Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Duch Święty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Duch Święty. Pokaż wszystkie posty

Niebo na ziemi

W chrześcijańskiej tradycji wschodniej liturgia nabożeństwa jest nazywana spotkaniem nieba z ziemią, doświadczeniem Edenu. Można tę koncepcję słusznie rozszerzyć na całe chrześcijańskie życie. 

Kiedyś jedynie Mojżesz mógł wejść na górę, by spotkać Boga i otrzymać od Niego przykazania wypisane na kamiennych tablicach. Teraz dzięki wcieleniu Boga w Jezusie z Nazaretu oraz zesłaniu Ducha Świętego, Bóg „przyszedł z góry” do nas wszystkich i włożył przykazania do naszych serc. Stwórca odsłonił przed nami więcej nieba i zbliżył się do nas do tego stopnia, że zamieszkał w naszych sercach. 

Używając symbolicznej terminologii apokaliptycznej nastało „panowanie Baranka”, „tysiącletnie królestwo”, Chrystus zwyciężył nad grzechem i złem. Niebo przyszło na ziemię i już na zawsze z nami pozostanie. To jest zgodne z zapowiedzią Mesjasza, że niektórzy z jego słuchaczy nie zaznają śmierci zanim ujrzą królestwo Boże przychodzące w mocy. Tak też się stało w dzień Zielonych Świąt. 

Kiedy spodziewaliśmy się w naszym domu gościa, zazwyczaj dzieci wypytywały, kto to jest? Jak się nazywa? Skąd przyjeżdża? Zanim Duch Święty przyniósł niebo do naszych serc, Mesjasz zapowiedział tego nadchodzącego wyjątkowego Gościa-Gospodarza. Opisując Ducha Świętego nadaje Mu kilka ważnych tytułów, między innymi nazywa Go naszym Opiekunem. Greckie słowo Paraklete można przetłumaczyć Pocieszyciel, Opiekun, Pomocnik. To nam od razu pokazuje, jaki był cel Jego przyjścia. 

Duch Święty się ludzkością opiekuje, wspiera, pomaga, pociesza i prowadzi. Dzisiaj wynajmuje się opiekę do dzieci, seniorów. Stwórca występuje w roli Opiekuna ludzi. To oznacza, że Bóg nie jest jedynie Inicjatorem życia, Pierwszą Iskrą wszechświata, Wielkim Początkowym Wybuchem.   

Taki pogląd nazywany deizmem wykształtował się w Europie XVIII wieku. Według słowników deizm to nurt religijno-filozoficzny przekonujący, że racjonalnie można uzasadnić istnienie jedynie Boga bezosobowego, będącego konstruktorem świata. Stwórca jest postrzegany jako źródło praw, według których działa mechanizm świata. Tak rozumiany Bóg nie ingeruje w raz ustanowione prawa.

Jest jak konstruktor zegara, który po skończeniu swojej pracy nie ma już nic wspólnego z zakupionym przez klienta zegarkiem. Można czasem usłyszeć od kogoś takie stwierdzenie, że pewnie za stworzeniem wszechświata stoi jakaś boska siła, ale żaden tam Bóg nie ingeruje w sprawy świata ani moje osobiste. 

Błąd deizmu polega na odrzuceniu Boga aktywnie kochającego ludzkość. Jeśli nie uznamy Boga Opiekuna i Pocieszyciela, to nie uznamy Boga w całości. On nie tylko sobie jest. On istnieje w sposób aktywny i realny dla każdego człowieka. Jego bycie jest interpersonalne. 


Niebo na ziemi oznacza boski wpływ na nasze osobiste życie. Jego miłość pokonuje nienawiść. Jego dobroć pokonuje zło. Jego miłosierdzie zwycięża nad niezgodą i podziałami. Niebo jest wśród nas i zaprowadza porządki. Jest jeszcze wiele do zrobienia, ale żyjemy nadzieją, opartą na miłości i wszechmocy Opiekuna ludzkości.  

Nowa świątynia

Biblia i tradycja żydowska podają, że Mojżesz rozmawiał ze Stwórcą „twarzą w twarz”. Tak, jak rozmawia przyjaciel z przyjacielem. Mojżesz w czasie swojego burzliwego życia dokonał wielu niezwykłych osiągnięć. W konfrontacji z Faraonem miały miejsce wyjątkowe zjawiska. Podobnie podczas długiej wędrówki przez pustynię, Mojżesz wielokrotnie zaskoczył wątpiących (w niego i w Boga) ludzi manifestując moc Bożą. 


