- Świadomość bycia w drodze
- Docenianie wyznaniowej różnorodności
- Życie w stanie przebaczenia
- Komunikowanie prawdy o Bogu w nowy sposób
- Bycie i równocześnie stawanie się
- Oczekiwanie odrodzonego chrześcijaństwa
- Odrzucenie modernistycznego absolutyzmu oraz postmodernistycznego relatywizmu
Wiara i współczesność cz.4
Wiara i współczesność cz.3
Sercem i rozumem
Zmieniać świat na lepsze
Są dwa sposoby, jakimi ludzkość pozbywa się wpływu Jezusa na świat. Pierwszym jest ukrzyżowanie. Jest ono próbą zaprzeczenia Jego siły. Chęcią pokazania supremacji człowieka. Ukrzyżowanie jest manifestacją niewiary w boskość i bliskość Mesjasza. Ateizm jest formą ukrzyżowana, ogłasza niemoc i nieobecność Boga.
Jak widać z opisów ewangelii, próba zabicia Jezusa zakończyła się skutkiem wręcz odwrotnym. Im bardziej człowiek chce się Boga pozbyć, tym więcej będzie mieć z Nim do czynienia. Każde ukrzyżowanie rodzi zmartwychwstanie. Każda próba wymazania Boga z historii kończy się jeszcze większą religijnym odnową.
Skoro nie da się Go zabić, włożyć do niszczarki i na zawsze o Nim zapomnieć, ludzkość znalazła inny sposób ograniczania wpływu Jezusa. Tym sposobem jest oddawanie Mu czci. Jezus ubrany w złote szaty, spoglądający wśród dymu kadzideł z ołtarzy, wyśpiewywany w rytmicznych piosenkach stał się tak cudowny, że przestał intrygować i oddziaływać na życie.
Jeśli nie można Go było usunąć z ludzkiej egzystencji, to może da się zrobić z Niego kogoś innego, niż naprawdę jest? Kogoś nieszkodliwego dla ludzkich ideologii? Może da się odwrócić ludzką uwagę od tego, co w Nim najważniejsze? Oddawanie Mu czci może wyciszyć sumienia wiernych i odciągnąć Kościół od właściwego celu.
Ciekawe, że Jezus nigdy nie powiedział, by oddawać Mu cześć, a czasem wręcz się od tej idei odcinał. Gdy ktoś nazwał Go dobrym, powiedział, że dobry jest tylko sam Bóg. Czy to oznacza, że nie mamy o Nim śpiewać, opowiadać i wyznawać Jego wielkość? Oczywiście, że powinniśmy to czynić. Nie jest to jednak główny powód, dla którego Mesjasz pojawił się na ziemi i powołał Kościół.
Jezus nie zachęcał by oddawać Mu cześć, ale by iść za Nim. To oznacza uczenie się poświęcenia i miłosierdzia, jakie On posiadał. Samo oddawanie Mu czci może stać się tanim zastępnikiem stawania się Jego naśladowcami.
Jezusowi dużo bardziej zależało na praktycznym życiu niż na formie religijnej. Niestety można Go czcić i równocześnie nie mieć nic wspólnego z Jego życiem. Historia zna ludzi, którzy pisali piękne hymny o Jezusie, a równocześnie wspierali niewolnictwo, dyskryminowali osoby czarnoskóre i kobiety. Kościół to przede wszystkim wpływ, nie ceremonia.
Być może właśnie to Mesjasz miał na myśli, gdy powiedział, że nie robi na Bogu wrażenia ten, kto woła Panie, Panie, ale ten, kto pełni Jego wolę. Dzisiaj stoimy przed tym samym wyzwaniem. Nie musimy Go krzyżować. Wystarczy, że zamieni się praktyczne naśladowanie na nabożne religijne praktyki.
