie. Pokazał nam czym jest przebaczenie, łaska, pokora, czynienie dobra. 
Jezus udowodnił, że Bóg jest dobry i pełen miłości. Dlatego warto być naśladowcą Jezusa. W ten sposób możemy zbliżyć się do Stwórcy i żyć zgodnie z Jego wolą. 
Zatem argumentem za istnieniem Boga jest Biblia, wszechświat i Mesjasz. Nigdy jednak nie udowodnimy, że Bóg istnieje i to nie jest zadaniem chrześcijan. Naszym celem nie jest udowodnić i przekonać, ale pokazać światu, że Bóg istnieje. 
Bycie ateistą wymaga wiary, ponieważ nie można udowodnić, że Boga nie ma. Można zdecydować, że Go nie ma, ale tego nie da się potwierdzić. To nie jest kwestia typu, czy ziemia jest płaska czy okrągła. Ateizm jest tak samo formą wiary, jak każda religia. Religia to zestaw wierzeń, wyjaśnających sens życia. Dlatego możemy powiedzieć, że ateista też jest na swój sposób osobą religijną. Ateizm jest zatem osobistym wyborem, a nie naukowo udowodnionym faktem. Można nie wierzyć w miłość tylko wtedy, jeśli nigdy się jej osobiście nie przeżyło. 
Ale miłość jest
tak jak jest słońce
deszcz
śpiew ptaków
lody waniliowe 
Bóg