Jednak najważniejszym rysem jego życia był fakt, że rozmawiał z Bogiem jak nikt inny z ludzi. Z tego właśnie doświadczenia zrodziła się jego osobowość, za którą szły cuda, pokora i odważne działanie. Z tych osobistych rozmów powstało Dziesięć Słów, nazywanych przykazaniami, które stały się wytycznymi dla całej historii Izraela i chrześcijaństwa. 


To pokazuje nam, że prorok w Izraelu nie był typowym wróżbitą tamtych czasów, których wtedy można było spotkać tak często jak dzisiaj przedstawicieli handlowych. Prorok to był ktoś zupełnie inny. Nie zajmował się sprawami małostkowymi, nie ciekawiły go ludzkie sekrety, nie wróżył nikomu przyszłości. Prorok był człowiekiem, który żyje z Bogiem, jest z Nim w szczególnie bliskim kontakcie. 


W jakiś wyjątkowy sposób patrzy na Stwórcę i opowiada o tym innym ludziom. Słyszy i widzi nie coś (przyszłość, przeszłość, zysk czy stratę), ale Kogoś - tego, który jest poza i ponad. Wystarczy, że wypowie dziesięć słów - i stają się one tym, co wyprowadza ludzi z niewoli, co otwiera oczy na świat Ducha. 


Zwykły wróżbita inspirował się obrazem stającego przed nim człowieka. Prorok Izraela inspirował się obliczem Boga. Wróżbita szukał satysfakcji swojego klienta oraz własnej. Prorok Izraela musiał być gotowy nawet na śmierć. Wróżbita reprezentował swoją tradycję, kulturę. Prorok Izraela występował w imieniu Boga, którego nikt nie widział i którego imię dziwnie brzmiało „Jestem”. Taka więź ze Stwórcą była fundamentem wiary Izraela. Tak Izrael szukał i znajdywał drogę do Boga. 


W tym właśnie kontekście można odczytać słowa otwierające ewangelię Jana: „Boga nikt nigdy nie widział, a pokazał Go nam Jedyny Syn—Bóg, który stanowi jedno z Ojcem”. W Mesjaszu, Jezusie z Nazaretu, spełniła się obietnica największego proroka. W Nim zrealizowało się wszystko to, co do Mojżesza odnosiło się tylko częściowo. Mesjasz jest przed obliczem Boga nie tylko jak przyjaciel, ale Syn. Żyje w najgłębszej jedności z Ojcem. 


Dzisiaj dzięki Jezusowi mamy otwarte drzwi do takiej więzi ze Stwórcą, której nawet nie miał Mojżesz. Jego twarz jaśniała na pewien czas po spotkaniu z Bogiem. My dzisiaj jesteśmy światłością świata. Nasze twarze mogą jaśnieć cały czas. Nie musimy jak Mojżesz iść do specjalnego namiotu lub w góry na spotkanie Boga. Stwórca zstąpił do nas i nasze ciała (namioty) uczynił swoją świątynią.


Dzisiaj problemem kościoła nie jest brak Boga, ale brak świadomości Jego obecności. Nie pamiętamy o tym, co mamy. Nie doceniamy faktu, że jesteśmy świątyniami, w których mieszka Duch Święty. Codziennie o tym pamiętajmy i niech nasze życie oświeca świat. Często wystarczy tylko dziesięć słów. 

Powiew Ducha

W tym rozważaniu chcę odnieść się bardzo ogólnie do umiejscowienia Ducha Świętego o okresie przed, w trakcie i po Reformacji - kwestii ważnej, nie tylko dla Zielonoświątkowców. 

Jak wiemy, w godny pochwały sposób, Luter odważnie bronił autorytetu Pisma Świętego. Podsumowując jego teologiczne wywody, wynika z nich, że Duch Święty jest obecny nade wszystko w tekście Biblii. Jak już niejeden badacz tego tematu zauważył, poprzez sola scriptura i umiejscowienie w niej mieszkania dla Ducha, Luter zamienił papieża z krwi i kości na papieża z papieru i druku. Biblia stała się autorytetem, a Duch został w niej zamknięty. Wielki Reformator skupiony był na Chrystusie, łasce i Biblii. Pozostało pytanie: co zrobić z niemal uwięzionym w tekście, Duchem Świętym? 

Cofnijmy się kilka wieków przed Lutra. Jedną z barwnych postaci średniowiecza był Joachim z Fiore – teolog i mistyk chrześcijański, cysters, a następnie założyciel własnej kongregacji zakonnej. Przesłania opata Joachima z Fiore rozprzestrzeniły się około 1240 roku. Główne punkty doktryny Joachima dotyczyły nadejścia Ery Ducha. Zwiastował on tzw. "wieczną Ewangelię". Przyjęcie wiecznej Ewangelii miało rozpocząć erę Ducha Świętego – wiek rozkwitu monastycyzmu, kiedy to ludzie powszechnie oddają się kontemplacji. Znakiem zapowiadającym ten wiek miało być, w ocenie Joachima, pojawienie się dwóch zakonów apostolskich – franciszkanów i dominikanów. 