Jakie znaczenie mają pieśni, kazania i ceremonie, jeśli nie zmienia się świata ludzi ubogich, odrzuconych, chorych i wykluczonych? Jezus jest nie tylko godny czci, ale naśladowania. Przyszedł, by zmienić świat. Ostatecznym miernikiem naszej wiary nie są piękne nabożeństwa, ale zmienianie na lepsze swojego kawałka świata.
Życie wieczne
Jedna z najbardziej popularnych biblijnych złotych myśli pochodzi z ewangelii świętego Jana. "Bóg bowiem tak bardzo ukochał świat, że dał swego Jedynego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne".
Chrześcijanie wierzą w życie wieczne, czyli w jakąś formę świadomej egzystencji po śmierci i zmartwychwstaniu. Wierzą, ponieważ tak obiecuje Jezus, po drugie dlatego, że sam Mesjasz po śmierci wrócił do życia, co jest ważnym symbolem i zapowiedzią powszechnego zmartwychwstania.
Słowo wieczność jest poza ludzkim zrozumieniem. Można próbować to sobie wyobrazić, jednak trudno jest myśleć w kategoriach nieistnienia czasu. Bóg jest wieczny, czyli niewarunkowany czasem. W tym sensie On nas nie wysłuchuje dzisiaj, ponieważ piątek, 2 czerwca 2017 przynależy do ludzkości, nie do boskości. To znaczy, że Bóg nas pokochał, wybrał, wysłuchał i przebaczył w wieczności (a po naszemu, przed zaistnieniem świata). Na tym jednym przykładzie widać jak trudno jest to ogarnąć umysłem.
Wieczność już trwa. Życie wieczne jest darem przyszłości, jednak zaczęło się realizować w człowieku w chwili jego narodzenia. Każdy z nas kształtuje swoją wieczność poprzez to w jaki sposób postępuje dzisiaj. Jak kamień rzucony do wody porusza wiele cząsteczek i na zawsze zmienia wygląd dna. W ciągu całego życia tworzymy swoją wieczność. Każda decyzja miłości lub nienawiści, dobra lub zła, na zawsze wpisuje się w osobisty krajobraz przyszłości. Ludzie źli nie mogą uciec od swoich czynów. Tak samo dobrzy. Nieżyjący już dyktatorzy, oszuści, tyrani własnych rodzin, są związani pamięcią (taka niewidzialna karta pamięci).
Wieczne potępienie może oznaczać pamięć, która po śmieci nie wygasa, ale idzie z człowiekiem do wieczności. Dzieje człowieka mogą pozostać w jakimś stopniu niezniszczoną przez śmierć częścią jego sposobu przeżywania wieczności.
Wieczność nie zawsze musi oznaczać nieograniczone trwanie. Może ilustrować również intensywność przeżywania czegoś - coś, co się z jakiegoś powodu wydłuża. Dla dziecka przesiedzenie czterdziestu pięciu minut na lekcji matematyki może być wiecznością (pamiętam, że właśnie tak się czułem). Gdy się spieszymy na spotkanie, czerwone światło staje się wiecznością. Pobyt w szpitalu jest wiecznością nie ze względu na okres czasu, ale na intensywność przeżywania bólu i choroby.
Gdy mówimy o wiecznym życiu, to mamy na myśli pozytywną nieskończoność. Jeśli Bóg jest Bogiem również w tym znaczeniu, że różni się od wszystkiego innego, to znaczy, że wieczność (nieograniczone trwanie) przysługuje tylko Jemu. Jeśli cokolwiek miałoby być tak samo wieczne, musiałoby też być Bogiem. Tylko On, będąc wiecznym (Wiekuistym), jest Panem ponad czasem.
Dar życia wiecznego jest dla człowieka przywilejem wejścia w świat Boga. Jest zaproszeniem na ucztę, która się nie kończy. Jest relacją wiecznej miłości, w której nigdy nie nastąpi znudzenie i rutyna. Inne rzeczy przeminą, choć wydają się wiecznością. Pozostaje Bóg i Jego zaproszenie.