Obraz charyzmatycznych poruszeń udokumentował  średniowieczny kronikarz, franciszkanin -  Salimbene z Parmy, który opisał charyzmatyczny ludowy ruch "Alleluja". Był to, według niego, "czas ciszy i pokoju, wesołości i uciechy, wewnętrznej radości i entuzjazmu". Owocem tego charyzmatycznego przebudzenia prawdopodobnie było występowanie charyzmatu glosolalii, jak też akty pojednania, wyrzekanie się herezji. Dochodziło do masowych aktów nawróceń. Według Joachima, kulminacją historii miało być nadzwyczajne działanie Ducha Świętego. 

Czy Joachim widział też nasze czasy? Bernard McGinn, profesor emeritus Uniwersytetu Chicago twierdzi, że Joachim z Fiore jest najważniejszym apokaliptycznym myślicielem całego średniowiecza i być może, po apostole Janie, całej historii chrześcijaństwa. 

Harvey Cox z wydziału teologicznego Uniwersytetu Harvard,  przekonuje, że gwałtowny wzrost niehierarchicznego chrześcijaństwa, głównie w nurcie zielonoświątkowym, które skupia się na duchowym przeżyciu i nadziei, jest świadectwem działania Ducha Świętego. Umowną datą tego fenomenu jest rok 1900. Dzisiejsze kościoły Azji i Afryki przypominają Korynt i Efez I wieku. 

Najwyraźniej Bożego Ducha nie da się w żaden sposób zamknąć - w konkretnym kościele, w jednej teologii, w jednym narodzie, odpowiedniej kulturze, a nawet w samej Biblii. Nigdy nie wiadomo gdzie za chwilę powieje. 

Gdzie jesteśmy?

Biblijna narracja posiada pewien powtarzający się wzór. Możemy powiedzieć, że większość opisanych w niej historii zawiera nastepujące elementy: 
Dobry początek i dobry koniec 
Katastrofę jakiegoś rodzaju 
Wybawienie - boską interwencję  
Formowanie charakteru w wyniku wydarzeń  

Na przykład początkowa historia ludzkości zamyka się klamrą dobrego początku i dobrego końca od Edenu do Kanaanu. W międzyczasie pojawiają się katastrofy - upadek Adama i Ewy, konflikt Kaina i Abla, bunt Koracha i kilka innych. Za każdym razem przychodzi wybawienie - przez Abrahama, Józefa, Majżesza i Jozuego. Tworzy się charakter - postawa wiary i buntu, czas testu dla narodu Izraela na pustyni.  

Inna historia obejmuje czas od narodzenia Jezusa do Jego wniebowstąpienia. Katastrofą jest wyrok Heroda i Piłata. Wybawienie widzimy poprzez nadejście królestwa Bożego w Mesjaszu. Charakter to reakcje uczonych w Piśmie, prostych ludzi, uczniów Jezusa. 

Kolejnym przykładem jest okres od wjazdu Mesjasza do Jerozolimy do zmartwychwstania. Katastrofą jest zdrada Judasza. Wybawienie przychodzi przez krzyż i moc Bożą w niedzielny poranek. Charakter to reakcje uczniów, tłumu, Setnika, ukrzyżowanych z Jezusem przestępców.  

Gdzie dzisiaj jesteśmy? Jaka jest nasza historia? Żyjemy pomiędzy dwoma wspaniałymi wydarzeniami - zesłaniem Ducha Świętego, a ponownym przyjściem Mesjasza. Co jest katastrofą naszych czasów? Jest nią ludzka nieświadomość, brak wiary w otaczającą nas wszędzie boską rzeczywistość. Niedostrzeganie nieba na ziemi - obecności królestwa Bożego. Duchowa ślepota. Wraz z nadejściem Mesjasza, niebo nachyliło się nad nami jak nigdy wcześniej. Żyjemy bliżej Boga niż zdajemy sobie z tego sprawę. Grzech jest przereklamowany. Brakuje za to świadomości tego, co realne - jest wśród nas obecność nieba. Jest ono otwarte nad nami, tak, jak było nad Mesjaszem, w dniu chrztu w Jordanie. Ludziom się wydaje, że Bóg jest daleko, a grzech blisko. To jest pułapka, w której religia zamknęła ludzkość. 

W jaki sposób przychodzi dzisiaj wybawienie? Z dwóch źródeł - suwerennego działania Ducha Świętego i autentycznego świadectwa naśladowców Mesjasza. Duch Święty swobodnie dociera do serca każdego mieszkańca naszej planety. W niepojęty dla nas sposób, zaprasza wszystkich do relacji z Mesjaszem. Cud i tajemnica. A teraz coś o naszym świadectwie. Czy byliście kiedyś na prezentacji jakiegoś fajnego urządzenia? Odkurzacza, robota kuchennego? Celem jest przekonanie nas do superdrogiego produktu za pomocą pokazania jego walorów. No i ludzie kupują, za dużą kasę.

Celem Kościoła jest pokazanie światu jak to działa - żywa prezentacja Bożej mocy i miłości. Kiedyś w Afryce dałem lizaka jednej dziewczynce. Ona rozkruszyła go na małe kawałeczki i obdzieliła grupę dzieci. Pojednanie z Bogiem nie jest dla wybrańców, ale dla całego świata. W międzyczasie tworzy się charakter - ufność, poświęcenie, bunt, ateizm. Każdy dzień jest decyzją, czy być bliżej Mesjasza lub dalej od Niego. Bóg jest początkiem i końcem historii, wybawieniem świata. Nie trzeba panikować. 

Pod obłokiem

Naśladowanie Mesjasza przypomina wędrówkę Izraela z Egiptu do ziemi obiecanej - był czas marszu i czas postoju. 

...A ilekroć obłok wznosił się znad Namiotu, to synowie izraelscy wyruszali za nim, a w miejscu, gdzie obłok się zatrzymał, tam synowie izraelscy stawali obozem. Synowie izraelscy wyruszali na rozkaz Pana i na rozkaz Pana stawali obozem, i przez cały czas, gdy obłok pozostawał nad przybytkiem, również i oni stali obozem. Nawet wtedy, gdy obłok przez długi czas pozostawał nad przybytkiem, synowie izraelscy przestrzegali wskazań Pana i nie wyruszali... (4 Mojżeszowa 9:17-19). 

Życie wiary składa się z tych dwóch czynników - działania i zatrzymywania się, dążenia do celu i pozostawania w miejscu. Obydwie postawy są równie ważne. Nie można ustawicznie maszerować, nie powinno się też całe życie siedzieć w tym samym miejscu. Potrzebna jest zarówno aktywność jak i pasywność, działanie oraz zatrzymanie się. 

Czym jest czas marszu? Jest wyjściem poza to, co znane - krokiem wiary na pograniczu ryzyka. Wchodzeniem na nową przestrzeń, w której Bóg ma nieznane dla nas wcześniej dary, lekcje i zwycięstwa. Marszem jest apostolstwo - nasze misyjne przeznaczenie. Idziemy do świata z przesłaniem miłości i pojednania - w miejsce Chrystusa sprawujemy służbę ogłaszania i manifestowania królestwa Bożego. Wchodzimy w nowe relacje, odwiedzamy kolejne rodziny, inicjujemy nowe wspólnoty wiary. Kiedy obłok się podnosi, nie możemy pozostać w miejscu. Należy wyruszyć, iść, działać. Jesteśmy powołani, by przebywać, przenikać i przemieniać. Krok za krokiem. Dzień za dniem. 

Czym jest czas postoju? Jest tak samo potrzebny jak działanie. Bóg zatrzymuje nas z różnych powodów. Na przykład po to, byśmy uniknęli moralizatorskiej pychy. Działanie łatwo zamienia się w samouwielbienie. Do tego dochodzi pogarda wobec innych, mniej aktywnych. Moralizowanie kładzie nacisk na ludzkie osiagnięcia. Bóg schodzi na dalszy plan. Rodzi się przekonanie, że jesteśmy w stanie dać sobie radę i słusznie ocenić każdą sytuację i każdego człowieka. Lubimy działać. Kochamy sukces. Ale im większy sukces, tym dłuższy cień. Czasem obłok się nie unosi - należy się zatrzymać, pozostać w miejscu. Zatrzymanie pomaga wrócić do łaski, uporządkować życie, skrócić cień. 

Bóg zatrzymuje, ponieważ chce do nas mówić. Jesteśmy  tak zajęci, że nie słyszymy. A przecież Duch Święty nie tylko posyła, ale również uczy, wprowadza w prawdę, udziela instrukcji - trzeba się wyciszyć, zatrzymać i słuchać. 

Bóg zatrzymuje, gdyż mamy innych póścić przodem. Jak policjant kierujący ruchem na skrzyżowaniu - Duch Święty jednych zatrzymuje, by innych zaangażować. Nasze zatrzymanie jest częścią większego Bożego działania na ziemi. Jeśli się zatrzymamy, nie nastąpi żadna katastrofa - w tym czasie Bóg uruchomi tych, którzy mają uczynić coś więcej i inaczej. 