Bóg niepojęty
Jak pogodzić ludzką wolność z boskim przeznaczeniem? Bożą miłość z Jego sprawiedliwością? Boskie miłosierdzie z sądem? Jego dobroć z cierpieniem człowieka? Jak zrozumieć Boże objawienie w Ojcu, Synu i Duchu Świętym? Te i inne teologiczne pytania od wieków zaprzątają wybitne umysły i stają się czasami powodem niesympatycznych podziałów między chrześcijanami.
Wszędzie tam, gdzie zaczynamy dyskusję o Bogu, chcielibyśmy dojść do prostych konkluzji, przy których moglibyśmy powiedzieć: "Teraz wiem, jak to w rzeczywistości jest!". Taka odpowiedź jest jednak niemożliwa z tego powodu, że ludzkim umysłem zaatakowaliśmy niepojmowalność Stwórcy.
Nie tylko w ten sposób dopuszczamy się ataku na boskość Boga, ale w dodatku zaczynamy atakować innych wierzących, którzy nie podzielają naszego zdania. Takie definitywne diagnozowanie Boga i drugiego człowieka zawsze kończy się uwstecznieniem. Mimo tego, że dawno minęły czasy inkwizycji, współczesna ostateczna diagnoza prowadzi do tych samych rezultatów, za wyjątkiem publicznego palenia na stosach.
Niezbędna jest w tym obszarze intelektualna i teologiczna pokora, która polega na powściągliwości w formowaniu ostatecznych wniosków. Ludzki umysł stanowi źródło pokus w takim stopniu jak ciało i emocje. Pokusa ta polega na usilnym pragnieniu zrozumienia Boga i narzuceniu swoich opinii innym. Z jednej strony jesteśmy zobowiązani do intelektualnego wysiłku, a z drugiej strony uczymy się powściągliwości i respektu wobec tajemnicy Stwórcy.
Wracając do początkowych pytań, musimy z pokorą uznać współistnienie na pozór sprzecznych myśli, obecnych w biblijnej narracji. Na przykład, mogę powiedzieć, że jestem człowiekiem w pełni wolnym, a równocześnie totalnie zależnym od Stwórcy. W tej pozornej sprzeczności kryje się głęboka harmonia życia. Innym przykładem jest nasza monoteistyczna wiara. Bóg jest jeden, a równocześnie jest potrójną relacją. Z perspektywy Boga takie paradoksy nie stanowią problemu.
Pokora umysłu polega na uznaniu pozytywnej zgodności tego, co sprzeczne. Będąc człowiekiem myślącym i chrześcijaninem, wyznaję, że nie mogę i nie muszę zrozumieć zgodności tych sprzeczności. Powinienem uznać obie przeciwne sobie myśli jako równie prawdziwe i w ten sposób oddać cześć niepojętemu Stwórcy. Tylko Mesjasz, Jezus z Nazaretu potrafi zrozumieć Boga, równocześnie nosząc w sobie człowieczeństwo.
Pychą byłoby uzurpowanie sobie prawa do tworzenia z tych sprzecznych myśli ostatecznych definicji. Chrześcijanie potrafią się zagalopować, przekraczając granicę w pogoni za tym, by stać się takimi jak Bóg. Pragnąć wiedzieć za dużo, to jak wracać do pierwszego pokuszenia z raju.
Zamiast chcieć Boga zrozumieć powinniśmy Go po prostu kochać. Jeśli kocham żonę na tyle, na ile ją rozumiem, moja miłość będzie znikoma. Należy kochać Stwórcę i ludzi ponad ludzkie poznanie. Chęć zrozumienia Boga jest niszczącą pokusą. Miłość wobec Boga jest akceptacją Jego tajemnicy i drogą do życia w harmonii. Teraźniejsze sprzeczności staną się kiedyś wiecznym obrazem piękna.