Kluczem jest nasza wrażliwość - by żyć ze świadmością boskiego obłoku. Codziennie uczymy się kiedy iść i kiedy stać. Potrzebujemy odwagi, by ruszać w nieznane i pokornej cierpliwości, by się zatrzymać, szczególnie na dłuższy czas. Żyć pod obłokiem - wbrew oczekiwaniom innych i własnego ego. 


Weź i bądź

Ostatnie spotkania Mesjasza ze swoimi uczniami były bardzo celowe. Przypominają mi poranne wyprawianie naszych dzieci do szkoły - codziennie jestem na granicy zabicia własnego dziecka, które za długo wstaje z łóżka, nie chce się ubrać, uczesać lub nagle sobie przypomina, że trzeba wziąć do szkoły coś, czego akurat w domu nie ma! 

Jezus spotyka się z przyjaciółmi po zmartwychwstaniu i bardzo pewnie mówi o tym, co się stanie. Nie pyta o zgodę, o zdanie. Nie interesuje Go, czy to czują, czy mają na to ochotę. Po prostu mówi: weźmiecie moc Ducha Świętego i będziecie moimi reprezentantami. Spodziewajcie się. 

Dzisiaj w dobie indywidualizmu, ludzkiej potęgi, wolności, to my chcemy decydować co weźmiemy i kim będziemy. Nawet w relacji z Bogiem. Tak więc po raz kolejny stajemy przed wyzwaniem - kto ma władzę? Kto decyduje? Na ile się poddamy? 

Wydaje się, że Mesjasz nie dał apostołom dużego wyboru. Weźmiecie moc i będziecie. Może jednak Bóg kocha świat? Zbawia? Zależy Mu? Jaka jest więc nasza rola? Być do dyspozycji i z radością współpracować.   

Zesłanie Ducha Świętego było boską inicjatywą miłości. Tego nie wymyślili apostołowie ani charyzmatycy. Nasza misyjność wypływa z boskiej miłości. Kościół jest misyjny lokalnie i globalnie. Są tylko te dwie opcje. Jeśli nie jesteśmy powołani lokalnie, to pakujmy walizki! 

Co oznaczają dyrektywy - weźmiecie i będziecie? 
"Weźmiecie moc" oznacza, że mamy wspólne źródło. Wszyscy czerpiemy z tego samego Ducha Świętego. Nie ważne do jakiego kościoła należymy. Mamy otwarty dostęp. Możemy w każdej chwili korzystać z tej mocy. Nie ma w tym nic skomplikowanego. Czy trzeba uczyć niemowlę obsługi źródła mleka? 

"Będziecie" oznacza, że każdy z nas staje się wyjątkowym głosem. Jesteś cennym, niepowtarzalnym boskim przekazem miłości. To jest twój kolor i blask! Będziecie oznacza nową świadomość. Kim byłem, a kim jestem teraz? Apostoł Paweł był prześladowcą. Stał się posłańcem Mesjasza. Abraham był bezdzietnym staruszkiem. Stał się ojcem narodów. Bez względu na to kim byliśmy kiedyś, teraz mamy nową tożsamość. Jesteśmy jedynym swojego rodzaju głosem miłości. 

Mamy to samo źródło, ale zupełnie inne powołania. Ten sam początek, ale inne drogi. Problem polega na odwróceniu tych zasad. Bywa, że religia straszy, zamiast zachęcać - doszukuje się różnych źródeł i narzuca szablonowe życie. 

"Wszystko, co jest dobre i doskonałe pochodzi z nieba - od Boga, Stwórcy wszystkich gwiazd" - pisze św. Jakub. Mamy dobre źródło, nie ma się czego bać. Gdy prosimy o chleb, nie dostaniemy kamieniem po głowie. Pańska jest ziemia i niebo! Z drugiej strony każde dziecko jest inne, choć karmi je ta sama matka tym samym mlekiem. Dlatego bądź w pełni sobą, nawet jeśli to dużo kosztuje i nie podoba się sąsiadom. Nie zatrać swojego unikalnego głosu miłości. 

Na zakończenie proponuję modlitwę: Panie Jezu, dziękuję za Twoje źródło mocy, dla mnie dostępne, dzięki któremu staję się coraz bardziej sobą - tym, kim mam być. Amen. 

Pocieszyciel cz.2

Podczas rodzinnych spotkań i przyjacielskich wizyt często jednym ze stałych punktów programu jest publiczne zaprezentowanie umiejętności swoich dzieci. Niektórzy rodzice każą dzieciom śpiewać, recytować wiersze, tańczyć, odpowiadać na trudne pytania. Dla zachęty mówią: "Nie wstydź się". Czyli nie czuj tego, co czujesz!  Ja w dzieciństwie musiałem gościom śpiewać po niemiecku - w duecie z moją siostrą! To było dość upokarzające. 

Podobno potrafimy się wstydzić wcześniej nim mówić. Wstydzimy się błędów, niewiedzy, wstydzimy się pytać, pożyczać i prosić. Wstyd to obawa przed pokazaniem swoich defektów. Jedna z definicji mówi, że wstyd jest bolesnym przeświadczeniem o własnej zasadniczej ułomności jako istoty ludzkiej. To uczucie towarzyszy nam od upadku w raju - kiedy pojawił się pierwszy wstyd naszych prarodziców. Od tego czasu bardzo dobrze nauczyliśmy się chować go pod maskami siły, złości, krytyki, poczucia humoru, fajnych ciuchów. 

Duch Święty - Pocieszyciel jest gotowy pomóc człowiekowi żyć godnie i twórczo mimo powracającego uczucia wstydu. Pocieszyciel zachęca nas do odsłaniania słabości, by pokazać skrywaną niedoskonałość, pryszczyk pod pudrem, nawet gdy to powoduje dyskomfort. Jeśli chcemy przezwyciężyć  wstyd, powinniśmy świadomie odsłaniać przed innymi nasze błędy, uczyć się śmiać z samych siebie i nawet być dumnymi z własnej niedoskonałości. Paradoksalnie publiczne obnażenie swojej słabości może wzmocnić w człowieku poczucie wartości. 

W ten sposób uczymy się żyć w akceptacji Stwórcy, mimo oczywistych defektów. Pocieszyciel kocha nas z wszystkimi ułomnościami. On nas zna najlepiej, a mimo to szepcze do serc, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Miłość polega na kochaniu pryszczyków, blizn, zmarszczek, wypukłości. Stwórca kocha nie tylko nasze modlitwy, ale podjadanie słodyczy, długie spanie jeśli trzeba się wyspać, kocha nasze pomyłki i przejęzyczenia. Kocha to wszystko, czego my się zwykle wstydzimy. 

Wstyd jest częścią życia i nigdy się od niego nie uwolnimy, jednak dzięki Pocieszycielowi możemy na to uczucie patrzeć z innej perspektywy - każdy nasz błąd znika w morzu boskiej akceptacji. Codziennie dostajemy od Stwórcy mnóstwo lajków, buziek i całusów. 

Żyjemy obecnie w kulturze handlu wstydem - gazety, TV i portale społecznościowe z przyjemnością publikują wpadki celebrytów, zawstydzające zdjęcia, niechcący odsłonięte części ciała. Wstyd się świetnie sprzedaje. Im większy obciach tym lepiej! Ludzkość maskuje własny wstyd cudzym. Nie musimy nic maskować. Wstyd nie może pozbawić nas ludzkiej godności i przynależności do Mesjasza. 

Pocieszyciel

W ewangelii Jana Duch Święty kilkakrotnie nazwany jest Pocieszycielem.   
Co mi przychodzi na myśl, gdy słyszę słowo Pocieszyciel? Stwórca rozumiejący kruchą naturę ludzką, wspierający zasmuconego człowieka. Troskliwy, wyrozumiały, dobry. Jak ogrodnik, delikatnie pielęgnujący roślinę.  Jak matka, która rodzi bezradną istotę i otacza troską. Duch Święty zrodził świat, ciebie i mnie.  

Pocieszyciel jest potrzebny, gdyż życie zazwyczaj nie płynie lekko.  
Czy moja kochana żona, wracająca ze sklepu z nową bluzeczką, potrzebuje pocieszenia? Chyba raczej ja! Czy potrzebuje pocieszenia zwycięzca na mecie? Klient, który właśnie wygrał darmową puszkę Coli? Czy potrzebuje go osoba zdrowa lub uzdrowiona?  
Potrzebujemy Pocieszyciela, ponieważ przez większość dni zmagamy się z emocjami, słabościami, rozterkami.  

Zmagamy się z poczuciem winy.   
Poczucie winy potęgują w nas rodzice, partnerzy, szkoła, pracodawca, religia i kościół, własne dzieci i oczywiście my sami: „zmarnowałem życie, nie wykorzystałem szansy…”

Obarczanie innych winą oznacza chęć dominacji. Adam: to wina Ewy. Ewa: to wina węża. Wąż: to wina Boga... Żeby stworzyć winę i karać wystarczą ludzie. Zauważyłem pisząc i przemawiając, że niektórzy uaktywniają się tylko wtedy, kiedy mają coś negatywnego do powiedzenia. Jest wokół nas tak wielka presja wzbudzająca poczucie winy, że Pocieszyciel ma pełne ręce roboty. Kto będzie oskarżał? Potępiał? Kto odłączy nas od miłości, która jest w Mesjaszu? 

Dlaczego niektórzy myślą, że również Duch Święty wzbudza poczucie winy? Mówią, że przychodzi do naszego życia i jedyne czym się zajmuje to wyszukiwanie naszych grzechów, win, błędów... To się bardziej kojarzy z urzędnikiem ze skarbówki! Cóż za pocieszenie - zrozum jaki jesteś zły i grzeszny... 

Biblia pokazuje, że jest jeden Oskarżyciel i jeden Pocieszyciel - i że są to zupełnie dwie inne osoby. Oskarżyciel nigdy nie pociesza, a Pocieszyciel nigdy nie oskarża. Miałem dawno temu dwóch nauczycieli muzycznych. Jeden uczył mnie gry na akordeonie, drugi na gitarze. Pierwszy sprawiał, że czułem się zerem, totalną porażką, największym nieudacznikiem. Drugi był w stanie, mimo moich oczywistych błędów, cierpliwie i pozytywnie mnie uczyć, zresztą do dziś jest moim przyjacielem. Zostałem przy gitarze. 
Wsłuchuję się dzisiaj w głos Pocieszyciela, ponieważ nikt tak jak On mnie nie zna, a przy tym nikt tak dobrze o mnie nie myśli, uwalniając od ciągle pojawiającego się poczucia winy. 

W poszukiwaniu Ducha cz. 2

Mesjasz kiedyś przemówił do drzewa - niech nikt już nigdy nie je z ciebie owoców. Wkrótce okazało się, że drzewo uschło. To pokazuje, że nie ma czegoś takiego jak "zwyczajne słowa", ale wszystko co mówimy i co słyszymy posiada wymiar duchowy - odsłania lub zasłania postać Stwórcy na ziemi. Dlatego tak dużą wagę mają słowa nauczyciela, rodzica, przyjaciela, wroga, oprawcy. W dzieciństwie nie lubiłem fizyki, ponieważ miałem, mówiąc wprost, wredną nauczycielkę. Traktowała nas jak stado bezmózgowych baranów (z całym szacunkiem dla tych pożytecznych i na swój sposób mądrych zwierząt), co też się potwierdzało na sprawdzianach - tak jak mówiła, tak też było - stawaliśmy się uschniętymi drzewami, zamiast rozkwitać i fascynować się odkryciami nauki. Skoro można powodować usychanie, wierzę, że możliwe jest również ożywianie tego co uschło, uzdrawianie życia, zasilanie słabnących, naszymi słowami i czynami. 

Jak zatem patrzymy na życie? Czy widzimy dzieło Ducha Świetego w codzienności? W pieluchach i niekończących się stertach prania, w pracy zawodowej, w spacerach z rodziną, w uśmiechach przypadkowo napotkanych ludzi. Gdyby można było poznać Stwórcę poza materią, nie potrzebowałby On stwarzać świata. Stara maksyma mówi, jeśli chcesz zobaczyć Stwórcę idź do ogrodu. Czy widzimy w swoich sąsiadach przebłyski Ducha? A może uważamy, że Duch mieszka tylko w naszym mieszkaniu na piątym piętrze pod numerem 22? Działa jedynie w naszym domu z całej dzielnicy? Czy ratownicy szukający żywych w gruzach po trzęsieniu ziemi robią to, bo są zdemonizowani? Czy raczej przejawia się przez nich natura samego Stwórcy? 
  
Skoro Duch Święty jest wszędzie obecny, to oznacza, że skutecznie i subtelnie tworzy piękno w miejscach chaosu, ciemności i pustki. Dzieje się to zazwyczaj bez religijnej otoczki, bez kościelnego kontekstu. Na przykład biblijny prorok Izajasz pisze, że Stwórca upatrzył sobie perskiego króla Cyrusa, nazwał go swoim pomazańcem i przeznaczył do tego, by Żydzi spokojnie wrócili do domu z niewoli babilońskiej. Pomazaniec znaczy ktoś bardzo wyjątkowy, wykonawca boskich poleceń, namaszczony przez Ducha Świętego. 

Stwierdzenie Izajasza, że Cyrus jest pomazańcem (po hebrajsku mesjaszem) było rewolucyjne, ponieważ Żydzi nie nazwaliby tak żadnego poganina. Tak i dziś Stwórca ma swoich pomazańców poza kościołem i są nimi nie tylko chrześcijanie. Tacy pomazańcy są darem dla świata i dla kościoła, ponieważ przez nich Duch Święty zaprowadza ład w miejscach chaosu, przez nich ustanawia swoją wolę na ziemi. Jeśli więc widzimy bałagan, zwróćmy też uwagę na subtelne działanie Ducha. Jeśli widzimy na ziemi ciemność - zauważmy również światełko Ducha. Jeśli widzimy problemy i cierpienie - pamiętajmy o miłości i mocy Ducha Bożego. 
 
Przypomina się historia innego starego proroka Elizeusza i jego sługi, którzy znaleźli się w zasadzce wrogich wojsk. Spanikowany sługa stwierdził, że to już koniec. Wtedy prorok prosi Stwórcę, by raczył na chwilę otworzyć oczy sługi na duchową rzeczywistość. Okazało się, że okolica była pełna Ducha Świętego. Nie bójmy się, bo również nasze okoliczności są przesiąknięte obecnością Ducha, który aktywnie działa w różnych obszarach świata. Królestwo Boże jest wszędzie. Nie można na szczęście zamknąć Ducha w kościołach.

W poszukiwaniu Ducha

Penetkostalizm jest największym fenomenem kościoła od czasów Reformacji. Zapoczątkowany ponad sto lat temu w kilku małych grupach, jest dzisiaj dynamicznym skrzydłem chrześcijaństwa. Obecnie 20-30% chrześcijan to charyzmatycy i zielonoświątkowcy. Czyli co 15 osoba na ziemi! Nie można nie zauważyć tego faktu. Im większą wagę przywiązujemy do osoby Ducha Świętego, tym bardziej cieszymy się Jego cudownym działaniem. Nie musimy być ekspertami pneumatologii, wystarczy, że Ekspert - Duch Boży - działa w naszym życiu. 

Naukowcy próbują dojść co było początkiem kosmosu, jaka energia, jaka siła. Po prostu Duch Święty. On był obecny i aktywny od początku (Gen.1:2). Dlatego Ducha Świętego możemy wyczuć i rozpoznać w świecie. W nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy... To jak wyprawa na grzyby - kto szuka, ten znajdzie!  

Skoro Duch Święty jest wszędzie, nie ma podziału na to co duchowe i świeckie, na miejsca święte i pospolite. Albo cała ziemia jest Boża, albo wcale do niego nie należy. Badania w zakresie fizyki kwantowej są dowodem jedności materii i energii, tak też świat jest połączeniem duchowej i ziemskiej rzeczywistości.   

Religie zwykle dążą do podziału życia na aspekty zwykłe i duchowe. Dzielimy nasze czynności na mniej i bardziej duchowe, w pewne dni zachowujemy się super duchowo, na przykład podczas liturgicznych postów. Stwórca jednak mówi przez proroka Izajasza, że całe nasze życie powinno być "wielkim postem". Czy nie chodzi raczej o styl życia, kiedy rezygnujemy z wygody i jesteśmy zawsze gotowi na wyrzeczenia dla dobra innych? 
Być może zapominamy, że Duch Święty jest cały czas wszędzie i że wszystko co robimy ma wymiar duchowy. 

Dlaczego ludzie opowiadają dowcipy na parkingu kościoła, a kiedy wejdą do środka, milkną? Jeśli dowcip jest dobry, to nadaje się wszędzie. Parking, park, przystanek jest tak samo święty jak budynek kościoła. Cały świat jest pełen Ducha. 

Można na własne otoczenie patrzeć oczami wiary lub strachu, widzieć w nim Stwórcę lub Jego brak. Pewna kobieta urodziła niewidomego syna i postanowiła go wychować tak, jakby był zdrowy. Nie wiedział o kalectwie. To było jedyne życie jakie znał. Do dnia, gdy ktoś wszedł na ich posesję i wytłumaczył chłopcu, że jest niewidomy. To, co dla jednego jest widzeniem, może się okazać ślepotą. Problemem Kościoła jest niedostrzeganie Stwórcy w świecie. Wielu chrześcijan zamknęło Ducha Świętego w kościołach, a świat oddali diabłu i demonom. Zamiast wszędzie wokół widzieć cudowne działanie Ducha, wielu widzi jedynie demony. Wygląda na to, że po części sami zdemonizowaliśmy ten świat. 

Mesjasz kiedy przyszedł, ogłaszał Królestwo Boże - mówił, że wszędzie jest obecny Stwórca! Dlaczego tak często posługiwał się światem naturalnym? Stągwie z wodą, chleby i ryby, błoto, dotyk, ziarno, chleb, wino... ponieważ wszystko wokół nosi w sobie ślad Stwórcy. Apostoł Paweł dodaje, że wszystko, co czynimy jest na chwałę Bożą. Tak więc praca zawodowa, macierzyństwo, odpoczynek, spacer z rodziną - wszystko oddaje Stwórcy chwałę. Świadomość obecności Ducha Świętego wnosi w nasze codzienne obowiązki dużo radości i czyni je świętymi. Wystarczy otworzyć oczy.